ratujTybet.org » Aktualności » Tybetańczycy dla WP: zabiją nas, ale nie naszego ducha

Tybetańczycy dla WP: zabiją nas, ale nie naszego ducha

16 kwietnia 2008

Ilu ich jest w Polsce? Czym się zajmują? Co sądzą o Chińczykach i czy wierzą, że ich kraj odzyska autonomię? Tybetańczycy opowiadają Wirtualnej Polsce o biedzie, torturach i tęsknocie za wolną ojczyzną. Jeden z nich zaznaczył, że nie tracą nadziei na niepodległość. Mogą nas zniszczyć, ale nie zabiją naszego ducha – zaznaczył.

Wyciągają nas w nocy z domów

REKLAMA Czytaj dalej

Tshering Tashi mieszka w Polsce od trzech lat. Studiuje filologię angielską w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Kilkanaście lat temu przedarł się przez Himalaje i uciekł z Tybetu do Indii. Nie mógł znieść tego w jaki sposób komunistyczne władze chińskie traktują mieszkańców Tybetu. – Jesteśmy dyskryminowani pod każdym względem. Mamy zakaz nauki języka tybetańskiego, utrudniony dostęp do służby zdrowia i pracy. Chiński rząd zniszczył naszą kulturę i pozbawił nas wolności religijnej. Nie możemy nawet wieszać plakatów Dalajlamy, bo policja kontroluje nas na każdym kroku. To mafia. Przychodzą w nocy, wyciągają nas z domów, zabierają do więzienia. Jeśli ktoś ginie, to wie o tym tylko rodzina – mówi Tshering.

Do końca pierwszej połowy ubiegłego wieku Tybet cieszył się wolnością. Kiedy w 1949 roku został podbity przez wojska chińskie jego mieszkańcy utracili niepodległość. Według szacunków rządu tybetańskiego, które zostały opublikowane na stronie RatujTybet.org, przez niemal 60 lat chińskiej okupacji zginęło ok. 1,2 mln Tybetańczyków, tysiące trafiło do więzień (w tym m.in. XI Panczenlama – drugi po Dalajlamie hierarcha szkoły Gelukpa buddyzmu tybetańskiego), a ponad 6 tys. buddyjskich klasztorów zostało zrujnowanych.

Chińska telewizja kłamie

Dążenia separatystyczne Tybetu stały się obsesją chińskich władz, które nagminnie łamią prawa człowieka i prześladują wyznawców Dalajlamy – duchowego przywódcy narodu tybetańskiego, który w 1959 roku musiał uciekać i w sąsiadujących z Chinami Indiach założył rząd na uchodźstwie. – W zmanipulowanych przez chińską władzę mediach to nas pokazuje się jako terrorystów. Kiedy chińska telewizja informowała ostatnio o zamieszkach w stolicy Tybetu – Lhasie (najgłośniejsze od 1989 roku demonstracje przeciw władzy chińskiej, które doprowadziły do wprowadzenia stanu wojennego w Lhasie – przyp.red.), to pokazywała np. płaczącą chińską dziewczynkę i kłamała, że to Tybetańczycy ją skrzywdzili – irytuje się Tshering.

Tybetańczyk przekonuje, że relacje między Tybetańczykami a Chińczykami są dobre i nie mają nic wspólnego z tym, w jaki sposób rząd chiński podchodzi do sprawy Tybetu. – Denerwuje mnie, że dziennikarze – nie tylko chińscy, ale i europejscy – w kółko wypisują, że Chińczycy są przeciw nam, lub my jesteśmy przeciw nim, a to nie jest tak. To władze manipulują ludźmi, bo w ten sposób łatwiej nimi kierować – twierdzi student.

W Polsce żyje 17 Tybetańczyków, jednak jak mówi Tschering, tylko połowa z nich urodziła się a Tybecie. Reszta to potomkowie uciekinierów z Tybetu. Jednym z nich jest Tsewang Lhendup – pracownik sklepu tybetańskiego w Warszawie. Tsewang urodził się w Nepalu, do którego uciekli w 1959 roku z Tybetu jego rodzice. Pięć lat temu ściągnął go do Polski wujek, Tybetańczyk, który jest nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Warszawskim i prowadzi sklep z wyrobami tybetańskimi. Choć w Nepalu żyje ok. 20 tys. Tybetańczyków, bo przez lata był on azylem dla nich, to jak mówi Tsewang – jego ojczyzna nie jest już bezpieczna dla zwolenników Dalajlamy. Złapani przez nepalską policję uciekinierzy zostają przekazani do Tybetu – mówi pracownik sklepu. Nepal zresztą uznał Tybet za część Chin w zamian za granty na rozwój.

Bogactwa w Tybecie

Dlaczego chińskiemu rządowi tak bardzo zależy na Tybecie? – Walczą z Tybetem, aby utrzymać swój naród w ryzach. W Chinach jest niemal 60 mniejszości narodowych i wszyscy chcieliby być wolni. Gdyby Chiny uznały niepodległość Tybetu, to zaraz inne grupy by się odezwały – mówi Tschering. Student filologii angielskiej dodaje, że Chinom zależy na Tybecie, bo jest on źródłem surowców – m.in. miedzi, ołowiu, cynku, ropy i gazu naturalnego. – To są miliardy dolarów, więc dlaczego chińska gospodarka miałaby na tym nie skorzystać? – pyta Tshering.

Choć Tybet jest kopalnią surowców naturalnych i mógłby dzięki temu doskonale funkcjonować, to jego mieszkańcy umierają z powodu zanieczyszczonego środowiska. Drolma, polska buddystka, która prowadzi Ośrodek Kultury Tybetańskiej „Acala”, od kilku lat organizuje pomoc dla Tybetańczyków z wioski Golok Toe w prowincji Syczuan. Dzięki wsparciu darczyńców kupuje Tybetańczykom leki, a dzieciom zeszyty. W tym roku wspólnie z zaprzyjaźnioną organizacją planuje wyposażyć jeden z chińsko-tybetańskich szpitali w aparat rentgenowski, dzięki któremu lekarze mogliby diagnozować choroby płuc. W planach jest też zakup sześcioosobowego busa, aby mieszkańcy wsi mogli dojeżdżać do szpitala.

źródło: wiadomosci.wp.pl więcej informacji: Tybetańczycy dla WP: zabiją nas, ale nie naszego ducha
 NetSprint