Tygodnik Powszechny
Zakazane symbole
Swoje poparcie dla tej idei wyrazili m.in. Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, deklarując zgodę związku na użyczenie znaku, którym dysponuje, a także senator Krzysztof Piesiewicz, poseł Jarosław Gowin, b. przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Czesław Bielecki, dziennikarze Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN i Seweryn Blumsztajn z „Gazety Wyborczej” oraz o. Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności. Apel „TP” wsparły również portale zajmujące się tematyką praw człowieka i Tybetu, m.in. ratujtybet.org, freetibet.pl i metta.pl. Treść apelu, teksty z nim związane oraz głosy wsparcia są dostępne na naszej stronie Igrzyska wstydu
Według Henryka Urbasia, rzecznika Polskiego Komitetu Olimpijskiego, organizacja nie rozpatrywała jeszcze apelu „TP”. – Delegacja PKOl wyjechała właśnie na posiedzenie międzynarodowych federacji olimpijskich do Pekinu – mówi. – Ten temat pewnie będzie poruszany, bo propozycji zaakcentowania oporu otrzymujemy bardzo wiele.
Czy na posiedzeniu w Pekinie zaplanowano punkt obrad dotyczący apeli o sprzeciw wobec naruszania przez chiński reżim praw człowieka? – Nie – odpowiada Urbaś. – Chyba że ktoś taki punkt tam podniesie.
Wcześniej z PKOl-u dochodziły głosy, że idea jest wprawdzie szczytna, ale niemożliwa, bo… stroje sportowców są już zaprojektowane. Prezes Komitetu Piotr Nurowski stwierdził na łamach poprzedniego numeru „TP”: „Karta Olimpijska mówi wyraźnie: na stroju sportowca może być »orzełek« i emblemat olimpijski. (…) Poza imprezami sportowymi i poza wioską olimpijską nasi sportowcy mogą natomiast dawać wyraz swoim przekonaniom, również w sposób zaproponowany przez »Tygodnik«”.
Tymczasem cały świat domaga się rozmaitych form protestu na Olimpiadzie w Pekinie. Pod koniec marca bojkotem transmisji igrzysk zagroziła redakcja sportowa francuskiej telewizji publicznej – w reakcji na przerwanie przez chińską telewizję relacji z Olimpii, gdzie podczas uroczystości zapalania znicza olimpijskiego protest prowadzili Reporterzy bez Granic.
Według najnowszego raportu Amnesty International, przez siedem lat, odkąd organizację igrzysk przyznano Chinom, mało się w tym kraju zmieniło na lepsze, mimo nadziei, jakie wówczas wyrażano. „Wiele z represji, jakie dziś dotykają aktywistów i dziennikarzy, ma miejsce nie pomimo, lecz w istocie ze względu na olimpiadę” – pisze organizacja na swojej stronie internetowej. „Pozytywne zmiany, takie jak reforma systemu orzekania kary śmierci i większa wolność informowania dla zagranicznych dziennikarzy, zostały przysłonięte przez opóźniającą się reformę przetrzymywania bez sądu, represje wobec działaczy na rzecz praw człowieka i cenzurę internetu”.
Skalę światowego protestu pokazuje baza danych portalu Tibet Online (www.tibet.org), wymieniająca 366 organizacji z całego świata, do jakich mogą się zwrócić ci, którzy chcą się do protestu przyłączyć. Formy protestu są bardzo różne: ta sama organizacja wyłączyła na swojej stronie wyszukiwarkę Google, jako że firma ta współdziała z chińskimi władzami w cenzurze sieci. Założona w 1988 r. International Campaign for Tibet nawołuje do protestów w San Francisco, gdzie sztafeta ze zniczem olimpijskim pojawi się 9 kwietnia – jako w jedynym mieście USA. Podczas burzliwych protestów 7 kwietnia w Paryżu doszło do sensacji: zgasł ogień olimpijski, trzeci raz w historii igrzysk. Wcześniej znicz był w Londynie – zaproszenie do udziału w demonstracji opublikowała na swojej stronie Free Tibet Campaign. Do Polaków mieszkających w stolicy Wielkiej Brytanii skierował je portal www.freetibet.pl. Internet pomaga się przyłączyć ludziom, którzy teoretycznie nie mają żadnego wpływu na międzynarodową politykę: ICT namawia do dzwonienia i wysyłania e-maili do prezydenta George’a Busha i wywierania presji, by nie brał udziału w ceremonii otwarcia Olimpiady. Tibet Justice Center (www.tibetjustice.org) wylicza, co może zrobić szeregowy internauta: naciskać na swoje władze i na MKOl, a nawet wysyłać petycje do chińskiego rządu. Walka z reżimem przez e-mail wydaje się pozornie błaha, a jednak masowy protest – choćby symboliczny – nie pozostanie niezauważony przez światowe media. To dla Chin, korzystających z igrzysk również w celach celów propagandowych, dotkliwy cios. Nie po raz pierwszy w historii Internetu okazuje się, że jest on medium udzielającym głosu dotychczasowym biernym odbiorcom tradycyjnych mediów. Zjawisko organizowania się teoretycznie rozproszonych ludzi przez sieć zyskało już nawet w socjologii nazwy: smart mob (zmyślny tłum) czy swarming (dosłownie: rojenie się). Ujawniało się w tak różnych sytuacjach jak protesty antyglobalistów czy… marsze żałobne po śmierci Jana Pawła II.
Organizacja Students for a Free Tibet (www.studentsforafreetibet.org) przygotowała dla blogerów animację, którą można umieścić na swojej stronie: biegnące ze zniczem postacie z logo Olimpiady zamieniają się w funkcjonariusza z pałką katującego człowieka. Hasło Olimpiady: „Jeden świat, jedno marzenie”, zmienia się tu w pytanie: „Czy podzielasz to marzenie?”. Pojawiają się nawet takie propozycje form protestu jak ta o nazwie „Kolor Pomarańczowy”, zaproponowana przez duńskiego rzeźbiarza Jensa Galschiota, założyciela warsztatów pt. „Sztuka w obronie humanizmu”: na stronie www.thecolororange.net namawia on, by widzowie i sportowcy zaprezentowali się w czymkolwiek pomarańczowym – kolorze nawiązującym do tybetańskiej walki o wolność. „Ostra cenzura może zabronić używania oczywistych symboli, ale nie da się zabronić koloru” – piszą organizatorzy.
Jeszcze jedno marzenie w świecie, w którym wolności wypowiedzi zabraniają… olimpijskie przepisy.
źródło: tygodnik.onet.pl