Tybet musi być niepodległy
2006-06-06 Gazeta Wyborcza
Rozmowa z Tenzinem Tsundue, jednym z przywódców tybetańskiej walki o niepodległość
Tenzin Tsundue, osiadły w Dharamsali w Indiach tybetański poeta, to dziś żywa legenda wśród tybetańskiej diaspory. W przeciwieństwie do Dalajlamy, który opowiada się za autonomią Tybetu w ramach Chin, Tsundue chce pełnej niepodległości tej prowincji.
W 2002 r. Tsundue trafił na czołówki światowych gazet, gdy wdrapał się na 14. piętro hotelu Oberoi w Bombaju, by przed nosem odwiedzającego właśnie Indie chińskiego premiera Zhu Rongjiego rozwinąć tybetańską flagę i transparent z napisem „Wolny Tybet”.
Ewa Kędzierska: Twoi rodzice należeli do pierwszej fali emigracyjnej, która opuściła Tybet wraz z Dalajlamą w 1959 r., gdy okazało się, że nie ma szans na pokojowe zakończenie chińskiej okupacji Tybetu. Urodziłeś się w namiocie koło drogi, przy budowie której pracowała twoja mama. Podobno nie znasz swojej daty urodzenia?
Tenzin Tsundue: A kto miał czas na to, aby zapisywać datę urodzenia dziecka, kiedy wszyscy byli zmęczeni i głodni? Tak odpowiadała moja mama, gdy ją o to pytałem. Setki Tybetańczyków nieprzyzwyczajonych do wysokich temperatur indyjskiego lata umierało wtedy z wycieńczenia. W trzech różnych biurach zapisano trzy różne daty mojego urodzenia. Nigdy nie obchodzę urodzin.
W 1997 r. postanowiłeś poświęcić się walce o niepodległość Tybetu. Bez żadnych dokumentów przekroczyłeś granicę między Indiami a prowincją Ngari w Zachodnim Tybecie. I co było dalej?
– Aresztowali mnie po czterech dniach marszu i zamknęli w więzieniu na 12 dni. Chcieli wiedzieć, czyim jestem szpiegiem – indyjskim czy rządu tybetańskiego na wychodźstwie. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że działam na własną rękę, że jako Tybetańczyk chciałem zobaczyć ojczyznę i walczyć o jej niepodległość na terytorium mojego kraju. Zabrali mnie do Lhasy i przesłuchiwali jeszcze przez trzy miesiące.
Czy byłeś bity i torturowany?
– Tak, ale nie używali elektrycznych pałek. Nie robią tego z ludźmi z zewnątrz.
Przecież jesteś Tybetańczykiem?
– Ale to nie czyni ze mnie obywatela Chin.
Podczas intensywnego przesłuchania w Ngari codziennie przez moją celę przewijało się kilkunastu policjantów i wojskowych. Bardzo bili, ale najgorsze było, jak straszyli, że dostanę kulkę w łeb, a w najlepszym razie dożywocie.
Po trzech miesiącach zwolnili Cię z braku dowodów i odstawili na granicę. W Indiach nadal działasz na rzecz niepodległości Tybetu. Co oznacza czerwona opaska na Twoim czole? Podobno nigdy jej nie zdejmujesz?
– Noszę ją od trzech lat i nie zdejmę, dopóki Tybet nie odzyska niepodległości. To symbol mojej przysięgi wierności sprawie. Opaska przypomina mi o konieczności codziennego wysiłku.
Dalajlama i rząd tybetański na uchodźstwie działają na rzecz autonomii Tybetu w ramach państwa chińskiego. Ty wierzysz w możliwość odzyskania pełnej niepodległości dla Tybetu. Jak miałoby do tego dojść?
– Kiedy mówi się, że Chiny są światową potęgą, zapomina się dodać, że chodzi wyłącznie o dwumilionową elitę rządzącą, potentatów rynku z rodowodem wojskowym, którzy wykorzystują resztę narodu, czyli ponad miliard ludzi.
Utrzymywany w posłuszeństwie pałką i propagandą przeciętny Chińczyk nie ma pojęcia o własnej historii ani o tym, jak Chiny postrzegane są na świecie. Kiedy obywatelom tego kraju otworzą się oczy i zrozumieją, co zrobiła i nadal robi z nimi ich własna władza, odkryją prawdę o głodzie i innych konsekwencjach rewolucji kulturalnej, a także o tym, że nazywając się komunistyczną, partia rządząca reprezentuje galopujący kapitalizm i własne dzieci wysyła na studia do Ameryki. Wówczas wybuchnie w Chinach rewolucja…
…i Tybet odzyska niepodległość?
– Tybet jest częścią większej całości. Chiny mają wiele problemów, muszą sobie poradzić z niepokojami także w Turkiestanie Wschodnim, Mongolii Wewnętrznej, Mandżurii, z Tajwanem i Hongkongiem. Prezydent Hu Jintao i cała ekipa kurczowo trzymają się władzy, ale jeśli zjednoczymy nasze możliwości i intelekt i utworzymy międzynarodową sieć wspierającą demokrację w Chinach, reżim upadnie w ciągu najbliższych 10-15 lat.
A polityka „środkowej ścieżki” Dalajlamy i jego zabiegi o autonomię Tybetu?
– To bardzo sympatyczny koncept, ale nic więcej. Te propozycje i sposób myślenia skonfrontowane z rzeczywistością, szczególnie chińską, po prostu nie działają. To myślenie życzeniowe. Nie zgadzam się z tym podejściem i uważam, że tylko całkowita niepodległość może zagwarantować Tybetowi bezpieczeństwo.
Rozmawiała w Dharamsali Ewa Kędzierska
Źródło: Gazeta Wyborcza
