Najgorsze jest milczenie
Potrzeba protestu bierze się nie tylko z pamiętania, że myśmy tego doświadczyli, ale jest też związana ze współczuciem, które nie powinno być ani sentymentalne, ani litościwe. Najcenniejsze współczucie to takie, które wyraża się w działaniu – dlaczego warto pójść na wiec poparcia dla Tybetu, mówi Krzysztof Gedroyć
Joanna Klimowicz: Zazwyczaj angażuje się pan w akcje poparcia dla Tybetu. Czy na wtorkowym wiecu na placu miejskim też pan będzie?
Krzysztof Gedroyć*: Jeżeli tylko sprawy osobiste mi na to pozwolą, przyjdę do Arsenału.
Skąd to zaangażowanie? Dlaczego akurat Tybet?
– Moje zainteresowanie Tybetem wiąże się z buddyzmem. Tak, odnajduję siebie w buddyzmie, i jest to niezwykłym i zaskakującym dla mnie samego doświadczeniem. A przez to wiem trochę więcej o Tybecie. Jednakże chcę jasno powiedzieć: buddyzm jest praktyką rozwoju umysłu, nie polityką. Moje uwagi o Tybecie są wyrazem poglądów obywatelskich, nie buddyjskich.
Krwawo stłumione powstanie narodowe, 1,2 mln ofiar, emigracja Dalajlamy. Na naszych oczach niszczy się tożsamość narodu.
– Najsmutniejsze, że imperialna polityka Chin odbywa się przy milczącej akceptacji świata. Działania imperialne to przypadłość większości mocarstw, które mają tendencje do zawłaszczania krajów mniejszych, leżących w ich pobliżu, spójrzmy np. na historię Rosji. Dobrze jest, jeśli można wyrazić, co się o tym myśli. Oprócz interesów i celów materialnych istnieje przecież sfera wartości, zasad. Kryzysy i różne trudne sytuacje, zarówno pomiędzy ludźmi, jak i pomiędzy narodami, uwidoczniają to, jakimi zasadami, normami, się kierujemy. Czy zasady te przynoszą pożytek, czy cierpienie.
Demonstracje poparcia, tysiące listów w obronie więźniów sumienia i dalej nic się nie zmienia. Nasuwa się pytanie, czy warto…
– No wie pani, równie dobrze można by było zadać takie pytanie w czasach rodzenia się Solidarności – czy warto protestować, skoro system komunistyczny jest taki trwały, krwawy i niezniszczalny? Oczywiście, że warto! Trzeba to robić mądrze i skutecznie. W Polsce akurat się udało. Skutki sprzeciwu w sprawie Tybetu są odczuwalne na trzech płaszczyznach. Dotyczą Tybetańczyków, którzy dowiadują się, że ktoś ich wspiera i poprzez to czują się umocnieni. Dotyczą Chińczyków, którzy dowiadują się, że na świecie są miliony ludzi, którzy nie zgadzają się na ich myślenie i postępowanie. Zaś ci, którzy protestują, budują w sobie zdolność i praktykę pomagania tym, którzy są w biedzie. Najgorsze byłoby milczenie, ono oznacza akceptację.
Polacy są to winni innym ciemiężonym narodom?
– Są podobnie doświadczeni. Kilkaset lat niewoli politycznej i nieszczęść, powodowanych działaniami mocarstw, jest oczywistą analogią. Pamięć o tym, że ktoś z zewnątrz niewoli i niszczy nasze życie, jest bardzo silna. Potrzeba protestu bierze się jednak nie tylko z pamiętania, że myśmy tego doświadczyli, ale jest też związana ze współczuciem, które nie powinno być ani sentymentalne, ani litościwe. Najcenniejsze współczucie to takie, które wyraża się w działaniu. Skutki działań, choćby tych protestacyjnych, rozgrywają się w sferze przekonań, dotyczą kształtowania postaw, świadomości własnej oraz innych ludzi. Działania takie stają się przedmiotem rozważań i namysłu tych, którzy się o nich dowiadują. Rodziny, sąsiadów, znajomych.
Obawiam się, że nawet jeśli informacje o protestach trafią do chińskiej opinii publicznej, to odpowiednio przedstawione przez propagandę tylko wzmogą poczucie narodowej wartości, zjednoczą Chińczyków przeciwko wspólnemu wrogowi, jak to było w przypadku olimpiady.
– Chiński nacjonalizm znam z opowieści przyjaciół, którzy w Chinach bywają i z przekazów medialnych. On jest taki „bez owijania w bawełnę”, grubymi nićmi szyty. Niedyskutowalny, dobry – bo chiński. Naiwny i groźny zarazem. Dobrze byłoby uczynić go przedmiotem dyskusji, dla dobra świata i samych Chińczyków. Chińczycy zalewają świat nie tylko tanimi produktami, ale i swoim sposobem myślenia o wielu ważnych kwestiach.
A pan nie kupuje chińskich produktów? To jest w ogóle możliwe?
– Staram się zwracać uwagę na metki, choć oczywiście nie daję się zwariować. Warto jednak wiedzieć, co jeszcze, oprócz zalet praktycznych i ceny, wyraża produkt. Na naszych oczach powstaje nowy kształt świata. Jaka będzie w nim rola Europy w sferze politycznej, prawnej, religijnej? Przyszłość naszej planety to zapewne zbliżanie się, łączenie. Obserwujemy spór o to, jaka umysłowość, w jaki sposób, jak mocno wyrazi się w tym świecie: europejska, amerykańska, rosyjska, a może chińska lub muzułmańska.
* Krzysztof Gedroyć, pisarz, poeta, wykładowca Akademii Teatralnej.
Solidarni z Tybetem
Dziś w całej Polsce odbędą się demonstracje poparcia dla Tybetu. Za pomocą specjalnej taśmy „okupowane” będą symboliczne place, ulice i pomniki, także te w Białymstoku. O godz. 17 na placu miejskim przed ratuszem zostaną zapalone znicze ku czci ponad miliona Tybetańczyków zamordowanych przez chińską armię i służby bezpieczeństwa. Godzinę później w Galerii Arsenał rozpocznie się projekcja filmów o sytuacji w Tybecie. Zobaczymy trzy filmy dokumentalne: „Poza strachem” (25 min) , „Przełamując mur cenzury” (50 min), „Skradzione dziecko Tybetu” (15 min). Pokaz rozpocznie się o godz. 18 (ul. Mickiewicza 2). Aby upamiętnić 50. rocznicę Tybetańskiego Powstania Narodowego przeciwko chińskiej okupacji, 10 marca organizatorzy akcji wystosują do prezydenta Lecha Kaczyńskiego apel o zajęcie publicznego stanowiska w kwestii Tybetu. Podobny apel do premiera Fundacja Inna Przestrzeń wystosowała w 2008 r.
Rozmawiała Joanna Klimowicz
źródło: gazeta.pl