ratujTybet.org » Aktualności » Chiński spór prawny o tybetańskie protesty: Krytyka

Chiński spór prawny o tybetańskie protesty: Krytyka

TCHRD

6 maja 2008
posiedzenie sądu fot. TCHRD

Począwszy od 10 marca 2008 Tybet stał się areną powszechnych protestów zarówno w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, jak i poza nim. Ogólnotybetańskie powstanie polityczne spowodowało eskalację powszechnych uraz przeciwko trwającemu już ponad pięć dekad szaleństwu chińskich władz w Tybecie, przejawiającemu się między innymi w systematycznym gorszącym łamaniu praw człowieka w każdej sferze życia i niekompetentnej polityce prowadzonej w stosunku do Tybetańczyków. Ogólnotybetańskie protesty są wyrazem
niezadowolenia i buntem Tybetańczyków przeciwko rządowi Chińskiej Republiki
Ludowej.

Od czasu wybuchu protestów w marcu, Pekin starał się je przedstawić jako przestępstwa takie jak grabieże, podpalenia, kradzieże i rozruchy. Pekin nie chce dostrzec politycznej natury ogólnotybetańskich protestów.

29 kwietnia 2008 Nadzwyczajny Sąd ludowy w Lhasie wydał surowe wyroki na grupę 30 Tybetańczyków. Państwowa agencja prasowa Xinhua, w swojej najnowszej relacji „Sędziowie i prawnicy: Uczestnicy zamieszek w Lhasie otrzymują uczciwe wyroki”, która ujrzała świat 1 maja twierdzą, że „Tybetańczycy byli skazani za podpalenia, rabunki, powodowanie zamieszek, lżenie państwowych organów oraz uniemożliwianie urzędnikom państwowym wypełniania ich funkcji i kradzieże.”

Działania sądu i oficjalna interpretacja działań Tybetańczyków, bagatelizująca prawdziwe powody protestów, zmusza do kwestionowania jego kompetencji. Błyskawicznie wyrokujący sąd w Lhasie w przeciągu półtora miesiąca zasądził wyrok dożywocia dla trzech Tybetańczyków (Pasang, Sonam Tsering i Tsering), pomiędzy 15 – 20 lat więzienia dla siedmiu innych, a
reszta sądzonych otrzymała wyroki od 3 do 15 lat. Wyroki te są ewidentną kpiną z prawa i sprawiedliwych procesów. Podczas należytego procesu w państwie prawa powinno się wypełniać dokumenty, angażować niezależnych prawników, weryfikować zeznania, przeprowadzać konsultacje z przedstawicielami obydwu stron, nie wydobywać zeznań za pomocą tortur itp., celem i naturą sądu w Lhasie było natomiast potwierdzenie uprzednio
założonych koncepcji, nie stosując chociażby domniemania niewinności sądzonych.

Fakt, że jeden z Tybetańczyków siedzi na krześle podczas rozprawy sądu, wskazuje na tortury i nieludzkie traktowanie w areszcie, którym oficjalnie zaprzeczają chińskie władze. Tybetańczycy aresztowani za przestępstwa na tle politycznym są poddawani najgorszym torturom i złemu traktowaniu w aresztach, by wydobyć z nich zeznania i złamać ich tożsamość narodową. W świetle nieludzkich praktyk w zarządzanych przez Chińczyków aresztach i więzieniach fakt, że na oficjalnym zdjęciu jeden z Tybetańczyków w sądzie
siedzi na krześle podczas rozprawy, może oznaczać stosowanie tortur i nieludzkie traktowanie aresztowanych. Dalej w wydanym po chińsku reporcie tej samej rozprawy sądowej, cytowany jest Migma Dolma, adwokat Lobsang Tamten: „17 kwietnia poszedłem zobaczyć mojego klienta. W areszcie dwóch lekarzy zajmowało się więźniami. W tym samym czasie około 10 więźniów leczono, a dwóch z nich miało po cztery kroplówki.” Ta wypowiedź prawnika sugeruje, że Tybetańczycy mogli być bici w areszcie.

Chociaż powszechnie wiadomo, że Tybetańczyków aresztowano za okazywanie swoich politycznych poglądów, państwowe media przedstawiły ich działania jako zwykłe przestępstwa, takie jak grabież, podpalenia, kradzież i rozruchy, a nie jako wyrażenie politycznych poglądów. W artykule 293 chińskiego Kodeksu Karnego przewiduje „nie więcej niż pięć lat aresztu, bądź robót publicznych” za „wywoływanie niepokojów, zakłócanie publicznego porządku”. Państwowe media twierdzą natomiast, że trzech Tybetańczyków
skazano na dożywocie, siedmiu na 15 – 20 lat więzienia, natomiast resztę Tybetańczyków skazano na od 3 do 14 lat więzienia. W oczywisty sposób surowość wyroków wskazuje na to, że nie były to zwykłe przestępstwa, lecz chodzi o poważniejszy problem politycznej opozycji, o czym państwowe media nawet nie wspomniały.

Ogólnotybetańskie protesty, poczynając od 10 marca 2008 są spontaniczną reakcją Tybetańczyków, którzy w Tybecie od lat cierpią z powodu brutalnych prześladowań z rąk władz. W protestach uczestniczyli Tybetańczycy z różnych środowisk i grup wiekowych. Na przykład Passang, jeden z Tybetańczyków skazanych na dożywocie podczas ostatniego procesu, jest zwykłym mnichem z klasztoru Dingkha, znajdującego się w okręgu miejskim Dechen, okręg Toelung Dechen, Lhasa, Tybetański Region Autonomiczny. 17 marca 2008
około 15:00 (miejscowego czasu) razem z 12 innymi mnichami z klasztoru udał się on na rynek w okręgu miejskim, skandując niepodległościowe hasła. Na znak protestu wynosili oni dobra z chińskich sklepów i podpalali je. Później zostali aresztowani przez Ludową Policję Zbrojną, naoczni świadkowie widzieli, jak byli bici przez jej funkcjonariuszy i wrzucani do samochodów jak worki piasku.

Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji ocenia wyroki wydane przez Nadzwyczajny Sąd Ludowy w Lhasie, skazujące 30 Tybetańczyków, jako arbitralne i będące nadużyciem kompetencji sądu. Procedury sądowe, zamiast stanowić ochroną fundamentalnych praw człowieka, używane są przez chińskie władze jako oficjalny element represji. Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji wyraża zaniepokojenie z powodu naginania procedur prawnych w okupowanym przez Chiny Tybecie i boi się realizacji najgorszego z możliwych
scenariusza dla uczestników tybetańskich protestów, którzy dwa miesiące temu jedynie korzystali z podstawowych praw człowieka do posiadania własnych przekonań i ich swobodnego wyrażania.

tłum.: OM

źródło: TCHRD
 NetSprint