ratujTybet.org » Aktualności » Warszawskie rondo drażni Chiny

Warszawskie rondo drażni Chiny

3 kwietnia 2009

Radni z podkomisji ds. nazewnictwa ulic przekazali sprawę Ronda Wolnego Tybetu do komisji kultury. Choć początkowa sprawa miała zostać odłożona na kolejne spotkanie, to obecność dziennikarzy i działaczy protybetańskich nakłoniła radnych do zmiany decyzji. Sprawa budzi jednak wątpliwości. Czy nowa nazwa może zachwiać stosunkami polsko-chińskimi? Czy pomoże uciskanym Tybetańczykom?

Wydawało się, że Rondo Wolnego Tybetu powstanie w Warszawie szybko. W grudniu podkomisja ds. nazewnictwa ulic przyjęła pozytywną decyzję w tej sprawie. Niemal natychmiast zareagowała jednak ambasada Chińskiej Republiki Ludowej, składając protest do polskiego MSZ. Potem negatywną opinię w tej sprawie przedstawił zespół językoznawców, którzy doradzają podkomisji. Zaproponowano, by zamiast Rodna Wolnego Tybetu Powstała ul. Tybetańska. Na to nie chcieli się zgodzić ani wnioskodawcy, ani protybetańscy działacze. Sprawę skutecznie odkładano. I jedynie dzięki obecności dziennikarzy i aktywistów popierających Tybet przekazano ją do Komisji Kultury, która podejmie teraz decyzję w tej sprawie.

Solidarni z Tybetem

Wniosek wolskich radnych, którzy chcą w ten sposób wyrazić solidarność z Tybetańczykami, poparli byli opozycjoniści: Marek Edelman, Jan Latyński, Krzysztof Łoziński, Henryk Wujec. W liście otwartym do Rady Warszawy napisali, że nadanie nazwy Wolnego Tybetu rondu na Woli nie budzi wątpliwości mieszkańców Warszawy.

„Nie trzeba chyba uzasadniać, że nazwa ta jest wyrazem dążeń i uczuć Tybetańczyków, którzy za swoje dążenie do wolności przekonań, wolności kultywowania swoich tradycji, wolności religijnej są prześladowani, zamykani w więzieniach, torturowani, zabijani” – napisali autorzy listu.

Gniew smoka budzi strach

Nie wszyscy są jednak tak jednomyślni jak działacze protybetańscy i byli opozycjoniści.

– Nadanie nazwy Wolnego Tybetu jednemu z warszawskich rond, powiedzmy sobie szczerze, jest kwestią ideologiczną i polityczną wymierzoną w Chiny – powiedział jeden z pracowników Zakładu Sinologii UW, odmawiając dalszych komentarzy.

Hasło „wolności Tybetu” budzi oburzenie Chin. Pekin głośno protestuje, gdy jakieś państwa domagają się przestrzegania praw człowieka w Tybecie. Traktuje to jako ingerencję w swoje wewnętrzne sprawy, a nawet jako popieranie separatyzmu. Podobnie jak Rosjanie traktują protesty ws. Czeczenii, a Serbowie nawoływania w obronie Kosowarów w latach 90. Tyle, że sprawa Tybetu jest dużo bardziej ewidentna. Tybetańczycy przez tysiąc lat posiadali własne niezależne państwo, a przez jakiś czas nawet imperium, które obejmowało znaczne obszary Azji.

Oprócz dyplomatycznych protestów i głosów oburzenia na hipokryzję państw Zachodu, Chiny stosują skuteczne środki, zamykając usta swoim partnerom – o ile ci protestują w sprawie Tybetu. Pekin blokuje np. umowy handlowe z „niepokornymi” państwami. Polska, która liczy na współpracę Chin przy inwestycjach związanych z Euro 2012, mogłaby stracić np. ważne kontrakty gospodarcze. Wydaje się, że rząd może naciskać radnych Warszawy na odkładanie sprawy Ronda Wolnego Tybetu na kolejnych kilka lat – aż Chińczycy podpiszą umowy ws. współpracy gospodarczej.

Od 50 lat Tybet jest miejscem prześladowań etnicznych i religijnych. Nie ustają jednak głosy oburzenia i protestów. Tybet popierają światowe autorytety, jak i hollywoodzkie gwiazdki. Czy Tybetańczykom pomoże rondo w Warszawie?

Czy rondo pomoże Tybetańczykom?

– Rondo Wolnego Tybetu w Warszawie jest oddolną inicjatywą i jasnym sygnałem, że warszawiacy są solidarni z Tybetańczykami. Będzie przypominać o Tybecie każdemu, kto zawita do Warszawy– odpowiedział na to pytanie Piotr Cykowski z Programu Tybetańskiego Fundacji Inna Przestrzeń.

Jego zdaniem, wiadomości o takich inicjatywach trafiają do samego Tybetu, ale przede wszystkim do rządu emigracyjnego w Indiach oraz organizacji pozarządowych. – Informacje o takich gestach solidarności mogą trafiać do Tybetańczyków za pośrednictwem np. niezależnego radia – potwierdza dr Agata Bareja-Starzyńska, tybetolog z Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

– Takie stacje są systematycznie zagłuszane – dodaje, podkreślając, że Polacy pamiętają czasy słuchania Radia Wolna Europa. – Programy tej stacji, podobnie jak gesty poparcia naszych dążeń wolnościowych niosły wtedy otuchę wtedy – podkreśla.

Innym celem akcji jest budzenie świadomości Polaków.- Im więcej osób dowie się o tragedii Tybetu, tym większa jest szansa, że na poważnie zajmą się tym tematem politycy – twierdzi Cykowski. Pozostaje pytanie, jak polski rząd i reprezentanci kraju powinni pomagać Tybetowi?

Zdaniem organizatorów akcje obywateli powinny wypływać na polskie władze. To one powinny naciskać na Chiny w sprawie ochrony praw człowieka. Zdaniem dr Barei-Starzyńskiej demokratycznie wybrane władze mają obowiązek reagować na takie protesty obywateli.

Ambasada chińska wyprzedziła jednak polski rząd. Jeszcze w grudniu, kiedy wniosek wolskich radnych został przedstawiony w podkomisji ds. nazewnictwa ulic, przesłała swoje negatywne stanowisko wobec pomysłu do polskiego MSZu.

Kto nie boi się komentarzy?

Zadzwoniliśmy do ambasady ChRL w Warszawie, prosząc o wyjaśnienie tego stanowiska. Pracownik wydziału politycznego odpowiedział, że jest ono niezmienne i odesłał nas do internetowych stron chińskiej placówki w Polsce oraz MSZ kraju środka, dodając: – To teraz jest posiedzenie rady?

Medialna wrzawa, jaką wywołują organizacje protybetańskie, kontrastuje z ospałością chińskich władz.

Jednak, jak mówi jedna z naszych rozmówczyń, znawczyni Chin i problematyki praw człowieka w tym kraju, Rondo Wolnego Tybetu w Warszawie byłoby precedensem na skalę światową. Ta sprawa realnie oburza chińskie władze i będzie miała małe przełożenie na sytuację Tybetańczyków. Jej zdaniem, cała ta sprawa może nawet pogorszyć położenie Tybetańczyków.

Chińskie władze traktują hasło „Wolny Tybet” jako prowokację i podsycanie dążeń odśrodkowych w Państwie Środka. Traktują to jako sprawę polityczną. Pytanie brzmi, czy to hasło ma wymowę polityczną. – Wolny Tybet to Tybet nie zniewolony, w którym na przykład flaga tybetańska będzie mogła wisieć obok flagi ChRL. To nie jest „niepodległy Tybet” tylko Tybet, w którym respektowane będą prawa człowieka zapisane w obowiązującej w ChRL konstytucji – podkreśla dr Bareja-Starzyńska.

Tybet wolny – politycznie czy moralnie – budzi jednak gniew wielkiego chińskiego smoka. A tego boją się niemal wszyscy. Odpowiedzi na nasze pytanie nie przestraszyli się tylko ci, którzy głośno wołają o ochronę Tybetańczyków.

– Rządy totalitarne zawsze w końcu upadają, szkoda jednak kolejnych ofiar, szkoda Tybetańczyków, którzy są katowani i giną, pokojowo walcząc w słusznej sprawie – mówi dr Bareja Starzyńska.

Czy wolny Tybet będzie musiał czekać na wolne Chiny?

Paweł Orłowski, Wirtualna Polska

źródło: konflikty.wp.pl
 NetSprint