Protest w Tongkorze
Mnisi z Tongkoru (w Kardze, w prowincji Sichuan) nie przyłączyli się do protestów, do których doszło w marcu w Lhasie i innych regionach Tybetu, jednak kadry z okręgu i policjanci wielokrotnie pojawiali się w klasztorze, żeby mieć oko na duchownych i rozmawiać z Komitetem Demokratycznego Zarządzania. Zapowiedzieli rychłą kampanię reedukacji politycznej i kazali powiadomić o tym mnichów.
Wieczorem mieliśmy wspólnie odprawić codzienne rytuały, ale 3 kwietnia okazał się feralnym dniem. O wpół do piątej obudził mnie hałas. Wybiegłem z celi, żeby zobaczyć, co się dzieje. Wokół klasztoru rozmieszczono setki chińskich żołnierzy, a ich tłumacz wykrzykiwał: „Każdy mnich, który otworzy drzwi, zostanie zastrzelony! Wszyscy mają zostać u siebie. Nie ryglować się od środka, bo wojsko będzie przeszukiwać wszystkie pomieszczenia”. Było jeszcze ciemno. Miałem kilka zdjęć Jego Świątobliwości Dalajlamy i zdołałem je ukryć – wszystkie z wyjątkiem największego, oprawionego w ramę i wiszącego na ścianie. Około piątej pojawili się na naszym dziedzińcu i usłyszałem komendę tłumacza: „Otwierać!”.
Byłem przerażony. Słyszałem, jak kopią w sąsiednie drzwi. Otworzyłem i do środka wpadło pięciu żołnierzy. Wymierzyli we mnie broń i kazali siedzieć bez ruchu na posłaniu. Zaczęli rewizję. Zrzucili na podłogę wszystkie książki i święte księgi, każdą podeptali. Zdjęli ze ściany ramę z portretem Jego Świątobliwości i roztrzaskali ją o podłogę. Rozkopali kawałki drewna i szkła, a potem jeden z nich schował zdjęcie do torby. Tybetański tłumacz kazał mi siedzieć cicho w celi. Panował straszny hałas, niektórzy mnisi wołali o pomoc.
Rewizja skończyła się po czternastej. Później dowiedziałem się, że do naszego klasztoru przysłali dziewięćdziesiąt osiem ciężarówek z wojskiem. Przeszukali każdy ołtarz, nawę i, jedną po drugiej, wszystkie cele. Interesowała ich broń i materiały polityczne: płyty DVD, zdjęcia Jego Świątobliwości. Sprawdzali też telefony komórkowe i spisywali zapisane w nich numery. Niektórzy mieli telefony stacjonarne, ale żołnierze odcięli linię. Skonfiskowano wiele telefonów komórkowych i pieniędzy, kilku mnichów pobito. Pieniądze znikły także ze świątyń i ołtarzy – zabrali wszystkie klucze odźwiernemu. Zatrzymali Cultrima Tenzina, siedemdziesięcioletniego mnicha, u którego znaleźli strzelbę domowej roboty. Nikt jej nigdy nie używał. Miała setki lat i z reguły wisiała w gonkhangu, kaplicy bóstw opiekuńczych.
źródło: www.hfhrpol.waw.pl więcej informacji: Protest w Tongkorze