Śmierć dwóch Tybetańczyków na skutek tortur – raport
21 maja 2009, International Campaign for Tibet
Tendar, 21 lat, zginął w wyniku tortur
Przez ostatni rok, od wybuchu protestów 10 marca 2008, rząd chiński próbuje zablokować przedostawanie się do zewnętrznego świata jakichkolwiek informacji na temat tortur, zaginięć i zabójstw, jakie miały miejsce w całym Tybecie. Z powodu intensywnej atmosfery strachu w całym regionie, nie jest jeszcze możliwe określenie pełnej liczby Tybetańczyków, którzy ponieśli śmierć w czasie protestów od marca 2008. (zobacz raport „A Great Mountain Burned by Fire: China’s Crackdown In Tibet”, http://www.savetibet.org/media-center/ict-press-releases/a-great-mountai…).
Raport ten przedstawia szczegóły dotyczące okoliczności, w jakich nastąpiła śmierć dwóch Tybetańczyków w różnych rejonach Tybetu, w obu przypadkach przyczyną zgonu było wyjątkowo brutalne traktowanie w czasie pobytu w areszcie. Nie są to odosobnione incydenty, nastąpiło wiele innych zgonów w wyniku stosowania tortur, lecz ich okoliczności często nie są w pełni znane.
Relacja o śmierci 28-letniego Tendara dotarła do zewnętrznego świata po tym, gdy Tybetański Rząd na Wychodźstwie udostępnił szokujące zdjęcia przedstawiające jego ciało po stosowaniu tortur. Istnieją obecnie obawy o bezpieczeństwo jego ojczyma. Jego matka znajduje się podobno pod ścisłą obserwacją policji. Tendar został aresztowany 14 marca 2008, po tym, gdy próbował pomóc mnichowi w podeszłym wieku, który był bity przez policję.
45-letni nomada, Paltsal Kyab zmarł w maju 2008. Został aresztowany po proteście w swoim rodzinnym mieście 17 marca 2008. Paltsal Kyab, który osierocił pięcioro dzieci, powiedział protestującym, aby nie palili żadnych budynków i podążali ścieżką niestosowania przemocy. Lecz został aresztowany i zmarł na skutek brutalnego bicia podczas pobytu w areszcie.
Tybetański pisarz odniósł się do śmierci Paltsala Kyaba w kolekcji pism zatytułowanej Eastern Snow Mountain, zakazanej natychmiast po publikacji: „Powiedzieć, że ktoś był bity, aż do śmierci, czy nie jest to coś, co w obecnych czasach nie powinno nigdy zostać powiedziane? Powiedzenie, że ktoś był bity aż do śmierci przypomina terror ery „Demokratycznych Reform [późne lata pięćdziesiąte/początek sześćdziesiątych].”
Zabicie Tendra
Śmierć 28-letniego Tendara została pokazana w video wydanym przez Tybetański Rząd na Wychodźstwie w marcu tego roku i nastąpiła na skutek obrażeń odniesionych w wyniku tortur, jakim poddawano go w areszcie po tym, gdy został zatrzymany, ponieważ próbował pomóc mnichowi w podeszłym wieku bitemu przez policję.
http://www.youtube.com/watch?v=xiZL9zvQ3Sc oraz http://media.phayul.com/?av_id=147&av_links_id=323
Piszący po chińsku tybetański blogger opisał te zdjęcia w następujący sposób: „Jedna jego noga była pocięta, z wieloma krwawymi ranami zadanymi nożem, a w paznokciu palca jego prawej nogi tkwił gwóźdź. Z jego pośladków, tam gdzie rana gniła i roiła się od insektów, wycięto dużą ilość ciała. W talii, tam gdzie bito go elektryczną pałką, ciało zaczynało gnić. Na jego plecach i twarzy również znajdowało się wiele ran. Jedna z jego ran była pokryta taśmą przezroczystą. Ponieważ nie otrzymał żadnej pomocy medycznej, znajdował się na krawędzi śmierci.”
Rząd chiński zareagował na publikację tego video bardzo ostro, blokując dostęp do serwisu YouTube, po gdy stało się o nim głośno na całym świecie i wydając oświadczenie mówiące, że „grupa Dalajlamy sfabrykowała informacje na temat Tybetu”. (‘Materiał filmowy z zamieszek w Lhasie został sfałszowany’, China Daily, 27 marca, 2009, http://eng.tibet.cn/news/today/200903/t20090327_465187.htm). Chińska reakcja na video wskazuje na to, że o śmierci Tendara wiedziało więcej osób, chociaż pełne szczegóły stały się powszechnie znane dopiero teraz. Relacja, która znajduje się poniżej, została sporządzona na podstawie świadectw pochodzących z kilku różnych źródeł. Odkąd wiadomość o śmierci Tendara dotarła do zewnętrznego świata, istnieją poważne obawy o życie i zdrowie jego sześćdziesięciokilkuletniego ojczyma.
Tendar mieszkał w Lhasie i pracował w dziale obsługi klienta chińskiej firmy telekomunikacyjnej. 14 marca, gdy zamieszki na ulicach Lhasy stały się gwałtowne, Tendar był świadkiem, jak chińskie służby bezpieczeństwa biły starszego mnicha. Jakkolwiek szczegóły okoliczności zdarzenia są dość niejasne, zgodnie z relacjami Tybetańczyków, którzy znali Tendara oraz innych mieszkańców Lhasy – wszystko wskazuje na to, że Tendar próbował pomóc mnichowi prosząc policję o okazanie litości dla niego. W czasie, gdy to robił zbrojna policja otworzyła ogień do demonstrantów. Tendar został postrzelony i upadł na ziemię. Tybetański informator, który był w Lhasie po tym incydencie i rozmawiał z Tybetańczykami znającymi Tendara, powiedział: „Rana nie zagrażała życiu. Powiedziano mi, że zabrano go do Szpitala Ogólnego w Lhasie /Lhasa General Hospital/ prowadzonego przez Ludową Armię Wyzwoleńczą. Gdy był w szpitalu, co mniej więcej cztery do sześciu godzin odwiedzała go grupa funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Bili go na zmianę, wypytując o udział w protestach. Używali żelaznych prętów i niedopałkami papierosów przypalali mu skórę. Torturowano go wielokrotnie i jego stan szybko się pogorszył.”
W tym czasie nikt z rodziny Tendara ani jego przyjaciół nie znał miejsca jego pobytu, co było charakterystyczne dla fali zaginięć mających miejsce po 14 marca i które nadal zdarzają się na różnych obszarach Tybetu. Dzięki posiadanym kontaktom, rodzinie Tendara udało się zlokalizować miejsce jego pobytu, a następnie uzyskać pozwolenie na wizytę. Gdy go odwiedzili znajdował się „w stanie szoku i cierpiał nieznośny ból. Każde poruszenia ciała sprawiało, że krzyczał z bólu”, powiedział ten sam informator tybetański. Nie był w stanie chodzić, a jego ciało wydawało się sparaliżowane od pasa w dół. Tendar powiedział, że był świadkiem, jak tybetański mnich został w szpitalu pobity na śmierć żelaznymi prętami przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Błagał, aby zabrano go do domu.
Ten sam informator tybetański powiedział, że „W czasie pobytu w szpitalu Tendar dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo usiłując wyskoczyć przez okno w swoim pokoju. Udało mu się doczołgać do okna, lecz nie był w stanie wydostać się na zewnątrz, ponieważ nie mógł podźwignąć dolnej części ciała.”
Tybetański informator uważa, że Tendar został zwolniony do domu, ponieważ władze wiedziały, że nie było szans na jego wyzdrowienie i chciały uniknąć odpowiedzialności za jego śmierć. Podobnie było w przypadku w przypadku innych Tybetańczyków, którzy zmarli na skutek stosowania tortur. Rodzina Tendara próbowała uzyskać dla niego opiekę medyczną, lecz szpitale nie chciały go przyjąć z powodu „delikatnej natury politycznej” jego zaangażowania w protest z 14 marca. W końcu został przyjęty do Szpitala Ludowego niedaleko Pałacu Potala, gdzie natychmiast zabrano go na oddział intensywnej terapii. Tybetański informator powiedział: „Niektórzy członkowie zespołu pielęgniarskiego mieli łzy w oczach, gdy zobaczyli, jak poważne są jego obrażenia.”
Tendar spędził w szpitalu 20 dni i jego stan stale się pogarszał. Stracił przytomność i lekarze powiedzieli rodzinie, że nic więcej nie mogą dla niego zrobić. Rodzina Tendara musiała zapłacić rachunek za pobyt w szpitalu w wysokości 90 000 yuanów (13 000 dolarów), zanim pozwolono im zabrać go do domu.
Tendar zmarl w domu 13 dni później – 19 czerwca 2008. Tybetański Rząd na Wychodźstwie uzyskał materiał filmowy pokazujący sępy w miejscu jego tradycyjnego tybetańskiego pogrzebu w Toelungu na wschód od Lhasy. Ten sam, nie mieszkający już w Tybecie informator, rozmawiał z naocznym świadkiem, który powiedział: „Na jego ciele można było zobaczyć ślady po uderzeniach żelaznymi prętami. Jego ciało to była tylko skóra i kości. W czasie przygotowywania jego ciała dla sępów [rytuał zwany po tybetańsku Jhador], w dolnej części jego nogi znaleziono cienki metalowy pręt albo gwóźdź o długości około 1/3 metra. Było to jedno z narzędzi tortur używanych podczas przesłuchania.”
Historia śmierci Tendara jest w Lhasie dobrze znana, pisali o niej nawet posługujący się chińskim tybetańscy bloggerzy. Wielu ludzi, którzy nie znali Tendara osobiście, ale którzy o nim słyszeli, przychodziło upamiętnić jego śmierć w różne ważne dla Tybetańczyków dni. „Ci, którzy bali się bycia zauważonym przez służby bezpieczeństwa, przesyłali pieniądze i kataki [ służące do udzielania błogosławieństw tybetańskie szale],” powiedział ten sam informator.
Tybetański pisarz napisał: „Kilka tysięcy Tybetańczyków przybyło na jego pogrzeb. Wielu przyszło z powodu głębokiego współczucia dla nieznajomego, którego spotkała tak straszliwa tragedia. W czasie ceremonii pogrzebowej matka tego młodego człowieka powiedziała z głębokim smutkiem, „Płaczę nie tylko z powodu tragicznej śmierci mojego syna, jeszcze bardziej opłakuję tych synów, którzy w tej chwili są torturowani. Będąc matką nie jestem w stanie wyobrazić sobie udręki i cierpienia, jakich mój syn doświadczył w więzieniu.”
Zgodnie z różnymi tybetańskimi źródłami, w ciągu ostatniego roku odnotowano wiele przypadków, w których Tybetańczycy zranieni początkowo w czasie aresztowania na skutek użycia broni palnej bądź bicia i których obrażenia nie zagrażały życiu, byli następnie torturowani, co doprowadziło do gwałtownego pogorszenia ich stanu, a następnie śmierci. Zgodnie ze źródłami Tybetańczycy, którzy trafiali do aresztu z ranami postrzałowymi, rzadko otrzymywali pomoc medyczną. Według niepotwierdzonych relacji z Lhasy najbrutalniejsze tortury stosowali funkcjonariusze Ludowej Armii Wyzwoleńczej i Ludowej Policji Zbrojnej sprowadzeni z terenów poza Lhasą.
Śmierć Paltsala Kyaba na skutek tortur
„Shikalo [Jakpalo] – aresztowany na podstawie fałszywych oskarżeń 40 letni mężczyzna z Charo Xiang w okręgu Ngaba, został pobity na śmierć. Zgasło jego cenne życie. Ten ojciec i podpora rodziny zostawił nieszczęśliwą żonę i pięcioro sierot. Ta uwłaczająca życiu katastrofa zrujnowała egzystencję jednego domostwa.”
– Fragment z The Eastern Snow Mountain (Shar Dungri), zbioru utworów z tybetańskiego regionu Amdo, który jest jedynym znanym materiałem z Tybetu dotyczącym protestów z 2008 roku opublikowanym w Chińskiej Republice Ludowej.
26 maja 2008 dwóch przedstawicieli lokalnych władz powiatowych w powiecie Charo (chińskie:Aba), Siczuan (tybetański region Amdo) przyszło zawiadomić rodzinę 45-letniego nomady Paltsala Kyaba, znanego także jako Jakpalo, o jego śmierci. Chociaż urzędnicy powiedzieli, że zmarł on „śmiercią naturalną” w czasie pobytu w areszcie po zatrzymaniu w związku protestami w regionie z dnia 17 marca 2008, gdy jego ciało zostało wydane rodzinie widać na nim było wyraźne ślady torturowania i brutalnego bicia.
Żyjący obecnie na emigracji młodszy brat Paltsala Kyaba, Kalsang, powiedział ICT, że według świadków, którzy widzieli jego ciało, „Cały przód jego ciała był całkowicie posiniaczony na niebiesko i pokryty bąblami po przypalaniu. Całe jego plecy również były pokryte siniakami i nie było nawet najmniejszego kawałka skóry o naturalnym kolorze z tylu i przodu jego tułowia. Jego ramiona były również potwornie posiniaczone z kawałkami zakrzepłej krwi.”
Paltsab Kyab, który był mężczyzną żonatym i miał pięcioro dzieci, został aresztowany po pokojowym proteście, jaki miał miejsce w Charo 17 marca 2008. Według niepotwierdzonych relacji z regionu dostarczonych bratu Paltsala Kyaba, około 100 młodych Tybetańczyków zorganizowało protest na głównej ulicy, „ponieważ uważali, że Narody Zjednoczone i zagraniczne media postanowiły nie słyszeć i nie widzieć prawdy o tym, co dzieje się w Tybecie.” Tybetańczycy zaczęli mówić o podpaleniu budynku. Według brata Paltsala Kyaba, próbował on odwieść Tybetańczyków od zrobienia tego mówiąc: „My Tybetańczycy musimy podążać ścieżką niestosowania przemocy Jego Świątobliwości Dalajlamy. Naszą jedyną bronią jest prawda. Ten budynek należy do rządu, lecz mieszka w nim kilka tybetańskich i chińskich rodzin.” Według Kalsanga, co najmniej trzy osoby przebywające w budynku zeznały na policji, że Paltsal Kyab namawiał Tybetańczyków do niestosowania przemocy.
Po tym wydarzeniu, jak powiedzieli jego przyjaciele, Paltsal mówił o swoim zamiarze pójścia na komisariat policji w celu wyjaśnienia policjantom, że nie popełnił żadnych przestępstw, takich jak niszczenie budynków lub samochodów, ani też nikomu nie wyrządził krzywdy. Jednakże dowiedział się od przyjaciół o tym, że znajduje się już na liście osób poszukiwanych i że osoby, które zostały aresztowane są w bardzo brutalny sposób bite. Wyjechał poza miasto odwiedzić chorego krewnego.
9 kwietnia zeszłego roku, 11 policjantów przeprowadziło nalot na dom Paltsala, na zewnątrz czekała ciężarówka wypełniona uzbrojonymi żołnierzami. Zgodnie z relacją członków rodziny, jeden z policjantów przyłożył pistolet do głowy 14-letniego syna Paltsala i zapytał go o miejsce pobytu ojca. Jego syn odpowiedział, że Paltsal wyjechał odwiedzić chorego krewnego. Żona Paltsala została wyciągnięta siłą z sąsiedniego pokoju i zadano jej to samo pytanie. Dała taką samą odpowiedź, jak jej syn, lecz podała inne imię. Ponieważ podali różne imiona, policjanci stwierdzili, że obydwoje skłamali i syn Paltsala został aresztowany. Na komisariacie policji nastolatek był podczas trwającego kilka godzin przesłuchania bity po twarzy, zadawano mu ciosy i kopano go. Następnego dnia został zwolniony.
Gdy Paltsal dowiedział się o swoim synu, natychmiast wrócił do domu. Kalsang powiedział: „Nasza rodzina słyszała, że rząd chiński ogłosił, iż osoby zamieszane w protesty muszą dobrowolnie oddać się w ręce policji oraz, że ci, którzy to zrobią, będą potraktowani łagodniej od osób odnalezionych przez policję. Krewni Paltsala powiedzieli mu, że ponieważ jest ojcem pięciorga dzieci, nie będzie mógł przez całe życie się ukrywać. Paltsal wiedział także, że jego syn był bity i przesłuchiwany. Zdecydował się dobrowolnie poddać.”
17 lub 18 kwietnia 2008 Paltsal udał się do lokalnego komisariatu i oddał się w ręce policji. Trzymano go tam przez 2 tygodnie, a następnie 27 kwietnia 2008 przeniesiono do aresztu w Ngaba. Rodzina nie miała żadnych informacji o jego stanie ani miejscu przetrzymywania aż do 26 maja 2008, kiedy to dwóch przedstawicieli lokalnej władzy przybyło do domu Paltsala, aby zawiadomić żonę i dzieci o jego śmierci.
Członkom rodziny Paltsala pozwolono odebrać jego ciało z aresztu. Kalsang powiedział:, „Gdy tam przybyli, policjanci powiedzieli im, że przyczyną jego śmierci była choroba, a nie tortury. Twierdzili także podobno, że został dwukrotnie zabrany do szpitala z powodu problemów z nerkami i żołądkiem. Lecz zdaniem krewnych Paltsala, w czasie gdy udał się on na komisariat celem oddania się w ręce policji, był normalnym zdrowym człowiekiem i również w przeszłości nie miał poważniejszych problemów zdrowotnych. Policjanci nigdy nie przyznali, że przyczyną śmierci Paltsala były tortury, natomiast natychmiast po przybyciu krewnych Paltsala zaczęli proponować im pieniądze. Rodzinie zabroniono fotografowania ciała i opowiadania komukolwiek o tym, co się stało.”
Kalsang otrzymał później informacje z różnych źródeł o tym, że jego starszy brat był okrutnie torturowany podczas pobytu w areszcie. Rodzina prosiła o pozwolenie na przewiezienie jego ciała do klasztoru Kirti w Ngaba. W tybetańskiej tradycji bardzo ważne jest, aby modlić się za zmarłego natychmiast po jego śmierci w celu zapewnienia mu spokojnego przejścia. Lecz wojsko odmówiło wydania pozwolenia. Kaltsang powiedział: „Nie mogli nawet zabrać ciała Paltsala do klasztoru Kirti, aby pomodlić się za jego duszę.”
Paltsal miał tradycyjny tybetański pogrzeb. Była na nim obecna policja – w tym dwóch wyższych rangą policjantów tybetańskich. Kalsang powiedział: „Stan ciała Paltsala nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że zmarł w męczarniach na skutek brutalnych tortur, a nie z przyczyn naturalnych.”
Osoby przygotowujące ciało do pogrzebu, co w tradycji tybetańskiej łączy się z jego poćwiartowaniem, powiedziały rodzinie, że jego organy wewnętrzne, w tym jelita cienkie, woreczek żółciowy i nerki, były poważnie uszkodzone.
Tybetański pisarz z Ngaba w tybetańskim regionie Amdo, nazywający siebie „Nyen –‘The Wild One’ z Siczuanu”, napisał anonimowo o śmierci Paltsala w swoim zbiorze pism zatytułowanym Shar Dungri lub Eastern Snow Mountain w artykule zatytułowanym, „Jakie prawa człowieka chronią nasze ciała?” (What human rights do we have over our bodies?) Czytamy w nim: „ Powiedzieć, że ktoś był bity aż do śmierci, czy nie jest to coś, co w obecnych czasach nie powinno nigdy zostać powiedziane? Powiedzenie, że ktoś był bity aż do śmierci przypomina terror ery „Demokratycznych Reform [późne lata pięćdziesiąte/początek sześćdziesiątych]. Zasadniczo nikt nie lubi ‘zemsty’ ani kontynuowania ‘starych sporów’. Lecz w przypadku młodego pokolenia, morderstwo dokonane na ojcu pozostawia w ich umysłach ślad, wrażenie, którego nie będą w stanie zapomnieć do końca życia. Jest to nieunikniony rezultat represji, bicia i zabijania. Nie chcemy ‘zemsty’ ani ‘sporów’. Domagamy się nadejścia czasów, w których młodsze pokolenie nie będzie miało powodów do szukania ‘zemsty’ ani do prowadzenia ‘sporów’. Młode pokolenie nie przyszło na świat po to, aby szukać zemsty lub rozstrzygać spory, lecz po to, by doświadczać jaśniejszego jutra, cieszyć się jasną wiosną wolności, demokracji i równości.” (Przetłumaczone na angielski przez ICT. Cały artykuł został opublikowany w raporcie ‘A Great Mountain Burned by Fire: China’s Crackdown In Tibet’, http://www.savetibet.org).
Tłumaczenie: J.S
źródło: savetibet.org