ratujTybet.org » Aktualności » Odpowiedź Centralnej Administracji Tybetańskiej na chińskie zarzuty

Odpowiedź Centralnej Administracji Tybetańskiej na chińskie zarzuty

13 października 2008, część piąta

24 października 2008

Od momentu wybuchu pokojowych protestów w Tybecie, 10 marca, chiński rząd użył należących do niego mediów po to, by obrzucić serią zarzutów “klikę Dalaja”. Zarzuty te różnią się bardzo w stwierdzeniach – od opinii o Jego Świątobliwości Dalajlamie, głównym organizatorze ostatnich protestów w Tybecie, do Jego Świątobliwości Dalajlamie próbującym przywrócić feudalizm w Tybecie.

Jest to piąta i ostatnia z serii odpowiedź Centralnej Administracji Tybetańskiej na te oskarżenia.

Chińskie tłumaczenie na tą odpowiedź dostępna będzie później na stronie www.xizang-zhiye.org
Tybetańskie tłumaczenie można zobaczyć na tybetańskiej wersji tej strony www.tibet.net/tb/

Piąta część: Świątynie, Broń i Terroryzm

W miarę, jak na Dachu Świata rozwijały się tybetańskie protesty – zwykle znane jako incydent marcowy – chiński rząd uciekł się do brutalnej siły, by uciszyć głosy Tybetańczyków. W rezultacie duża liczba pokojowych tybetańskich demonstrantów była aresztowana, bita, torturowana, mordowana lub znikała bez wieści. W celu usprawiedliwienia swoich haniebnych działań, różni funkcjonariusze chińskiej elity władzy rozpowiadali przeróżne kłamstwa po to, by odpowiedzialność za zamieszki w Tybecie zwalić na Jego Świątobliwość Dalajlamę i jego administrację na uchodźstwie. Chiny wykorzystały wszystkie możliwości należących do państwa mediów oraz Departament Bezpieczeństwa Publicznego, uruchomiły zagraniczne źródła głoszenia propagandy po to, by sprzedać swoje kłamstwa – lub raczej wprowadzić w błąd – międzynarodową wspólnotę na temat “dużych ilości broni (pistolety, noże, dzidy, itd.), które zostały ukryte w tybetańskich klasztorach, a które stanowią jednoznaczny dowód na agresywną naturą ludności Tybetu”.

Na spotkaniu prasowym, które odbyło się 1 kwietnia, rzecznik chińskiego Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego, Wu Heping, powiedział: “Znaleźliśmy dużą liczbę broni – w tym pistolety – w niektórych klasztorach, w Lhasie.

Wydanie Dziennika Syczuanu z 10 kwietnia zawiera długie opowiadanie o tym, jak władze przeprowadziły najazd na klasztor Kirti (położony w Ngabie (chińskie: Aba), Tybetański Region Autonomiczny, w prowincji Syczuan), i w rezultacie skonfiskowały 30 sztuk broni i 33 miecze ze świątyni. Opowieść ta wygląda jednak na spreparowaną. Artykuł ten insynuuje również, że posiadana broń jest dowodem na tolerancję wobec przemocy charakteryzującą ludność Tybetu.

W rzeczywistości, wszystko to wskazuje na nic innego, jak na wściekłość w zachowaniu części chińskiego wojska, polegające na obwinianiu ludności Tybetu za rzeczy, za które nie są odpowiedzialni. W napadzie kompletnego szału zrobili oni coś, co może być opisane, jako włamanie z bronią w ręku – dokonali niepożądanego wejścia do tybetańskich świątyni oraz konfiskaty mieczy, dzid i innych symbolicznych sprzętów, które są ściśle związane z panteonem gniewnych bóstw – opiekuńczych i ochronnych – będących częścią tybetańskiego świata duchowości. Chcąc przypisać Tybetańczykom użycie przemocy, bezprawnie zabrano im materiały wybuchowe zakupione przez tybetańskich pracowników do celów konstrukcyjnych za zgodą odpowiednich organów chińskiej władzy.

Instytucje zakonne – jak wie każdy – nie są jedynie centrami nauki wspólnoty kościelnej. Są one także skarbnicą starożytnych dzieł człowieka i kulturalnymi relikwiami Tybetu. Co więcej, świątynie te są, dla ludności Tybetu, podstawowymi miejscami poszukiwania duchowego schronienia. Klasztor dysponuje aulami, miejscami modlitw, bibliotekami, drukarniami, kaplicami, w których znajdują się bóstwa ochraniające i wściekłe duchy, itd., z których każdy posiada swoją unikalną tożsamość i funkcję. Na przykład Opiekun Shrine to miejsce, w którym czciciel składa swoją ofiarę opiekuńczym bóstwom. Tutaj, co po niektórzy natkną się na liczne gniewne wizerunki Opiekuna-Dharmy i strażniczych bóstw. Każde z tych bóstw nosi symboliczny sprzęt, np. miecz czy dzidę, co jest specyficzne i charakterystyczne dla każdego bóstwa. Sprzęty te są atrybutem bóstw za sprawą tradycji historycznej, a nie efektem wkroczenia komunistów chińskich do Tybetu..

Skoro chiński rząd jest bezczelny do tego stopnia, by twierdzić – w oparciu o te symboliczne przedmioty należące do opiekuńczych bóstw, które to przedmioty zostały skonfiskowane ze świątyń – że Tybetańskie duchowieństwo jest agresywne, to cóż mógłby powiedzieć w odniesieniu do buddyjskich świątyń i klasztorów w Chinach, w których znajdują się wyrzeźbione wizerunki Czterech Światowych Królów, lub też Bogów Jika trzymających przedmioty takie, jak miecz, łuk i strzałę, długie dzidy, itd., w dodatku powieszone na drzwiach?

Podobna sytuacja występuje w większości chińskich klasztorów – wizerunki Guangonga (historycznej postaci wojownika), które się w nich znajdują powstały jako lokalne bóstwa i straźnicy. Wizerunki te również trzymają symboliczne przedmioty, takie jak długa dzida czy miecz. Czy nie wskazują one zatem, że Hashangowie – lub chińscy księża – przygotowują się do użycia przemocy?

W historii Tybetu było wiele przypadków tybetańskich łowców i rzeźników, którzy składali przysięgę zakończenia swego zajęcia związanego z zabijaniem lub rzeźnictwem zwierząt, oferując dobrowolnie swoją broń w postaci pistoletów czy noży, jako dar dla świątyni. Ponadto, było wiele przypadków dwóch zwaśnionych wspólnot, rodzin, lub nawet pojedynczych osób, które zdecydowały zakończyć swoją kłótnię oferując broń mediującym między nimi świątyniom. Świątynie, z kolei, akceptowały tę broń z radością, ponieważ nie mogła ona wpaść w ręce nieodpowiedniej osoby; przetrzymywały ją – lub czasem wystawiały do widoku publicznego – w kaplicach, w których znajdowały się opiekuńcze bóstwa i wściekłe duchy po to, by zachęcić innych ludzi do wejścia na tę samą ścieżkę pokojowego istnienia. Ta tradycja tybetańskiej ludności jest z pewnością godna pochwały. Jednak, pekiński rząd traktuje tę zagrabioną ze świątyń broń, jako dowód przed międzynarodową wspólnotą na to, że tybetańscy mnisi skrywają negatywne pragnienie rozpoczęcia rewolty wobec Chin. To zachowanie chińskiego rządu jest – będąc dalekim od cywilizowanego – podobny zachowaniu bandyty.

W sumie, chiński rząd – traktując z góry i nie okazując szacunku wobec tybetańskiej, unikalnej kultury, zwyczajów i tradycji, itd. – w rzeczywistości zajmuje się robieniem czegokolwiek, co wyglądałoby na jakiekolwiek ich działanie – w ten właśnie sposób przeprowadza najazdy na tybetańskie klasztory, konfiskuje zgromadzony dobytek (również postacie bóstw razem z ich drogą biżuterią). Pekin nadal obwinia duchowieństwo za przemoc, co, w rzeczywistości, jest pokojowym wyrażeniem ich niezadowolenia. Cała ta dramatyczna historia ze znalezieniem dużych liczb broni w tybetańskich świątyniach pozbawiona jest prawdy i racjonalnej przyczyny – tak, jak gdyby wszystkie te klasztory przygotowywały się na wojnę z chińskim reżimem – a jest to nic innego, jak wyolbrzymienie obecnych zamieszek, jakie mają miejsce w Tybecie.

Tybetański Kongres Młodzieży (Tibetan Youth Congress – TYC) i Al Kaida

Państwowe media rozpoczęły prezentowanie lawiny propagandy próbującej połączyć niektóre części “kliki Dalaja” z Al-Kaidą i niepodległościowym ruchem wschodniego Turkiestanu. Przykładowo, w pierwszym tygodniu maja, Tybetolog, Liu Hongji, napisał dla Xinhua, rządowej agencji informacji artykuł, w którym stwierdził, że “TYC stał się organizacją terrorystyczną, jako że przemoc ogarnęła jego podstawy… Cień tej grupy ewidentnie pojawił się, gdy policja skonfiskowała dużą liczbę broni i amunicji w pewnych klasztorach w chińskich regionach zamieszkałych przez Tybetańczyków, po zamieszkach z 14 marca”, stwierdził naukowiec.

Nie jesteśmy w stanie wypowiadać się w imieniu Tybetańskiego Kongresu Młodzieży. TYC jak najbardziej może przemawiać we własnym imieniu. Komentarze te czynimy w związku z tym, że Chiny bardzo często używają wyrażenia “klika Dalaja” w odniesieniu do TYC. Stwierdzenie, że demokratycznie wybrana organizacja jest “terrorystyczna” i ma powiązania z Al-Kaidą, jest oparte na założeniu, że Ci, którzy tego słuchają są zupełnymi idiotami, lub też jest próbą spowodowania zaostrzenia podejścia chińskich przywódców do Tybetańczyków. Bez względu na powód głoszenia takich absurdów, prawdą jest to, że TYC ma siedzibę w Indiach, otwartym i pluralistycznym społeczeństwie, w którym swobodny przepływ informacji jest pielęgnowany. Pozwala to na to, by władze Indii mogły wyrobić sobie uzasadniony osąd na temat organizacji, które nie przestrzegają prawa kraju, w którym się znajdują. Do tej pory rząd Indii w swej opinii, nie uznał TYC za ekipę terrorystów, a sama TYC jest rozpoznawana i szanowana przez tybetańską wspólnotę na uchodźstwie.

Więcej pytań, niż odpowiedzi

Ostre potępienie przez chińskie przywództwo TYC, jako organizacji terrorystycznej stoi w jaskrawym kontraście z pogardliwym traktowaniem wobec tej samej organizacji, jakie miało miejsce we wczesnych latach 80. W tamtym czasie, TYC został rozwiązany, jako “mucha machająca skrzydełkami przeciw królowi gór”.

Czemu skromna mucha zmieniła się w organizację “terrorystyczną”, jak twierdzą chińscy liderzy?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się wśród twardogłowej części przywództwa. Chcą oni, aby Chiny, przywództwo i ludność Chin, rozpoznawali “klikę Dalaja”, jako organizację “terrorystyczną” i, żeby mogli dzięki temu odpowiednio się z nią uporać. Jednak zanim bardziej bystra część przywództwa i ludność chińska, jako całość, zostanę przekonani przez oba te argumenty i dowody dostarczone przez twardogłowych, powinni odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

Pierwsze pytanie brzmi: jeśli broń znaleziona w klasztorach jest naprawdę przeszmuglowana przez TYC do Tybetu, pod nosem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, PLA, PAP i dobrze poinformowanych informatorów, dlaczego transakcja nie została powstrzymana już na początku? Chiny nałożyły najbardziej restrykcyjne przepisy dotyczące przepływu osób, myśli i towarów, niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Dlaczego ładunek z tak dużego regionu miał miejsce w pierwszej kolejności? Czy nie jest to przykład zaniedbania obowiązku przez część chińskich sił bezpieczeństwa?

Ze względu na argument załóżmy, że TYC jest na tyle bystre, że udało mu się przewieźć broń w sposób niezauważony przez wiecznie czujne chińskie siły bezpieczeństwa, do Tybetu. Po co miałoby to zostać rozpowszechnione w klasztorach bez informowania sił bezpieczeństwa? Świątynie w Tybecie znajdują się pod natrętną obserwacją, więc jak możliwa mogłaby stać się obecność tej broni w klasztorach bez wiedzy władz? Po co brać tę broń skoro protesty odbywają się tylko w Tybecie. Czy nie jest obowiązkiem sił bezpieczeństwa łapania “kryminalistów” i pokazywanie ich “przestępstwa”? Po co czekać tak długo?

Gdzie powstała ta broń? Zwykle, marka broni stanowi jasną informację o źródle jej pochodzenia. Czemu rzecznik Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego nie poinformował media, skąd pochodzi broń?

Żołnierze PLA w szatach mnichów

Chiński rząd oskarża Jego Świątobliwość Dalajlamę o bycie “wilkiem w szatach mnicha”. Od powstania tybetańskiego, w 1959 roku, żołnierze PLA byli widziani w sytuacjach pozowania na tybetańskich mnichów – po to, by pokazać niezgodę, wprowadzać podziały oraz, aby działać jako agenci prowokatorzy, którzy podburzają niczego nie podejrzewające masy Tybetańczyków do działań, który wymagają szybkiej, militarnej odpowiedzi.

Przykładowo, w książce opublikowanej w 1992 roku, przez DIIR (Departament Informacji i Stosunków Zagranicznych), o cierpieniu Tybetańczyków będących w chińskich więzieniach, były skarbnik klasztor Namgyal, Venerable Gyaltsen napisał, że podczas powstania w Lhasie, w 1959 r., chińscy żołnierze przebrani za Tybetańczyków weszli się na Chokpori, obok pałacu Potala, rozpalili kadzidła i rozwiesili flagi do modlitwy po to, by pokazać tybetańskiej ludności, że tybetańska strona wygrała walkę w Lhasie. Zostało to zrobione również w celu wyciągnięcia tybetańskich bojowników z ich kryjówek, żeby żołnierzom PLA była łatwiej do nich strzelać.

5 marca 1988 roku, Tybetańczycy zaplanowali masową demonstrację na ulicach Lhasy. W tym czasie, chiński rząd nakazał dużej liczbie chińskich oficjeli i żołnierzy przebranie się za tybetańskich mnichów i rozlokowanie w całym mieście. Informacje te pochodzą ze sprawozdania Venerable Bhagdro, byłego więźnia politycznego.

Podczas demonstracji w Lhasie, z 1989 roku, chiński rząd rozwinął strategię rozwoju czteroetapowej wojny z tybetańskimi protestującymi. W ramach części tej strategii, około 300 chińskich agentów i szpiegów została osadzona w tybetańskim duchowieństwie i ogólnej ludności. Rankiem, 5 marca, zostali udali się do Barkhor i innych kłopotliwych rejonów w Lhasie, aby pomóc regionalnym i miejskim biurom bezpieczeństwa publicznego w rozmyślnie stworzonych zamieszkach. Ich plan zawierał, co następuje: 1) podpalić wielką flagę modlitewną – Gaden Damyon i Shar Kyareng Darchen – wzniesionym w północno-wschodniej części świątyni Jokhang, 2) zachęcić lokalnych rezydentów tybetańskich do zniszczenia i splądrowania Gminnych Zapasów Zboża w Lhasie i Tibet-Gansu Joint Emporia. Informacja ta pochodzi z książki napisane przez Tanga Daxiana. Jej tytuł, to “Bagnet wycelowany w Lhasę”, została ona przetłumaczona na tybetański i wydana przez DIIR w 1992 roku.

Tłum. Paweł Kmiecik

źródło: tibet.net
 NetSprint