ratujTybet.org » Aktualności » Tybetańskie rozwiązanie

Tybetańskie rozwiązanie

Tenzin Tsundue

17 grudnia 2008
Tenzin Tsundue fot. www.friendsoftibet.org/tenzin

Niedawno Tybetańczycy podjęli znaczącą decyzję w swojej 60-letniej walce o wolność, poprzez ponowne przyjęcie Niepodległości jako alternatywnego celu tej walki. Decyzja podjęta na „Spotkaniu Specjalnym” osobiście zwołanym przez Dalajlamę w Dharmasali – usytuowanej w stanie Himachal Pradesh w Północnych Indiach stolicy Tybetańczyków żyjących na wygnaniu – było spotkaniem o znaczeniu historycznym, choć jego waga, jej niezwykła złożoność ledwie są rozumiane poza granicami kraju.

Byłem przedstawicielem mniejszości, zarówno pod względem młodego wieku, jak i poglądów politycznych, domagając się niepodległości w opozycji do tych, którzy tylko w sercu żywią pragnienie niepodległości, głośno jednak opowiadają się za autonomią głoszoną przez Jego Świątobliwość Dalajlamę.

560 delegatów z obozów dla uchodźców z wszystkich zakątków Indii oraz ze 119 innych państw wespół z 17,000 głosów pochodzących z samego Tybetu przyczyniło się do zaistnienia największego w historii Tybetu konklawe, na którym dyskutowano o przyszłości tego kraju.

Tegoroczne powstanie Tybetańczyków, jego brutalne stłumienie przez rząd chiński, a także klęska dialogu zmierzającego do „Rzeczywistej Autonomii”, w której Tybetański przywódca pokładał całą nadzieję, skłoniły go do tego, by na mocy swojej władzy jako głowy stanu (zgodnie z artykułem 59 statutu Tybetańskiego Rządu na Uchodźstwie), zwołać to zgromadzenie.

Na spotkaniu w dniach 17-22 października zaplanowanym tematem dyskusji była „Sprawa tybetańska w świetle ostatniego alarmującego kryzysu a scenariusz międzynarodowy”. I jak się można było spodziewać, wątek ten sprowadzono do poziomu zwykłej debaty pomiędzy Rangzen (Niepodległością) a Umey Lam (Drogą Środka). Również zgodnie z przewidywaniami, rozsądek stanął po stronie Rangzen, podczas gdy większość obstawała przy Drodze Środka. Dalajlama poprosił Tybetańczyków, by dyskutowali z otwartymi umysłami, gdyż obecna debata nie może być porównywana z tą, jaka rozgrywała się pomiędzy „Poorna Swaraj”, a optującymi za „Home rule” (niezależnością w kwestiach wewnętrznych) podczas Indyjskiej walki o wolność.

Kiedy zbliżała się data spotkania, Dalajlama wywołał jeszcze większe zamieszanie stwierdzeniem, iż traci zaufanie do chińskiego rządu, chociaż wciąż pokłada ufność w Chińczykach. Spotkanie to miało być prawdziwym testem dla tybetańskiej demokracji, która tak bardzo nurtuje Dalajlamę od momentu opuszczenia rodzimego kraju w 1960. Czy Tybetańczycy podążą za swoim przywódcą, czy raczej zagłosują zgodnie z własnym przekonaniem?

Dostrzegając ów ślepy zaułek udałem się do Przewodniczącego Tybetańskiego Parlamentu na Uchodźstwie i do Premiera, a także przekazałem wiadomość Jego Świątobliwości, (ponieważ moja prośba o spotkanie z Nim została odrzucona), aby wyjaśnić jego stanowisko, w przeciwnym razie spotkanie mogłoby się zakończyć kolejną falą aplauzu dla Niego i powrotem do punktu wyjścia. Byłem bowiem przekonany, że ludzie powinni być wolni od obowiązku wspierania polityki Drogi Środka ze względu na Jego Świątobliwość.

Kiedy delegaci z najrozmaitszych zakątków zaczęli przybywać do Dharamsali, przypominało to zjazd rodzinny; mój były nauczyciel szkolny, dawni rówieśnicy oraz znajome twarze podjeżdżały na wzgórze jeepami, autobusami, kilku wybrało drogę powietrzną. Poza delegatami, przybyło mnóstwo reprezentantów ze 120 międzynarodowych mediów rejestrujących opinię każdego Tybetańczyka, napotkanego na bliźniaczych ulicach Mcleod Ganj.

Po pierwszym dniu ceremonii inauguracyjnej wszystkich 560 delegatów podzielono na 15 grup. Kiedy wymienialiśmy opinie zgromadzone w obozach dla uchodźców (z których większość mieści się w Indiach), zauważyłem że opinie te pozbierano jeszcze przed 25 października, kiedy to Jego Świątobliwość po raz pierwszy publicznie oświadczył, iż Jego zaufanie wobec rządu chińskiego coraz bardziej słabnie. Od tamtej pory nastąpiło wiele zmian o charakterze politycznym: nie tylko oświadczenie Jego Świątobliwości, ale też klęska ósmej rundy rozmów z chińskim rządem; jeszcze zanim delegaci wypowiedzieli się w Dharamsali, rząd Chin odrzucił na zwołanej przez siebie w Pekinie konferencji prasowej memorandum dotyczące autonomii. To z kolei doprowadziło do medialnej walki z delegatami, głoszącymi, że Pekin powinien wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za niepowodzenie rozmów.

Po trwającej trzy dni dyskusji, kiedy nasze grupy spotkały się w celu sporządzenia listy podjętych przez nas postanowień, lider mojej grupy – słynny uczony, żyjący obecnie w USA – zaproponował referendum. Sprzeciwiłem się temu, argumentując, że nie przybyliśmy tu po to, by nasze polityczne stanowiska stały się przedmiotem wzajemnej rywalizacji, lecz po to by zebrać opinie i poszukać praktycznych rekomendacji służących dalszym podejmowanym przez nas wysiłkom. Wówczas jeden ze zwolenników Drogi Środka pospieszył z wytycznymi domagając się, by każda decyzja było podejmowana bądź to drogą jednomyślnego werdyktu bądź głosem większości. Obecnie mamy jednak problem z demokracją polegający na tym, że mniejszość jest zbyt słaba, by jej głos mógł się liczyć. Młoda Szwajcarka stwierdziła, że jeśli decyzje będą podejmowane drogą głosowania, ona odmówi podpisania rezolucji.

Możemy więc omawiać metody poszukiwania rozwiązań, wciąż będzie to jednak debata między Niepodległością a Autonomią. Interweniowałem, przypominając wszystkim, że zarówno Premier jak i Przewodniczący orzekli w momencie zwołania spotkania, iż żadna decyzja nie zostanie podjęta drogą głosowania, ani przez podniesienie ręki i dodałem, że ich nalegania o referendum czynią dalsze spotkanie niemożliwym, a pierwotny cel przyświecający decyzji o zwołaniu go może zostać zaprzepaszczony. Groził nam poważny kryzys. Podczas przerwy poszukałem Premiera i Przewodniczącego.

Nieco później wspólnie postanowiliśmy wysłać wszelkie rekomendacje za wyjątkiem zdawkowych w stylu „budowania złotego tronu” dla Dalajlamy. Po wyjściu odkryłem, że większość niezależnych zwolenników Niepodległości wykonało ten sam trik za aprobatą przedstawicieli Drogi Środka.

Gdy wszystkie opinie zostały już zgromadzone, a liderzy grup spotkali się w celu wypracowania ostatecznej rezolucji, prawdziwy test dla demokracji tybetańskiej był w zasięgu ręki. Dalajlama wyraził swój brak zaufania wobec chińskiego rządu, ale nie wycofał się ze swojej polityki Drogi Środka. A zatem, wciąż istniał wąski wybór między Drogą Środka Dalajlamy a Niepodległością.

Wtedy to rząd na uchodźstwie udostępnił opinie potajemnie gromadzone wewnątrz Tybetu.

Na 17 393 osób, 8 246 zadeklarowało swoją gotowość podążania za każdym słowem Jego Świątobliwości, podczas gdy 5 209 opowiedziało się za Niepodległością, a 2 950 poparło Drogę Środka.

Zgromadzenie postanowiło podążać Drogą Środka z mandatu publicznego, ale zdecydowano o jej zawieszeniu ze skutkiem natychmiastowym, wysyłając swoją delegację do Chin, w odpowiedzi na chłodną postawę Pekinu wobec toczącego się dialogu. Jeżeli w najbliższym czasie Chiny kontynuowałyby swoją politykę nie reagowania na nasze wysiłki zmierzające do osiągnięcia negocjowanego rozwiązania, wówczas przywrócilibyśmy Niepodległość jako cel walki Tybetańczyków wraz z żądaniem prawa do samostanowienia o sobie.

Ośmiopunktowa rezolucja otrzymała pięć owacji na stojąco, a kiedy powstaliśmy by zaśpiewać Tybetański Hymn Narodowy, oczy wielu delegatów zaszkliły się łzami i ponownie czuliśmy się zjednoczeni dla jednej sprawy pod jednym przywództwem. Wszystkie poruszane przez nas kwestie służyły sprawie wolnego Tybetu, a nasza główna troska dotyczyła naszych braci żyjących w okupowanej przez Chiny Ojczyźnie.

Rząd na uchodźstwie, jak i wszyscy ludzie będą teraz aktywniej działać w naszej pokojowej walce i zaprzestaną pojednawczych gestów. Będziemy już bardziej otwarci na konfrontację, ostrzejsi, choć wciąż zgodni, co do słuszności pokojowego rozstrzygnięcia obecnej sytuacji.

Kiedy spotkanie dobiegło końca, Premier Prof. Samdhong Rinpoche wygłaszając swoją niepowtarzalną mowę dziękczynną, powiedział; „W tym tygodniu chiński rząd próbował wywrzeć presję na Indiach ażeby nie doszło do tego spotkania, lecz rząd Indii udawał, iż tego nie słyszy. Pragniemy wyrazić naszą głęboką wdzięczność wszystkim ludziom oraz rządowi Indii.”

*Tenzin Tsundue jest tybetańskim pisarzem i działaczem.

Tłum. K.G.

więcej informacji: Tenzin Tsundue w Warszawie
 NetSprint