ratujTybet.org » Tybet » Tybet na zakręcie

Tybet na zakręcie

(Artykuł został napisany przed wydarzeniami w marcu 2008 roku.)

Ludzie mówiący o Tybecie dzielą się na tych poprawnych politycznie (Chiny to mocarstwo), wierzących w Yeti (cóż, część samych Tybetańczyków też wierzy), lub zaangażowanych (Tybet to państwo okupowane i już). Oczywiście zdarzają się jeszcze tacy głusi na fakty, głoszący wspaniałość daru dla pozostających w feudalnym ucisku, jakim miało być pokojowe wyzwolenie…

Prawda o odległych krajach bywa dialektyczna i subiektywna. W ten sposób można by zakończyć większość dyskusji o odległych krajach, w szczególności o Chinach. Państwo środka zachwyca wskaźnikami rozwoju wyrażanych autostradami i wieżowcami Pekinu czy Szanghaju, jednocześnie przeraża zróżnicowaniem społecznym, które wyklucza ogromne masy ludności. Różnica między wschodnimi a zachodnimi regionami przypomina przepaść między Europą Zachodnią a Afryką.

W ten sam sposób można mówić o Tybecie. Zainteresowanych szczegółami odsyłam głównie do Internetu, tymczasem przedstawiam kilka najważniejszych wydarzeń z ostatnich miesięcy. Są one znaczące szczególnie ze względu na fakt Igrzysk Olimpijskich – w założeniu święta demokracji, pokoju i równości. Odbędą się one już w sierpniu 2008 roku. Przy tej okazji stawiane jest wiele fundamentalnych pytań o to, co pozostało z idei olimpijskiej, jeśli święty znicz ma zagościć na ziemi, która pamięta jeszcze krew studentów rozjechanych przez czołgi na placu Tiananmen.

Olimpiada tradycyjnie oznaczała czas pokoju pomiędzy greckimi państwami. Chińska Republika Ludowa nie zamierza natomiast uszanować tego antycznego porządku, prowadząc wojnę o Tybet. W tej wojnie od kilkunastu lat nie widzimy już czołgów na ulicach, choć pozostali uzbrojeni żandarmi. Strzały do cywili zastąpiła ścisła kontrola, inwigilacja i kamery przemysłowe. Okrutne tortury powoli zastępowane są z jednej strony restrykcyjnymi przepisami, z drugiej miliardami Juanów pompowanych z Pekinu w celu „rozwoju ziem zachodnich”. Tybetańczycy mają telefony satelitarne i kolej do Lhasy, jednak poziom edukacji przypomina ten w ubogich państwach Afryki. Fenomenem wynikającym z oficjalnych danych ONZ jest fakt, że poziom edukacji na trudno dostępnych terenach wiejskich bywa lepszy niż w miastach i miasteczkach – poddawanych silnej sinizacji, choć wydawałoby się, że tam łatwiej dojechać z kagankiem oświaty. Fakt ten wskazuje jak Chiny rozumieją rozwój, i czemu on służy. Na wsi oficjalnie bezpłatną naukę opłacają rodzice, poświęcając na to cały majątek. Niektórzy decydują się na posłanie dzieci przez Himalaje do świata wolności. Co roku do Nepalu i Indii przez przełęcze najwyższych gór świata przedostaje się około trzech tysięcy mieszkańców Krainy Śniegów. Wiele z nich to dzieci, wysłane do Indii, do tybetańskich szkół prowadzonych przez emigracyjny rząd Dalajlamy.

Przechodząc do faktów zacznijmy na rok przed Igrzyskami. W sierpniu zeszłego roku, podczas tradycyjnych zawodów jeździeckich w Lithangu, które tradycyjnie gromadzą tłumy z całej okolicy, a także znaczne ilości sił bezpieczeństwa, tybetański pasterz podszedł do mikrofonu, i zaapelował o powrót Dalajlamy do ojczyzny. Został skazany na osiem lat za „podżeganie do podzielenia kraju”. Aresztowanie pasterza pociągnęło za sobą trzy kolejne wyroki, między innymi za przekazanie informacji o incydencie za granicę. W taki oto bowiem alergiczny sposób komunistyczne z nazwy, a ateistyczne z praktyki władze reagują na każdą publiczną wypowiedź na temat tybetańskiego przywódcy. Pozostają głuche na głoszone od czterdziestu lat deklaracje, że Dalajlama nie zabiega o niepodległość, ani odłączenie Tybetu od Chin. I nie ma znaczenia, że deklaracje te zostały złożone przed przywódcami najpotężniejszych państw świata, ostatnio podczas spotkania Kanclerz Niemiec, Premierem Kanady, oraz w Kongresie Stanów Zjednoczonych, gdzie przywódca Tybetańczyków, otrzymał Złoty Medal – najwyższe cywilne odznaczenie USA. Tybetańczycy w Lhasie świętowali nagrodę dla Dalajlamy jako radosne święto, paląc kadzidło i rzucając w powietrz tsampę – jęczmienną mąkę. Jednocześnie władze wzmocniły kontrolę nad klasztorami i zakazały zgromadzeń…

W październiku, na oczach zagranicznych turystów władze zniszczyły nowo wybudowany posąg Guru Rinpocze w okręgu Derchen. Guru Rinpocze – założyciel pierwszego buddyjskiego klasztoru w Tybecie czczony jest jako strażnik religii. Niszczenie świętych posągów brzmi jak wyraźne echo „rewolucji kulturalnej”, która nieomal doprowadziła do zagłady kultury Tybetu i samych Tybetańczyków. Jest też bezpośrednim efektem wprowadzonych we wrześniu zeszłego roku przepisów narzucających jeszcze większą kontrolę nad religią i żarliwą wiarą mieszkańców Dachu Świata. W myśl tych przepisów kontroli z założenia ateistycznego państwa poddane zostają najważniejsze instytucje tradycji Tybetańskiej, władze mają zatwierdzać wszystkie inkarnacje – czyli odradzających się buddyjskich nauczycieli. Na najwyższym szczeblu – Rady Państwa – rozpoznawane będą te najważniejsze (w domyśle kolejny Dalajlama). Absurdalną idee można by przyrównać do hipotetycznego pomysłu mianowania Papieża przez włoski parlament…

Według ostatnich doniesień, po zakończeniu Wielkiego Święta Modlitwy, w jednej z miejscowości we wschodnim Tybecie, władze aresztowały dwieście osób, w tym wielu duchownych. Aresztowani mieli wznosić modlitwy o długie życie Dalajlamy. Według pewnych źródeł są dwie ofiary śmiertelne. Tak wygląda realizacja pięknych deklaracji o poprawie sytuacji praw człowieka, złożonych przez Chiny w Moskwie, w 2001 roku, podczas starań o organizację Igrzysk…

Te i wiele innych faktów wskazuje, że Tybet znajduje się na zakręcie historii, pędzącej podobnie jak kolej do Lhasy, która w zeszłym roku przywiozła więcej turystów niż mieszkańców tego dalekiego państwa. Nikt nie wie, kiedy, ani z jakiej przyczyny się wykolei. Docierają do nas jedynie strzępy echa, o kopalniach uranu, które ruszą z pełnym wydobyciem, rozbudowie kolei do granicy z Indiami, która lada moment ruszy, budowie kolejnych tam, lotnisk i więzień… kiedy tylko zgasną reflektory na stadionach w Pekinie.

Piotr Cykowski
Koordynator Programu Tybetańskiego

 NetSprint