ratujTybet.org » Aktualności » Jigme Gyatso (42 lata)

Jigme Gyatso (42 lata)

12 lutego 2009

Mnich w klasztorze w Labrang; torturowany przez chińskie władze

Jigme Gyatso dorastał w miasteczku Luchang. W wieku 14 lat wstąpił do klasztoru w Labrang, jednego z cieszących się największym prestiżem klasztorów we wschodnim Tybecie, w którym został następnie dyrektorem szkoły klasztornej kształcącej mnichów (Labrang Monastery Vocational School).

Jigme Gyatso został aresztowany w lutym 2006 roku po odbyciu podróży do Indii, gdzie otrzymał nauki od Dalajlamy. Po powrocie do klasztoru, policja zatrzymała go na ponad 40 dni. Został zmuszony do zapłacenia 10,000 RMB (chińska waluta mierzona w yuanach) władzom za pozwolenie powrotu do klasztoru.

22 marca 2008 roku Jigme Gyatso został arbitralnie zatrzymany po raz drugi, po tym jak chińskie władze przeczesywały klasztor w odpowiedzi na masowe protesty mnichów, mniszek i osób świeckich, które wybuchły 14 marca w centrum miasta.

Jigme Gyatso został aresztowany i poważnie pobity, pomimo, że nie brał udziału w demonstracjach. W okresie, kiedy był zatrzymany, któregoś razu policjant z PAP (People's Armed Police- Ludowa Policja Zbrojna) przystawił broń do Jigme Gyatso i powiedział: „To zostało stworzone po to by was zabijać, Ahlos (obraźliwe określenie używane przez niektórych Chińczyków odnoszące się do Tybetańczyków). Zrób chociaż jeden ruch a bądź pewien, że strzelę i cię zabiję. Wyrzucę twoje zwłoki do śmieci i nikt się nie dowie.”

Młodszy brat Jigme Gyatso przyniósł mu śpiwór, ubrania i jedzenie, po tym, gdy się dowiedział o jego aresztowaniu. Jednak pomimo jego wielokrotnych próśb, odmawiano mu widzenia z bratem. Po trzech tygodniach, Jigme Gyatso został przeniesiony do izby zatrzymań w prefekturze Linxia, gdzie ponownie jego bratu odmówiono odwiedzin. Jigme pamięta jak był trzymany w celi sam przez 28 dni. Po więcej niż miesiącu brat Jigme dostał zawiadomienie, że jego brat został przewieziony do szpitala wojskowego w prefekturze Linxia. Z powodu tortur, jakim był poddawany podczas przesłuchań, zapadł w śpiączkę. Po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu został w końcu zwolniony za kaucją, z ograniczonym prawem do poruszania się.

Pomimo poważnego zagrożenia, z jakim się to wiąże, Jigme Gyatso nakręcił odważny film video pokazując swoją twarz i podając swoje imię i nazwisko. Jego wypowiedź opisująca skrajne tortury i znęcanie się, jakich doświadczył w okresie zatrzymania, jak również jego spostrzeżenia na temat niszczycielskich działań Chin w Tybecie, została najpierw wyemitowana w „Głosie Ameryki” 3 września 2008 roku.

W swojej wypowiedzi Jigme Gyatso powiedział:

„Dzisiaj, aby media mogły zgodnie z prawdą pokazać sytuację, jako świadek prawdy opowiadam historię tych Tybetańczyków, którzy zostali zabici, tych, którzy byli torturowani w więzieniach, a także niezliczonych przypadków tych, którzy zostali zmuszeni by uciec w góry i którzy boją się wrócić do swoich domów”.

Po tym jak film ten został wyemitowany, Jigme ukrywał się przez prawie dwa miesiące zanim wrócił do klasztoru. Został ponownie aresztowany 4 listopada 2008 roku przez ponad 70. uzbrojonych policjantów. Był przetrzymywany w nieznanym miejscu w Lanzhou. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni jego stanem. Odwaga Jigme Gyatso w mówieniu prawdy z wielką mocą jest nieprawdopodobnie inspirująca i czujemy się zobowiązani by zrobić wszystko, co możemy by został bezpiecznie uwolniony.


ZEZNANIA JIGME GYATSO

8 października 2008 r.
Transkrypcja: czcigodny Jigme Gyatso – mnich z klasztoru w Labrang z prowincji w Gansu, opowiada o swoich doświadczeniach będących następstwem protestów, które wybuchły na tybetańskich terenach Chin w marcu – kwietniu 2008 roku.

Tego roku, 15 dnia drugiego miesiąca tybetańskiego (22 marca 2008 roku) po tym jak zgromadzenie klasztorne dobiegło końca, poszedłem do sklepu. Tam usiadłem w pobliżu postoju taksówek by poprawić but. Kiedy wracałem do klasztoru, odebrałem telefon komórkowy. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, ale nie wyświetlił się numer. Nagle pojawił się biały samochód i zatrzymał się tuż przede mną. Czterech żołnierzy aresztowało mnie i wciągnęło mnie do samochodu. Kiedy się obejrzałem, zobaczyłem mniszkę. Zawołałem: „Ani! Ani! " (mniszko!, mniszko!) kilka razy i jestem pewien, że widziała jak zostałem aresztowany. W samochodzie zakryli mi głowę czarną płachtą i skuli mnie kajdankami. Potem przystawiając mi do głowy pistolet i przyciskając mnie do ziemi zabrali mnie do pensjonatu, gdzie przebywała uzbrojona policja.

Pensjonat był na tyłach lokalnego posterunku. Tam zdjęli mi płachtę z głowy, ale zostawili kajdanki. W końcu przeszukali mnie i zabrali mi telefon, portfel i wszystkie przedmioty, które miałem. Posadzili mnie na krześle ze skrępowanymi rękami. Młody żołnierz skierował na mnie automatyczny karabin i powiedział po chińsku: „To zostało stworzone po to by was zabijać, Ahlos (obraźliwe określenie używane przez niektórych Chińczyków, odnoszące się do Tybetańczyków). Zrób chociaż jeden ruch a bądź pewien, że strzelę i cię zabiję. Wyrzucę twoje zwłoki do śmieci i nikt się nie dowie”. Kiedy to usłyszałem nie bałem się broni przystawionej do głowy, ale przeraziła mnie myśl, że ten człowiek jest nie tylko żołnierzem służb bezpieczeństwa, ale również stróżem prawa, a jednak wymierza broń w kierunku zwyczajnego obywatela i użycie takich słów… bardzo mnie zasmuciło… jakby moje serce zostało rozdarte na dwa kawałki.

Oto przykład potężnej narodowości nękającej i gnębiącej mniej liczną narodowość, ogromnej narodowości zbrojącej się by zabijać małą narodowość; jeśli robią takie rzeczy na niższym szczeblu, nie trzeba dodawać, że robią je też na wyższym szczeblu. Sposób, w jaki prześladują i mordują Tybetańczyków, i że używają takich słów, zaszokował mnie. Mówiąc, że my Tybetańczycy możemy być zabici, a nasze martwe ciała mogą być wrzucone do kosza i nikt by się nie dowiedział… Nie jesteśmy nawet traktowani jak psy czy świnie. Gdyby psy czy świnie jakiegoś człowieka zostałyby zamordowane, ktoś by zgłosił krzywdę. Więc dlaczego nie po śmierci Tybetańczyków? Każe się nam nie zgłaszać po ciała naszych rodaków po ich śmierci. Wtedy zrozumiałem, że nie ma równości rasowej.

W czasie zatrzymania, jednym z wielu zadawanych pytań było: „Czy Dalajlama cię buntował? Czy Dalajlama polecił ci dokonanie tej grabieży, podpalenia i zniszczeń?”. „Jaka jest twoja opinia na temat Dalajlamy?”. „Jestem wyznawcą buddyzmu. Dalajlama jest dla mnie jak moje życie, serce i dusza. Nie jestem w tym osamotniony. Dla wszystkich sześciu milionów Tybetańczyków Dalajlama jest ich duchowym schronieniem w tym życiu jak i w następnym. Dalajlama jest powszechnie szanowany za swoje ogromne starania czynione w kierunku pokoju na świecie. Jest mistrzem światowego pokoju. Ustanowił pakt o nieagresji. Całkiem odrzucam oskarżenie, że Dalajlama namawiał do aktów grabieży, podpaleń i zniszczeń. Dalajlama nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nawet zwykły mnich taki, jak ja nie może nakłaniać innych do podpalania, grabieży i zniszczeń.

Jego Świątobliwość Dalajlama jest jak dusza dla sześciu milionów Tybetańczyków. Nie ma sposobu by nas od niego oddzielić. Jako mnisi Tybetańscy historycznie mamy relację nauczyciel – uczeń. Musimy podtrzymywać tę relację. Mamy niezachwianą wiarę w Dalajlamę”. W ten sposób odpowiedziałem na pytanie na temat Dalajlamy.

Po wielu dniach przetrzymywania nas w izbie zatrzymań, zabrali nas do więzienia. Tam żołnierze wydawali nam komendy po chińsku na raz, dwa, trzy, a ponieważ niektórzy z nas nie mogli zrozumieć po chińsku, zaczęli krzyczeć i nazywać nas „zwierzętami”, „głupcami” i bić nas pałkami. Kiedy zapytaliśmy, dlaczego nas biją, odpowiedzieli: „bo wy ludzie nie możecie zrozumieć chińskiego” i przedrzeźniali nas. Moje pytanie jest następujące: w karcie i konstytucji Chińskiej Republiki Ludowej jest umieszczony zapis, według którego w regionach zamieszkałych przez różne grupy narodowościowe, język tej właśnie grupy powinien być używany i ta grupa powinna mieć dane prawo by rządzić. To dlaczego w takim razie na terenach Tybetu zamiast używać języka tybetańskiego, Tybetańczycy są nie tylko wyzywani od „zwierząt” i „głupców”, ale też bici, ponieważ nie rozumieją języka chińskiego?

Nie ma różnicy pod względem działań danej osoby czy wieku. Mnisi młodzi, np. czternastoletni czy piętnastoletni i mnisi w starszym wieku np. sześćdziesięcioletni czy siedemdziesięcioletni byli aresztowani bez różnicy, czy byli zaangażowani w protesty czy nie. Mnisi byli wiązani po dwóch, nieubrani i bez butów ; wrzucano ich do samochodu jak kłody drewna. Wszyscy byli zabierani do więzienia, nawet, jeśli byli ranni w głowę czy mieli połamane ręce. Krewni i przyjaciele nie mieli pozwolenia by przynieść im jedzenie, ubranie czy śpiwory. Musieliśmy cisnąć się razem, w grupie, by znieść chłód. Jedyny powód, dla którego byliśmy okrutnie bici jest taki, że jesteśmy Tybetańczykami. Jest nam niezmiernie smutno z tego powodu.

Zostaliśmy zabrani do więzienia w Kachu (chiń. Linxia). Wszyscy więźniowie byli Chińczykami lub chińskimi muzułmanami. Byliśmy jedynymi więźniami Tybetańczykami. Codziennie, musieliśmy na boso sprzątać odchody i myć podłogi. W więzieniu, byliśmy zmuszeni zdjąć szaty mnichów i przywdziać stroje więzienne. Dla buddyjskiego mnicha upokarzające jest zdejmować habit i zakładać świecki strój i oczywiście w kajdankach i na boso być zabranym samochodem. W więzieniu, warunki były bardzo trudne – brakowało jedzenia i picia oraz ubrań. Nawet nie było ręcznika by oczyścić twarz.

Byłem tam trzymany przez miesiąc i w tym czasie byłem skuty kajdankami, w tej samej pozycji przez wiele dni i nocy. Podczas przesłuchań zostałem oskarżony o kontakty zewnętrzne: z Dalajlamą, Samdhongiem Rinpoche i Ajią Rinpocze i o to, że na pewno byłem świadomy tych kontaktów. Poza tym oskarżono mnie o kontakty wewnątrz z uczniami i nauczycielami. „Byłeś zaangażowany w akcje i stałeś na czele organizacji. Co dzięki temu osiągnąłeś? Gdzie drukowałeś tybetańską flagę? Ile flag wydrukowałeś? Ilu jest członków twojej grupy?”, „Nie masz innego wyjścia jak przyznać się do tych przestępstw”. Podwieszali mnie pod sufitem z nogami do góry na wiele godzin. Potem bili mnie po twarzy, klatce piersiowej, po plecach pięściami z całej siły. Któregoś razu, gdy straciłem przytomność, zabrali mnie do szpitala. Po tym jak odzyskałem przytomność w szpitalu, zostałem ponownie zabrany do więzienia, gdzie znowu mnie bili. W rezultacie, straciłem przytomność po raz drugi. Któregoś razu byłem bity bez przerwy przez dwa dni, bez jedzenia i bez kropli wody do picia. Cierpiałem z powodu bólu brzucha i klatki piersiowej. Następnym razem leżałem nieprzytomny w szpitalu przez sześć dni, nie mogąc otworzyć oczu ani wymówić słowa.

W końcu, gdy byłem bliski śmierci, oddali mnie w ręce rodziny. Przy zwolnieniu mnie ci, którzy mnie więzili skłamali władzom prowincji mówiąc im, że mnie nie bili. W ten sam sposób skłamali także członkom mojej rodziny. Zmusili mnie również bym przystawił odcisk mojego kciuka (jako podpis) na dokumencie stwierdzającym, że nie byłem torturowany. Musiałem zostać w szpitalu około dwudziestu dni i wydać dwadzieścia tysięcy chińskich juanów (ok. 3.000 USD – przyp. red.) na leczenie.

Gdy wracałem do klasztoru, przyjaciele powiedzieli, że 180 mnichów zostało aresztowanych bez powodu. Nasz mnich senior i lama – nauczyciel również zostali aresztowani. Byli zmuszeni do stania na czubkach palców przez całą noc i byli bici rękojeścią broni. Chińczycy robili zdjęcia telefonami komórkowymi, gdy bili mnichów po karku.

Dowiedziałem się też, że w czasie, gdy policja i żołnierze najeżdżali klasztory, kradli religijne statuetki, pieniądze, rzeczy osobiste, nawet żywność z klasztoru i domów. Wygląda na to, że rzeczywistymi grabieżcami i mordercami są żołnierze z Chińskiej Partii Komunistycznej. Oni dopuszczają się nielegalnych działań, a to my jesteśmy aresztowani, bici, torturowani i zabijani.

Również, my jesteśmy oskarżani o kontaktowanie się z Dalajlamą i podżeganie ludzi do zamieszek. Jeśli jest rasowa równość, wolność słowa i wolność religijna, to dlaczego nie wolno nam szanować postaci, w którą wiarę nosimy w naszych sercach? Na naszych oczach zostawiają ślady butów na zdjęciu Drogiego i Jedynego Dalajlamy, łamią ramy obrazu rękojeścią broni, drą zdjęcia na drobne kawałki i podpalają je. My, będąc Tybetańczykami i buddystami, gdy widzimy zdjęcia źródła naszego duchowego schronienia deptane butami i darte na kawałki, uważamy to za czyny nie do naprawienia. Gdy Tybetańczycy wybiją kilka szyb, mówią, że takie akty powodują szkody w wysokości setek milionów juanów. Jak zmierzyć szkody wyrządzone naszym sercom, gdy widzimy zdjęcie najbardziej czczonej przez nas Osoby deptane nogami? Chińscy przywódcy twierdzą, że ich celem jest harmonijne społeczeństwo, ale w tym samym czasie oczerniają Dalajlamę, postać, którą wszyscy Tybetańczycy szanują i czczą jako swojego duchowego przewodnika… Jak możemy odczuwać harmonię, kiedy nasze wartości są negowane i deptane?

Mnisi są teraz bici na okrągło. I nie tylko to. Mnisi, którzy rozmawiali z dziennikarzami byli bici pałkami i połamano im nogi. Niektórych przyłożono elektryczne pałki do głowy lub włożono im je w usta, co miało wpływ na ich mózg i w efekcie, czego zostali niesprawni lub popadli w jakiś rodzaj obłędu. Doświadczyliśmy takich tortur. Teraz naszą największą nadzieją są międzynarodowe media i wysłannicy ONZ, którzy przyjadą do Tybetu i zbadają prawdziwą sytuację i zdadzą raport ze swoich odkryć. To jest nasza największa nadzieja.

Chińczycy mówią, że my Tybetańczycy robimy nielegalne rzeczy i aresztują i biją nas, a nawet zabijają wielu ludzi. Wielu ludzi zbiegło w góry i obawiają się wrócić do swoich domów i rodzin. Byłoby pomocne, gdyby światowe media zobaczyły te rzeczy i zdały z nich relacje.

Dalajlama nie podburza do niczego. Jego Świątobliwość nie mówi nam, żeby walczyć o niepodległość. Jego Świątobliwość nigdy nie mówi nic w tym rodzaju. Wielu z nas wspiera Drogę Środka Dalajlamy i proces rozwiązywania kwestii tybetańskiej poprzez pokojowy dialog. Jednak jest nam niezmiernie smutno, gdyż jesteśmy obecnie skrajnie prześladowani. Dzisiaj, aby media mogły zgodnie z prawdą pokazać sytuację, na co mam nadzieję jako świadek prawdy, opowiadam historię tych Tybetańczyków, którzy zostali zabici, tych, którzy byli torturowani w więzieniach, a także niezliczonych przypadków tych, którzy zostali zmuszeni by uciec w góry i którzy boją się wrócić do swoich domów.

Oficerowie z biura bezpieczeństwa i tajne służby, jak również oddziały do zadań specjalnych odwiedzały mój pokój w klasztorze i wciąż uważnie mnie obserwują. Nawet teraz niedaleko znajduje się człowiek, który mnie obserwuje. Nie wolno mi wychodzić na zewnątrz ani telefonować. Właśnie trzymam konstytucję chińską, której streszczenie kazano mi napisać. Chociaż fizycznie nie znajduję się w więzieniu, to faktycznie nie jestem wolny.

Ostatnio w stosunku do nas są przeprowadzane liczne działania nie tylko w Labrangu, nie tylko w Amdo, ale także w Khamie i w centralnym Tybecie. Wielu Tybetańczyków jest zabijanych, wielu prześladowanych i aresztowanych. Słyszeliśmy, że więcej niż 200 Tybetańczyków zostało zabitych, a wiele tysięcy aresztowanych. Bicie i areszty nadal się nie skończyły. Nie możemy oglądać wiadomości ani zamontować anteny satelitarnej, nie wolno nam oglądać wiadomości ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów. Mamy oglądać lokalne stacje telewizyjne. Nie wolno nam słuchać cudzoziemców ani z nimi rozmawiać. Skoro tak się dzieje, to gdzie jest wolność słowa? Gdzie jest wolność wyznania?

Naród tybetański doświadcza wszystkich rodzajów cierpień. Ja sam doświadczyłem cierpień jako buddyjski mnich z klasztoru Labrang. Byłem jednym z aresztowanych w tym roku. Powiedziałem wprost tym, którzy mnie przetrzymywali: jeśli mnie zabijecie, to będzie koniec. Jednak, jeśli będę mógł wyjść na zewnątrz i będę miał taką możliwość, opowiem o torturach, przez które przeszedłem; Jako prawdomówny świadek opowiem ludziom na świecie o cierpieniu, które było udziałem moich przyjaciół i zdam relacje mediom.

Nawet po wypuszczeniu, powiedziano mi by nikomu nie opowiadać, ze byłem bity. Ostrzeżono mnie by nie kontaktować się z nikim z zewnątrz. Jednak nie mogę milczeć w sprawie tortur, przez jakie przeszedłem czy cierpienia będącego udziałem moich przyjaciół. To jest jeden z powodów, dla których opowiadam to dzisiaj. Wciąż ostre prześladowania mają miejsce na terenach tybetańskich i restrykcje w stosunku do ruchów tybetańskich.

Obecnie władze mówią o wspieraniu olimpiady, ale tutejsi Tybetańczycy nie mogliby nawet pojechać samodzielnie do Lanzhou czy do Pekinu i kibicować. Nawet na własnych terenach nie możemy wychodzić. Z powodu olimpiady nawet tradycyjne festiwale, uroczystości i rytuały religijne zostały zabronione.

Wojsko jest obecne wszędzie. W stodole należącej do naszego klasztoru, chińscy żołnierze zrobili kukły ze słomy i ubrali je w stroje mnichów ćwicząc na nich z bagnetami. Wygląda na to, że wrogami są Tybetańczycy i noszący habity mnisi. Nie wszyscy aresztowani Tybetańczycy byli zaangażowani w protesty. Dlaczego dźgają bagnetami kukły ubrane w tybetańskie stroje w ramach ćwiczeń wojskowych? Nie tylko mnisi cierpią z powodu chińskiego postrzegania Tybetańczyków jako wrogów, ale nawet Tybetańczycy zatrudnieni w służbach publicznych, studenci czy zwykli Tybetańczycy. Ten liczny rząd tak ogromnego narodu z dużego kraju używa broni, czołgów, armat w stosunku do niewielkiego, łagodnego narodu, jakim są Tybetańczycy. Otaczają nas tysiące żołnierzy. Wydają komendy: „Zabij Tybetańczyków, którzy są nieposłuszni”.

W XXI wieku ludzie idą ścieżką zmierzającą ku pokojowi na świecie. Ludzie kochający pokój i broniący prawdy powinni naświetlić blokowanie przez Chiny mediów oraz ograniczanie dziennikarzom możliwości sprawdzenia, co dzieje się w Tybecie. Chciałbym by prasa światowa, ONZ i organizacje broniące praw człowieka zwróciły uwagę na alarmującą sytuację narodu tybetańskiego i by znalazły rozwiązanie. Możecie naciskać na Chiny do poprowadzenia prawdziwego dialogu z reprezentantami Dalajlamy w celu znalezienia obustronnie korzystnego rozwiązania kwestii tybetańsko – chińskiej. Nadzieją i życzeniem Tybetańczyków jest zaproszenie Dalajlamy do Tybetu. Chińska Partia Komunistyczna twierdzi, że stabilność i jedność to ważne cele narodowe. Jeśli Dalajlama i CHRL razem popracują nad rozwiązaniem kwestii tybetańsko – chińskiej poprzez dialog dla obustronnych korzyści Chińczyków i Tybetańczyków, to nie ma powodu by autentyczne i długotrwałe: pokój, stabilność i jedność, nie mogłyby być osiągnięte.


[Ta transkrypcja 20-stominutowej wypowiedzi jest kompletna pod względem treści, ale nie każda jej część jest dokładnym tłumaczeniem. Odniesienia do tożsamości chińskich służb bezpieczeństwa i więziennych są przetłumaczone z potocznego tybetańskiego i mogą być niedokładne pod względem technicznym].

Tłum.: A.M.

źródło: studentsforafreetibet.org
 NetSprint