Uratowany przez bogów – historia ucieczki Dalajlamy z Tybetu
Ucieczka Dalajlamy z Tybetu do Indii w escorcie tybetańskich powstańców.
fot. Tibet Museum
„17 marca 1959 roku o godzinie 10 rano, w przebraniu żołnierza z przerzuconym przez plecy karabinem, Jego Świątobliwość Dalajlama opuścił pałac Norbulingka i udał się w niebezpieczną podróż ku Indiom i wolności”.
„Bogowie kłamią, kiedy wpadają w rozpacz”, mawiają Tybetańczycy. Mimo to ufają im wierząc, że bogowie wciąż zachowują spokój.
Bóstwo Dordże Drakden uznawane jest za opiekuna dalajlamów. Swą wolę wyraża poprzez wyrocznie Neczung, mędrca żyjącego przed tysiąc dwustu laty. Kontakt z Neczung można nawiązać podczas specjalnej ceremonii, w czasie której jeden z mnichów, ubrany w rytualne szaty i uzbrojony w miecz, jest wprowadzany w trans. Medium, owładnięte przez Dordże Drakdena, sprawia wrażenie, jakby powłoka cielesna była dlań zbyt ciasna, zdaje się puchnąć. Nie zważając na ważący kilkanaście kilogramów hełm rozpoczyna szalony taniec. Na pytania dalajlamy odpowiada jednak jasno i konkretnie. Po zakończeniu seansu medium pada śmiertelnie wyczerpane.
Cichym bohaterem współczesnej historii pozostanie młody tybetański mnich Lobsang Dzigne, który w pełne napięcia przedpołudnie 17 marca 1959 roku użyczył swego ciała Dordze Drakdenowi. Na pytanie 24-letniego XIV Dalajlamy, jak ma postępować wobec zaciskającej się pętli chińskiej kontroli nad Tybetem i nadchodzącej konfrontacji zbrojnej, medium odpowiedziało krzykiem: „Jedź! Jedź! Tej nocy!”. Naszkicowana przez mnicha trasa ucieczki wiodła do granicy indyjskiej.
17.03.1959 – ucieczki dzień pierwszy
Ucieczka z pałacu była podwójnie trudna. Zebrany wokół murów Norbu-Lingki, Parku Klejnotów, tłum nie wpuszczał, ani nie wypuszczał nikogo bez rewizji i przesłuchania. Wiadomo było także, że Chińczycy liczą się z możliwością ucieczki Dalajlamy i kontrolują Lhase nie tylko za pomocą patroli wojskowych, ale i wmieszanych w tłum szpiegów. Zadecydowano zatem, ze Dalajlamie towarzyszyć będzie tylko rodzina i najbliżsi doradcy. Podczas gdy kolejne osoby wymykały się niepostrzeżenie z Norbu-Lingki, Dalajlama poszedł do kaplicy Mahakali, swego bóstwa opiekuńczego. Na pożegnanie ofiarował bóstwu kate, szal z białego jedwabiu. W tradycji tybetańskiej gest ten oznacza nie tylko prośbę o opiekę, ale i pragnienie powrotu. Wychodząc na dwór, w mroźną marcową noc, Dalajlama zarzucił na ramię karabin, do drugiej ręki wziął starą, pięćsetletnią thangke, zwój zapisany słowami modlitw, który należał jeszcze II Dalajlamy. Przed pałacem dołączył do patrolujących okolice tybetańskich żołnierzy i wraz z nimi, niezauważony, wydostał się z miasta. Pozostało jeszcze przeprawić się przez rzekę Kiczu. Na drugim brzegu czekali pozostali zbiegowie i oddział partyzantów. Wszyscy dosiedli koni i ruszyli w stronę przełęczy Cze-La rozdzielającej doliny Lhasy i Cangpo.
18.03.1959 – ucieczki dzień drugi
Gdy o świcie cała grupa wspięła się na wznosząca się na wysokość 4800 metrów przełęcz, Dalajlama zatrzymał konia, by po raz ostatni spojrzeć na Lhase. Starożytne miasto wyglądało niezwykle spokojnie. Przed południem uciekinierzy dotarli do rzeki Cangpo. Za jej południowym brzegiem rozciągała się część Tybetu pozostająca poza kontrolą Chin. Orszak Dalajlamy, liczący już prawie sto osób, został wzmocniony liczącym trzystu pięćdziesięciu żołnierzy oddziałem tybetańskiego wojska i grupą cywili.
Gdy Dalajlama przyjmował pozdrowienia od mieszkańców mijanych wiosek, w Lhasię odczytywano jego list wyjaśniający przyczyny wyjazdu i wzywający do zachowania spokoju. Na nic zdały się apele o rozejście się, tysiące ludzi nadal tłoczyło się wokół Norbu-Lingki.
Wieczorem uciekinierzy dotarli do klasztoru Ra-Me. W grupie młodych mnichów Dalajlama wyróżniał się nie tylko swą pozycja, ale i wykształceniem. Cały poprzedni rok spędził na pogłębianiu znajomości filozofii buddyjskiej, logiki i dialektyki. Ukoronowaniem nauki miały być egzaminy na stopień gesze, doktora nauk buddyjskich. Zaplanowano je na czas obchodzonego tuz po Księżycowym Nowym Roku (druga polowa lutego) festiwalu religijnego Monlam następnej wiosny.
Pod koniec lata 1958 roku Dalajlama wyjechał do położonego niedaleko Lhasy klasztoru Drepung, aby rozpocząć ostatnią serię egzaminów. Zgodnie z tradycją wybrał się na górujący nad okolica szczyt Gephel Utse. Stojąc wśród kamiennych kopców ustawionych przez odwiedzających to święte miejsce pielgrzymów miał przed sobą rozciągający się na setki kilometrów widok na Lhasę i okolice. Także na założony obok klasztoru obóz chińskiego garnizonu, otoczony drutem kolczastym i bunkrami. Huk kanonady w czasie ćwiczeń w strzelaniu z karabinów i armat był zapowiedzią nadchodzących wydarzeń.
Po kilku dniach Dalajlama wrócił do Lhasy i zamieszkał w swym nowym pałacu na terenie Norbu-Lingki. Zgodnie z tradycją każdy nowy dalajlama wznosili nowy w siedzibie w Parku Klejnotów. Piętrowy pałac Dalajlamy Takten Migyur – Wiecznie Trwały – miał ze wszystkich, ustawionych na 40 hektarach Parku, nie tylko najbardziej wysmakowana formę, ale i najnowocześniejsze wyposażenie. Dalajlama był dumny z wielkiego radia, stojącego w sali audiencyjnej, centralnego ogrzewania i bieżącej wody – niespotykanych wówczas w Lhasię. Na podwórku stały trzy samochody – pomarańczowy Dodge i dwa Austiny, które poprzedni, XIII Dalajlama dostał w prezencie. Samochody, z braku utwardzonych dróg, przewieziono do Lhasy w częściach na grzbietach jaków. Na miejscu założono je w całość, lecz dopiero XIV Dalajlama, pasjonat techniki, zdołał je uruchomić.
O ile dla Dalajlamy w jego sali audiencyjnej najważniejsze było radio, dzięki któremu nie był odcięty od świata, o tyle uwagę gości przykuwał wspaniały zloty tron, dar Tybetańczyków dla swego władcy. Z wysokości tego tronu musiał Dalajlama spoglądać na chińskiego namiestnika Tybetu, generała Tan Kuan-sena, który pod koniec 1958 roku zaczął pojawiać się w Norbu-Lingce niemal co tydzień. Generał szybko zapomniał o jakimkolwiek ceremoniale. Jego arogancki sposób bycia i napady furii miały zastraszyć młodego Dalajlamę, który, licząc na załagodzenie sytuacji, zgadzał się na kolejne ustępstwa.
Wreszcie nadszedł Nowy Rok, a wraz z nim końcowe egzaminy. 4 marca 1959, w obecności tłumów, Dalajlama zasiadł do ostatniej dysputy , tym razem z najbardziej doświadczonymi nauczycielami. Pod koniec dnia jednogłośnie stwierdzono, ze zasługuje on na stopień i tytuł gesze.
Dwa dni później w Norbu-Lingce znów pojawił się chiński generał. Przekazał zaproszenie na występ wojskowego zespołu tanecznego, który przybył do Lhasy. Przedstawienie miało się odbyć w kwaterze sztabu chińskiej armii. Zaniepokojenie Dalajlamy wywołały dodatkowe warunki: miał przybyć na występ sam, co najwyżej z dwoma członkami straży przybocznej. Chińczycy nalegali także, aby sprawę zachować w całkowitej tajemnicy. Aby nie ryzykować incydentu dyplomatycznego Dalajlama przyjął wszystkie warunki. Nie udało się jednak utrzymać sekretu. Wieść o chińskiej propozycji lotem błyskawicy obiegła Lhasę. 10 marca trzydzieści tysięcy osób otoczyło Park Klejnotów, aby uniemożliwić Dalajlamie wizytę w kwaterze generała Tan Kuan-sena. Podejrzewano, ze za zaproszeniem kryje się podstęp. Atmosfera była bliska wybuchu. Dalajlama wpadł w panikę. Jeszcze tego samego dnia otrzymał list od generała Tana, który radził, aby dla bezpieczeństwa przeprowadził się do budynków garnizonu wojskowego. Mimo, ze list był dowodem wyjątkowego tupetu generała, Dalajlama odpowiedział następnego dnia, ze pomysł jest wart rozważenia. W liście do Tan Kuan-sena pisał dalej: „Złe, reakcyjne elementy pod pretekstem czuwania nad moim bezpieczeństwem dokonują posunięć, które zagrażają mojej osobie.” Słowa te były później wykorzystywane przez chińską propagandę dla udowodnienia tezy, ze Dalajlama, jako zwolennik porozumienia z Chinami, został uwięziony przez rebeliantów i – wbrew swej woli – wywieziony do Indii.
Przez następne dni napięcie rosło. W całej Lhasie zabierały się tłumy domagające się niepodległości Tybetu. Zbudowano barykady na strategicznej drodze łączącej Lhasę z Chinami. Jednocześnie zaczęły nadchodzić informacje o przegrupowaniach wojsk chińskich. Kolejny list od generała Tana z 16 marca zawierał czytelną zapowiedź ataku. Dalajlama miał bowiem zaznaczyć położenie miejsce swego pobytu na planie Norbu-Lingki, tak, aby podczas ataku na Park Klejnotów wyjść cało z masakry.
19.03.1959 – ucieczki dzień trzeci
Wiadomość o potajemnym opuszczeniu Lhasy przez Dalajlamę skłoniła Chińczyków do rozprawienia się ze zbuntowanymi Tybetańczykami. Wieczorem rozpoczął się ostrzał artyleryjski Norbu-Lingki. Żołnierze chińscy otworzyli ogień z karabinów maszynowych do tłumów mnichów otaczających pałacowe mury. Artylerzyści z garnizonu stacjonującego obok klasztoru Drepung nie musieli nawet przetaczać armat. Mogli przekonać się o skuteczności swego wojennego rzemiosła obserwując, jak kolejne zabudowania piętnastowiecznej świątyni zajmują się ogniem.
Nierówną walkę podjęli mnisi i nieliczni żołnierze tybetańskiej armii. Powstanie rozszerzyło się wkrótce na znaczną część Tybetu. Nie dane mu jednak było odnieść sukcesu, podobnego do wywalczonego 47 lat wcześniej. Po upadku imperium mandżurskiego Tybetańczycy zdołali zmusić armie cesarska do kapitulacji. 14 lutego 1913 roku XIII Dalajlama wydal proklamacje potwierdzającą niepodległość Tybetu. Gdy w 1933 roku XIII Dalajlama zmarł rozpoczęły się poszukiwania nowej inkarnacji. Po pięciu latach specjalna komisja rządowa dotarła do wioski Takcer w prowincji Amdo w polnocno-wschodnim Tybecie. Dokładnie analizowane znaki sugerowały, ze nowym dalajlama jest trzyletni chłopiec o imieniu Lhamo Thondup. Przedstawiono mu zbiór przedmiotów, z których część należała do XIII Dalajlamy. Po tym, jak wskazał właściwe, ostatecznie ogłoszono go XIV Dalajlama. Po trwającej trzy miesiące podroży do Lhasy odbyła się ceremonia, w czasie której nowemu Dalajlamie powierzono duchowe przywództwo narodu tybetańskiego. W tym czasie władzę polityczna w kraju sprawował regent. Zima 1940 roku Lhamo Thondup został przyjęty do nowicjatu i zaczął kształcić się na mnicha.
Po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej rząd tybetański wysłał do Indii przedstawicieli, aby pogratulować zwycięstwa Amerykanom i Brytyjczykom. Jednocześnie do Tybetu zaczęto wpuszczać Europejczyków, dla których zamknięto granice po nieudanej brytyjskiej inwazji w 1903 roku.
Wkrótce po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów i utworzeniu Chińskiej Republiki Ludowej w październiku 1949 roku, Radio Pekin zaczęło nadawać komunikaty wzywające do wyzwolenia wszystkich ziem chińskich, w tym Tybetu. Rok później 40.000 żołnierzy Armii Ludowowyzwoleńczej zaatakowało Czamdo, stolice wschodniego Tybetu. Po dwudniowych walkach miasto zostało zdobyte, a zajęta część prowincji wcielona do chińskiego Syczuanu.
Na początku listopada 1950 roku do Lhasy przybył najstarszy brat Dalajlamy – Takcer Riponcze. Wydostał się on z zajętej przez Chińczyków prowincji Amdo. Jako opat klasztoru był wieziony przez długi czas. Zwolniono go pod warunkiem, ze pojedzie do Lhasy, aby skłonić Dalajlamę do przyjęcia chińskiego zwierzchnictwa. W przypadku niepowodzenia miał zabić swego brata, za co obiecano mu nagrodę.
17 kwietnia 1950 roku Dalajlama przejmuje władzę świecką nad Tybetem. Jako piętnastolatek był chyba najmłodszą na świecie głową państwa.
Chcąc wyjaśnić sytuacje zaistniałą po zajęciu przez Chiny polnocno-wschodnich prowincji rząd Tybetu wysłał do Pekinu delegacje, upoważniając ja jedynie do przedstawienia swego stanowiska w spornych kwestiach. Po przybyciu do stolicy Chin wysłannicy zostali uwiedzieni. Pod przymusem podpisali 23 maja 1951 roku dokument pod nazwa „Ugoda miedzy Centralnym Rządem Ludowym i Lokalnym Rządem Tybetu dotyczącą warunków pokojowego wyzwolenia Tybetu”, pod którym Chińczycy przyłożyli sfałszowane pieczecie rządu tybetańskiego. Treść siedemnastu punktów „Ugody” zaszokowała Dalajlamę, który dowiedział się o niej z chińskiego radia. Armia Ludowowyzwoleńcza została upoważniona do wkroczenia na terytorium Tybetu, a rząd w Pekinie do prowadzenia tybetańskiej polityki zagranicznej. Chiny obiecywały Tybetańczykom poszanowanie ich religii i obyczajów, zaś reformy miały być wprowadzane bez przymusu. Chociaż „Ugoda” została bezsprzecznie narzucona decyzja Pekinu, Dalajlama i rząd tybetański nie odrzucili jej publicznie, licząc na wynegocjowanie korzystniejszych warunków. W tym czasie wojska chińskie kontynuowały marsz na Lhasę. Ten agresywny najazd został później przedstawiony przez komunistyczna propagandę jako bohaterska epopeja. Trudy chińskich czerwonoarmistów opisywano barwnie w całym bloku „krajów demokracji ludowej”. Próbką może być korespondencja Andrzeja Brauna opublikowana w „Trybunie Ludu": „9 września 1951 pierwsze oddziały zbliżyły się do Lhasy. Tybetański marsz obfitował w dziesiątki i setki bohaterskich epizodów, tym bardziej, ze musiało to być bohaterstwo codzienne przez długi szereg miesięcy. Kiedyś któryś z dowódców kazał wywiadowcom przedostać się na druga stronę jeziora. Zbili wiec prowizoryczna tratwę. Na środku jeziora tratwa rozpadła się i większość ludzi potonęła. Jeden tylko żołnierz przedostał się na druga stronę. Na głowie umieścił pudełko zapałek, aby moc zasygnalizować ogniem, gdzie się znajduje. Wtedy dostrzegł go przez lornetkę dowódca kompanii. Posłał kilku ludzi, aby obeszli jezioro i odnaleźli go. Tymczasem żołnierz został otoczony przez czarnoskórych mieszkańców tych okolic. Okazało się, ze żyją oni na tym stopniu pierwotności, ze nie znają gotowanych pokarmów. (…) Mieszkańcy Lhasy nigdy przedtem nie widzieli Chińczyków. Przyglądali się wszystkiemu, co żołnierze robili, dotykali wszystkiego, o wszystko pytali. Wszelki handel prowadzony był bardzo sprawiedliwie. Tybetańczycy zwolna przekonywali się, ze żołnierze ludowi nie przyszli ich obrażać, jak im to szeptano do ucha. (…) Armia przyszła do Lhasy we wrześniu – była już zima. Żołnierzom spuchły i poodmrażały się ręce. W styczniu temperatura osiągnęła -30 st. C. Na wiosnę wszyscy żołnierze i dowódcy z głównodowodzącym na czele zaorywali własnymi rękami kamieniste ugory naokoło miasta.” Ten wzruszający obraz miął niewiele wspólnego z rzeczywistością. Po kilku tygodniach Chińczycy przestali płacić za aprowizacje i kwatery. Zaczęło brakować żywności. Szybko pojawiła się inflacja – zjawisko nieznane wcześniej Tybetańczykom. Chińscy żołnierze przestali być obiektem zainteresowania, stali się obiektem pogardy. Szydzono ze zgrzebnych mundurów podszytych kosztownymi futrami, czy złotych zegarków zdobiących nadgarstki ludowych oficerów.
Wiosną 1954 roku na zaproszenie chińskich przywódców Dalajlama udał się do Pekinu. „Siedemnastopunktowa Ugoda” została zniesiona. Rozpoczęto przygotowania do wcielenia Tybetu do Chin. W tym celu powołano Komitet Przygotowawczy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego. Miał on podobne uprawnienia jak rząd tybetański i – jak można było się domyślać – miał go w niedługim czasie zastąpić.
Dwa lata później we włączonych do Chin prowincjach Amdo i Khamie wybuchła regularna wojna partyzancka. Była to odpowiedz na narzucone przez komunistów reformy społeczne, polityczne i rolne. Do zmiażdżenia powstania rząd w Pekinie skierował 40.000 żołnierzy. Był to popis chińskiego barbarzyństwa. Znęcano się nad mniszkami i mnichami, których zmuszano do publicznych stosunków seksualnych, a nawet zabijania ludzi. Wioski i miasta były bombardowane z powietrza lub pustoszone ogniem artyleryjskim. Śmierć złapanych Tybetańczyków miała być przestroga dla innych. Do łask wróciły wymyślne sposoby zabijania: poprzez ścięcie, ukrzyżowanie, wyprucie wnętrzności, ćwiartowanie, palenie lub zakopywanie żywcem, nie mówiąc o wleczeniu za galopującymi końmi, wieszaniu głową w dół, czy wrzucaniu związanych do lodowatej wody. Aby prowadzeni na egzekucje nie krzyczeli „Niech żyje Dalajlama!” wyrywano im języki rzeźnickimi hakami. Mimo tych okrucieństw partyzanci nie złożyli broni aż do lat sześćdziesiątych.
22.03.1959 – ucieczki dzień szósty
Pomimo wprowadzonej przez rząd chiński całkowitej blokady informacyjnej na temat wydarzeń w Tybecie, światowe agencje prasowe przekazywały wiadomości o powstaniu. Głównym ich źródłem była tybetańska diaspora w Kalimpongu, indyjskim mieście położonym między Nepalem, Tybetem, a Bhuttanem. Wiadomości te były często sprzeczne. Podczas gdy UPI donosiła, ze walki w Lhasie trwają nadal, zaś powstanie rozszerza się na sąsiednie prowincje, korespondent Associated Press informował, ze wojska chińskie odzyskały kontrole nad Lhasa, a od wschodu zbliżają się kolejne oddziały Armii Ludowowyzwoleńczej, uniemożliwiając działalność partyzancką. Cytowana była wypowiedz brata Dalajlamy Gialo Thondupa, przebywającego w Indiach: „Jedyna nadzieja Tybetańczyków polega obecnie na tym, by Indie i wolny świat zaczęły działać. Nasz kraj przypomina już Węgry, lecz na znacznie większa skale. Kłopot polega na tym, ze nikt nie wie o naszych problemach.”
W tym czasie grupa uciekinierów z Dalajlama posuwała się na południe wzdłuż doliny Chongye. Rejon ten symbolizuje najjaśniejsze karty prawie 1400-letniej historii tybetańskiej państwowości. Znajduje się tam zespół kurhanów z epoki Imperium Yarlung. Zwyczajowo Tybetańczycy stosują wobec swych zmarłych tzw. powietrzny pogrzeb (zwłoki są rozszarpywane i pożerane przez sępy). Jedynie ciała lamów są balsamowane i umieszczane w grobowcach. Jednak przed ponad tysiącem lat praktykowany był pochowek ziemny, stad zachowane do dziś dnia królewskie kurhany. W jednym z nich odkryto miejsce wiecznego spoczynku cesarza Songcena Gampo. Songcen Gampo, żyjący w VII wieku, zjednoczył Tybet i uczynił z niego polityczna i militarna potęgę. Podporządkował sobie Nepal i wziął za żonę nepalska księżniczkę Bhrikuti Dewi. Rosnące imperium tybetańskie stawało się zagrodzeniem dla zachodniej granicy Chin. Aby ułagodzić wojowniczego tybetańskiego władcę, chiński cesarz Taizong z dynastii Tang ofiarował mu za żonę swa córkę, księżniczkę Wen-czeng. Jako jedna z pięciu żon Songcena Gampo ustępowała ona jednak wpływami nepalskiej żonie cesarza, która przyczyniła się do upowszechnienia buddyzmu w Tybecie. Wen-czeng stała się mimo to gwiazdą współczesnej chińskiej propagandy mając swa osoba rzekomo potwierdzać podległość Tybetu Chinom od najdawniejszych czasów.
28.03.1959 – ucieczki dzień dwunasty
Lhunca Dzong było ostatnim dużym miastem na trasie ucieczki Dalajlamy. Zdecydował się on tutaj ogłosić zerwanie „Siedemnastopunktowej Ugody” i proklamować niezależny rząd jako jedyną legalna władzę w Tybecie. W ceremonii konsekracji wzięło udział ponad tysiąc osób. Tego samego dnia, w Pekinie, Rada Państwa ChRL wydala rozporządzenie o rozwiązaniu rządu tybetańskiego i przekazaniu jego funkcji utworzonemu jeszcze w 1956 roku Komitetowi Przygotowawczemu Tybetańskiego Okręgu Autonomicznego. Chińska agencja prasowa Xinhua informowała: „Większość funkcjonariuszy tybetańskiego rządu lokalnego wraz z reakcyjna klika wyższych warstw społecznych weszła w zmowę z imperialistami, gromadziła zbuntowane bandy, organizowała rebelie, rabowała mieszkańców, uprowadziła Dalajlamę, a w nocy 19 marca rozkazała tybetańskiej armii lokalnej dokonać generalnej ofensywy przeciwko garnizonowi ludowej armii wyzwoleńczej w Lhasie. Tego rodzaju akty, które stanowią zdradę ojczyzny i rozbijają jej jedność, są zakazane przez prawo.”
Chińczykom zbyt zależało na osobie Dalajlamy, niezależnie od tego, czy opuszczali on kraj dobrowolnie, czy tez pod przymusem, aby pozwolić mu uciec. Za grupa Dalajlamy podążał stale oddział armii chińskiej. Dlatego tez pobyt w Lhunce Dzongu ograniczono do dwóch dni i wkrótce po ogłoszeniu powstania niezależnego od Chin rządu cały orszak ruszył dalej. W każdej chwili spodziewano się zasadzki, dlatego prawie wszyscy, z wyjątkiem Dalajlamy, byli uzbrojeni. W grupie znaleźli się dwaj Tybetańczycy wyszkoleni przez CIA. Jeden z nich był radiotelegrafista, drugi, mianowany osobistym kucharzem Dalajlamy, dźwigał bazooke. Broń ta była i tak znacznie lepsza od sprzętu, który Amerykanie zrzucali w 1956 roku nad walczącymi prowincjami Amdo i Kham. Politykę Stanów Zjednoczonych wobec Tybetu trudno uznać za szczęśliwą. Gdy w 1950 roku, wobec nadchodzącej chińskiej agresji, rząd tybetański słał do zachodnich mocarstw apele o pomoc, USA były zbyt pochłonięte wojną na Półwyspie Koreańskim, aby angażować się na drugim froncie. Kiedy już po zajęciu przez chińską armie Lhasy, Salwador wystąpił z formalnym wnioskiem o włączenie sprawy Tybetu do porządku obrad Zgromadzenia Ogólnego ONZ wystarczył sprzeciw Indii, aby do dyskusji nie doszło.
30.03.1959 – ucieczki dzień czternasty
Ostatnia noc w Tybecie przyszło Dalajlamie spędzić w maleńkiej wiosce Mangmang. Cała grupa przybyła do niej już poprzedniego dnia, jednak nagle pogorszenie pogody uniemożliwiło wymarsz. Uciekinierzy znosili przez poprzednie dni burze śnieżne i wichury, teraz przyszła kolej na ulewny deszcz. Po nocy spędzonej w dziurawym namiocie gorączka, męcząca Dalajlamę, przeszła w ostra dyzenterie. Opuszczenie Mangmangu opóźniło się o kolejny dzien. Ostatecznie, następnego dnia, osiemdziesięcioosobowa grupa skrajnie wyczerpanych przekradaniem się przez góry i dżunglę zbiegów przekroczyła granice tybetansko-indyjska. Dalajlama wystąpił o przyznanie azylu politycznego.
Według raportu chińskiego wywiadu wojskowego miedzy marcem, a październikiem 1959 żołnierze Armii Ludowowyzwoleńczej zabili 87.000 członków tybetańskiego ruchu oporu w samej Lhasie i okolicznych wioskach.
Copyright 1997 by Maciek Tryburcy / Polskie Stowarzyszenie Przyjaciół Tybetu
źródło: www.webfabrika.com.pl