Lhamo Tso – wywiad
23 września 2008, Ewa Kędzierska, Dharamsala
Lhamo Tso, żona aresztowanego filmowca Dhondupa Wangczen, Dharamsala, 23 września 2008
fot. Ewa Kędzierska
Lhamo Tso (34 lata) pochodzi z Labrang Latri w prowincji Amdo; od dwóch lat wraz z czwórką dzieci żyje w Dharamsali.
Dhondup Wangchen, jej mąż, został aresztowany 26 marca 2008 roku w Tong De w Amdo za nakręcenie filmu dokumentalnego pt. „Leaving Fear Behind” („Poza strachem”), przedstawiającego wypowiedzi Tybetańczyków żyjących na terenie Tybetu. Wangchen był przetrzymywany przez trzy miesiące w Centrum Zatrzymań Ershilipu w Xining (tyb. Silling). Ostatni raz widziano go w hotelu Gongshang w Xining, około 12 lipca 2008. Wciąż pozostaje w areszcie bez możliwości kontaktowania się ze światem. Jak dotąd nie przeprowadzono w jego sprawie żadnej rozprawy sądowej.
Ewa Kędzierska: Lhamo Tso la, widzieliśmy nakręcony przez twojego męża film, cenny głos z wnętrza Tybetu, który zdołał wywieźć za granicę nim został aresztowany. Co właściwie się wydarzyło?
Lhamo Tso: Dondhup Wangchen la już przedtem przez dłuższy czas był zainteresowany sprawami Tybetu i rozmawiał z wieloma przyjaciółmi na temat Tybetu. To wyszło na jaw dopiero po jego zatrzymaniu 26. marca. Jego krewny ze Szwajcarii, Gyaljong Tsetrin, zadzwonił do mnie z pytaniem o pozwolenie na rozpowszechnianie filmu. Oglądając go, zobaczyłam 108 ludzi, którzy zabrali głos w sprawie Tybetu, zgodni w kwestii Olimpiady i powrotu Jego Świątobliwości do Tybetu. Myślałam o tym, że mój mąż ryzykował życie, kręcąc ten film; ma siedemdziesięcioletnich rodziców i czwórkę dzieci – a mimo to ta osoba prosi mnie o zgodę na rozpowszechnianie! Ze względów osobistych publikacja nie byłaby bezpieczna dla mojego męża, jednak uświadomiłam sobie, że zarówno on, jak i setka innych ludzi nie ryzykowali swojego życia dla korzyści osobistych, ale dla wspólnej sprawy. Życzeniem mojego męża było rozpowszechnienie filmu, więc udzieliłam swojej zgody. Z 35 godzin nagrań zmontowano 25-minutowy film.
E.K.:- Jak to się stało, że przebywałaś tu, w Indiach, kiedy aresztowano twojego męża?
L.T.:- Dopiero po tych wydarzeniach zrozumiałam, dlaczego wysłał mnie z dziećmi do Indii. Chciał, abyśmy byli bezpieczni; zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później go aresztują. Podczas naszego pobytu w Indiach odwiedził nas tylko raz i wrócił do Tybetu. Powiedział, że czeka na niego praca w Tybecie i nie wie, kiedy do nas wróci, ale mam zatroszczyć się o jego rodziców i dzieci. Swoim rodzicom powiedział, że jedzie w interesach.
E.K.:- Jak sądzisz, dlaczego Dondhup Wangchen la wziął na siebie takie ryzyko?
L.T.:- Zawsze wierzył, że obowiązkiem każdego Tybetańczyka jest praca na rzecz kraju, nie tylko Jego Świątobliwości Dalajlamy.
E.K.:- Czy czułaś się nieszczęśliwa w Tybecie? Co tam się teraz dzieje?
L.T.:- Mój mąż jest bardzo życzliwą osobą, znaną i lubianą przez wszystkich. Ale nienawidził Chińczyków za to, w jaki sposób traktują Tybetańczyków jako obywateli drugiej kategorii w ich własnym kraju. Nie ma wolności edukacji dzieci. Ludzie są zmuszeni uczyć się chińskiego by móc dostać pracę, a i wtedy jej znalezienie nie jest łatwe – trzeba dawać łapówki. W szkole uczy się języka tybetańskiego, ale reszta przedmiotów nauczana jest po chińsku. Takie traktowanie i brak wolności sprawiły, że mąż i ja czuliśmy się nieszczęśliwi w Tybecie.
E.K.:- Jak wygląda sprawa praktyk religijnych?
L.T.:- Podam przykład z własnego doświadczenia. Kiedy chcesz zapisać dziecko do szkoły, pytają je, czy chce zostać komunistą. Jeśli odpowie TAK – nakłada się na nie całkowity zakaz odbywania praktyk religijnych, ale w zamian otrzyma specjalne przywileje i wsparcie. Jeśli natomiast odpowie NIE – ma drogę wolną do gonpy (klasztoru), ale nie otrzyma wsparcia ze strony rządu.
E.K.:- Dzień przed końcem Olimpiady napisałaś list do Jacques’a Rogge’a, prezydenta MKOL-u, z prośbą, by wpłynął na rząd chiński w sprawie uwolnienia twojego męża. Czy otrzymałaś odpowiedź?
L.T.:- Żadnej.
E.K.:- Masz czwórkę dzieci. Ile mają lat i jak znoszą to, co się stało?
L.T.:- Mają po 16, 12, 10 i 8 lat. Wiedzą, gdzie jest ich tata i martwią się o niego. Ale starają się też mnie pocieszyć. Na przykład, kiedy moja najmłodsza córka, widząc, jak płaczę wieczorem, spytała mnie: „Dlaczego płaczesz, mamo? Myślisz, że Chińczycy zabiją tatę?”, starsza natychmiast odpowiedziała: „Nie mów takich rzeczy, on niedługo wróci.” Mówię swoim dzieciom: Widzicie, skoro wasz tata zrobił coś takiego dla swojego kraju, a Jego Świątobliwość pracuje na rzecz Drogi Środka, waszym zadaniem jest dobrze się uczyć, bo inaczej powiedzą: spójrzcie, taki dobry ojciec, a z dzieci żaden pożytek. A kiedy dzieci o coś proszą, na przykład o jedzenie, odpowiadam, że powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy, bo nie wiemy, czy tata w ogóle ma coś do jedzenia i przez co przechodzi. Mówię im, by myślały tak, jak myślą dobre dzieci.
E.K.:- Czy żałujesz, że twój mąż to zrobił? Czy wierzysz, że wróci?
L.T.:- Nie, nie żałuję tego. Mój mąż często powtarzał: Jego Świątobliwość jeździ po całym świecie, prosząc każdą głowę państwa o pomoc w rozwiązaniu problemu Tybetu, więc naszym obowiązkiem jest wspomóc go w tym wysiłku. Dlatego cieszę się z tego, co zrobił dla swojego kraju, naprawdę jestem z niego dumna. To oczywiste, że prywatnie potrzebuję ojca dla moich dzieci. Moje obecne życie to nieustająca walka. Sprzedaję chleb, by zarobić na życie. Muszę wstać o pierwszej w nocy, żeby go upiec, a potem sprzedaję go około szóstej rano. Ale mimo to jestem szczęśliwa, że zrobił to dla naszego kraju! Odpowiedzialność spoczywa nie tylko na Jego Świątobliwości Dalajlamie; mój mąż wypełnił swój obowiązek.
E.K.:- Co chciałabyś powiedzieć władzom Unii Europejskiej, by zmotywować ich do naciskania na Chińczyków w kwestii uwolnienia twojego męża?
L.T.:- Byłoby samolubnym z mojej strony prosić o uwolnienie mojego męża, ponieważ wielu innych również jest przetrzymywanych i torturowanych bez powodu. Nie są przestępcami; chcieli jedynie, by świat poznał prawdę. Dlatego chciałabym, by świat pomógł nie tylko mojemu mężowi, ale wszystkim przetrzymywanym bez przyczyny.
Tłum. MP.
Wywiad zrealizowany 23 września 2008, publikujemy dzięki uprzejmości Ewy Kędzierskiej.
