Tybet 2008 i gesty solidarności – co jeszcze możemy zrobić?
10 marca 2008 r. rozpoczęła się w Tybecie fala największych od 1959 r. protestów, które poza nielicznymi wyjątkami miały pokojowy charakter, inicjowane były przeważnie przez buddyjskich mnichów i mniszki z tybetańskich klasztorów. Protesty zostały brutalnie stłumione przez służby bezpieczeństwa oraz zmobilizowane siły wojskowe. Ponad sto osób zostało zabitych, kilka tysięcy aresztowanych i rannych. Tybet został praktycznie odcięty od świata – na kilka miesięcy wyrzucono zagranicznych dziennikarzy i pracowników organizacji pozarządowych, zaostrzono cenzurę, zablokowano większość połączeń telefonicznych i internetowych. Z Tybetu docierały budzące grozę doniesienia o kolejnych zabitych, rannych, przeszukaniach – dom po domu – i aresztowaniach osób biorących udział w protestach, rannych bojących się zwrócić o pomoc, wszechobecnym strachu, doniesieniach o wyrokach i torturach.
Protesty w Tybecie, które rozpoczęły się na 150 dni przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, obudziły sumienie społeczności międzynarodowej. Wywołały falę gestów solidarności oraz protestów na całym świecie. Przywódcy państw, parlamenty, Unia Europejska, laureaci Nagrody Nobla, przywódcy religijni czy wreszcie chińscy intelektualiści – wezwali do zaprzestania przemocy w Tybecie, poszanowania praw człowieka oraz dialogu pomiędzy rządem Chińskiej Republiki Ludowej a Dalajlamą, przebywającym na emigracji przywódcą Tybetańczyków. Sam Dalajlama kilkukrotnie zwracał się z apelem do Tybetańczyków o powstrzymanie się od przemocy, zakończenie protestów, ponownie poparł Igrzyska w Pekinie, oraz zwrócił się z dramatycznymi apelami do społeczności międzynarodowej i obywateli Chin o pomoc w rozwiązaniu konfliktu i zapewnienia bezpieczeństwa Tybetańczykom.
Dzięki zaangażowaniu mediów i autorytetów, Tybet zyskał nowych przyjaciół na świecie (na przykład przez Polskę przetoczyła się fala oddolnie organizowanych demonstracji pod wspólnym hasłem „Solidarni z Tybetem”, która przypominała jednoczące społeczeństwo demonstracje podczas „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie, czy akcje w obronie Doliny Rospudy. Na Zachodzie doszło do wielotysięcznych, głośnych i barwnych demonstracji podczas sztafety znicza olimpijskiego w Londynie, Paryżu i Los Angeles). Niestety, za pośrednictwem chińskich mediów i propagandy, Tybetańczycy zyskali nowych wrogów – wśród zwykłych Chińczyków. Chińska telewizja przez wiele dni pokazywała Tybetańczyków palących chińskie sklepy (wydarzenia z jednego dnia – 14 marca w Lhasie), pomijając informację o prawdziwym bilansie i przyczynach protestów. Połączyła to z protestami podczas sztafety olimpijskiej, oskarżyła Dalajlamę o podżeganie do protestów Tybecie i ukazała jako międzynarodowy spisek przeciwko Wielkiej Olimpiadzie, a zatem przeciwko Wielkim Chinom. Państwowa telewizja chętnie relacjonowała także protesty chińskich studentów wymierzone w sieć francuskich supermarketów w Chinach – jako odpowiedź na zgaszenie pochodni olimpijskiej podczas protestów w Paryżu. W Pekinie, jak nigdy wcześniej, pojawiły się książki i broszury ukazujące „prawdę” o Tybecie, który w świadomości przeciętnego Chińczyka, jeśli istniał dotychczas, to głównie jako atrakcja turystyczna, zbuntowana prowincja – a nie okupowane państwo zamieszkałe przez osobny naród walczący o przetrwanie własnej tożsamości narodowej i zachowanie własnej religii.
Protesty pokazały jak potężnym narzędziem, mogącym antagonizować narody, jest propaganda i brak wolności mediów. Organizacje protestujące na Zachodzie same przyznały brak jasnego przesłania skierowanego do Chińczyków – jaskrawo wymalowanego na transparentach, które być może udałoby się na zdjęciach przekazać do Chin. Jak mówi Dalajlama – przyszłość Tybetu leży w rękach samych Chińczyków, po czym dodaje, że Olimpiada przeminie, reflektory zgasną, a problem Tybetu pozostanie.
Dlatego osoby i organizacje chcące wspierać Tybet powinny szukać bezpośredniego kontaktu z Chińczykami, i nauczyć się prowadzenia trudnego i wymagającego dialogu, posiadać wyraźny przekaz do Chińczyków – jako sojuszników w walce o prawa człowieka. Sprzyjać nawiązywaniu takich kontaktów może rosnące w samych Chinach zainteresowanie tybetańską kulturą i odrodzenie religijności. Z pewnością cennymi inicjatywami będą próby umożliwienia kontaktów pomiędzy chińskimi a tybetańskimi naukowcami czy studentami na naszych uniwersytetach.
Odpowiedź międzynarodowa vs przyczyny konfliktu
Przemoc
Pokojowa walka bez stosowania przemocy jest sztandarem i orężem Tybetańczyków oraz międzynarodowego ruchu na rzecz Tybetu. Dalajlama odrzucił możliwość zbrojnej walki o ojczyznę ostatecznie w 1974 r. wzywając ostatnich tybetańskich powstańców do złożenia broni, kiedy stało się jasne, że Tybet nie uzyska wystarczającego politycznego i militarnego wsparcia. Odwołując się do tradycji buddyjskiej oraz filozofii Gandhiego (bohatera walki o niepodległość Indii, które stały się drugim domem dla tysięcy tybetańskich uchodźców), politykę ‘non-violence’ – walki bez stosowania przemocy – uczynił oficjalną doktryną emigracji tybetańskiej. Z pewnością jest to jeden z fundamentów międzynarodowego poparcia, które doprowadziło do przyznania Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla (1989) i pozwoliło uczynić kwestię tybetańską sprawą międzynarodową.
Trzeba przy tym jednak pamiętać, że Tybetańczycy byli w przeszłości walecznym narodem. Tybetańska partyzantka istniała do końca lat 60. XX w. Buntowali się także pod koniec lat 80., kiedy w odpowiedzi na zaostrzenie polityki po fali liberalizacji, na ulicach Lhasy płonęły chińskie samochody, a w odpowiedzi wojsko strzelało do tłumu. Tybetańczycy zbuntowali się 14 marca 2008 r., widząc brutalne tłumienie pokojowych demonstracji prowadzonych przez buddyjskich duchownych. Znów zapłonęły sklepy i samochody. Według władz w Pekinie zabitych zostało kilkunastu Chińczyków – według rządu tybetańskiego ponad setka Tybetańczyków. W odpowiedzi na chińską propagandę przedstawiającą wydarzenia jednego dnia jako niespotykaną agresję, znawca Tybetu – Gabriel Lafitte napisał:
„Prawda jest taka, że zamieszki były dziełem niechcianych dzieci komunistycznego reżimu, nauczonych przez życie, że mogą liczyć tylko na to, co sami zdołają wydrzeć. Widzą, jak chciwi działacze partyjni rabują środki publiczne dla prywatnych korzyści. Widzą, jak urzędnicze elity, w szklanych wieżowcach, wykorzystują dotacje by pławić się w luksusie. Widzą, jak pijani chińscy biznesmeni ostentacyjnie obnoszą się ze swoim bogactwem w niezliczonych dyskotekach i domach publicznych. Są pokoleniem, które wyrosło bez obecności lamów [nauczycieli buddyjskich] w życiu publicznym, którego nie nauczono, jak rozwijać w sobie współczucie, mądrość, spokój i cierpliwość – to wszystko, czego lamowie zawsze uczą. Ta młodzież z Lhasy, która posunęła się za daleko, odkryła, że do wszystkich chińskich obietnic dobrobytu dopisano niewidocznym drobnym drukiem klauzulę: „oferta tylko dla Chińczyków, nie dla Tybetańczyków”.
Podkreślić jednak należy, że protesty w przeważającej większości prowadzone są przez mnichów i mniszki, drogą pokojową. Często mają symboliczny charakter wywieszenia zakazanej tybetańskiej flagi, wzniesienia hasła Wolny Tybet, czy wezwania do powrotu Dalajlamy do Tybetu (jak mówią niektórzy: w Lhasie nawet wyciągnięcie chusteczki z napisem ‘Wolny Tybet’ jest niemożliwe). Szczególnie niepokojące w języku międzynarodowej dyplomacji są zatem wezwania do zaprzestania przemocy po obydwu stronach. (Czego przykładem może być stanowisko prezydencji UE), oddające sprawiedliwość reżimowej propagandzie, a nie realnemu układowi sił i postaw.
Warto zwrócić uwagę na istniejące społecznie, stereotypowe oczekiwanie wobec Tybetańczyków, wiecznego powstrzymywania się od przemocy – w momencie, kiedy większość państw przeznacza olbrzymie sumy na zbrojenia (największe USA i Chiny), wysyła własnych żołnierzy na wojnę, czy – jak Polska – bierze udział w operacjach wojskowych. Tybetańskie niestosowanie przemocy pomogło uzyskać szacunek i poparcie społecznej opinii międzynarodowej. Dla strony chińskiej postawa Tybetańczyków zdaje się jednak nie mieć kluczowego znaczenia, o czym świadczy militarną odpowiedź wobec cywilnej ludności czy ciągłe ataki na duchowego przywódcę, który dąży do pokojowego dialogu.
Uwarunkowania geograficzne i historyczne, a także trudna do zrozumienia, całkowicie odmienna kultura, sprawiły, że wokół Tybetu i Tybetańczyków narosło wiele stereotypów. Kwestia miłujących pokój buddystów jest zapewne jednym z nich, ale jest ich znacznie więcej, spotykanych w masowej kulturze (na przykład fakt, że Dalajlama jest mnichem promującym wegetarianizm, nie oznacza, że wszyscy Tybetańczycy zachowują się w podobny sposób).
Działanie na rzecz Tybetu, (jak i innych państw czy regionów objętych kryzysem) wymaga wiedzy, czerpanej najlepiej z różnych źródeł, nie tylko książek podróżniczych czy traktatów buddyjskich, wyjścia poza stereotypowe postrzeganie. Wymaga także umiejętności dostrzeżenia w „innych” zwykłych, podobnych nam ludzi, którym należy się pomoc nie dlatego, że ich kraj posiada ciekawą kulturę, ale dlatego, że są prześladowani. Zainteresowane osoby znajdą wiele informacji w Internecie – na stronach organizacji pozarządowych działających na rzecz Tybetu.
Prawa człowieka
Kwestia braku przestrzegania praw człowieka w Tybecie jest oficjalną przyczyną zajmowania oficjalnego stanowiska przez rządy czy parlamenty, jednak jest wyłącznie skutkiem obecnej sytuacji: braku legitymizacji chińskiej władzy w Tybecie, oraz nie przestrzegania przez Chiny przyjętych standardów międzynarodowych czy własnych regulacji – w tym konstytucji, gwarantującej etniczną autonomię. Argument praw człowieka wydaje się dyskusyjny w odniesieniu do państwa, które stale je ignoruje, podważa uniwersalność i głosi własną ich wykładnię. Prawa człowieka pozostają ważną retoryką, jednak państwa demokratyczne nie znajdują narzędzi, aby je faktycznie egzekwować. Na forum ONZ w latach 1959 – 85 przyjęte zostały trzy rezolucje wzywające do zaprzestania łamania praw człowieka w Tybecie – wszystkie przed wstąpieniem Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) do Organizacji w 1971 r. Zasiadając w Radzie Bezpieczeństwa ChRL uniemożliwiała podjęcie dalszych inicjatyw na rzecz Tybetu. Państwa Zachodu same pozbawiły się skutecznego narzędzia wpływów godząc się w latach 90. na rozdzielenie kwestii gospodarczych i przestrzegania praw człowieka, oraz wyrażenie zgody na dialog bilateralny na temat praw człowieka, który polega na rozmowach na ten temat z wybranymi państwami przy zamkniętych drzwiach. Przykładem podejścia Chin jest fakt, że po wydarzeniach z marca 2008 roku, Chiny odmówiły wstępu do Tybetu Wysokiemu Komisarzowi NZ ds. Praw Człowieka.
Niewykorzystaną szansą poprawy sytuacji był fakt przyznania w 2001 roku Chinom prawa organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2008 roku. Władze chińskie złożyły szereg obietnic dotyczących poprawy sytuacji, w tym w dziedzinie praw człowieka, jednak społeczność międzynarodowa, w tym przypadku reprezentowana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl), nie zagwarantowała sobie żadnych mechanizmów egzekwowania tych zobowiązań. Należy przypomnieć, że do najważniejszych z nich należało zagwarantowanie wolności mediów. Obecnie w Chinach w więzieniach znajduje się co najmniej kilkudziesięciu dziennikarzy oraz wielu użytkowników Internetu, skazanych za przekazywanie wrażliwych dla władz treści czy też za krytykę tychże władz. Najjaskrawszym przykładem było jednak całkowite odcięcie Tybetu od świata w wyniku protestów i niedopuszczanie w swobodny sposób zagranicznych korespondentów przez kolejne miesiące. Pomimo wydarzeń w Tybecie, głośnych protestów i apeli, MKOl nie podjął żadnych znaczących działań dla ochrony Tybetańczyków, nie wpłynął na Chiny, aby trasa znicza olimpijskiego – symbolu pokoju – nie prowadziła ulicami Lhasy, gdzie tygodnie wcześniej wojsko strzelało do ludzi.
Należy pamiętać, że to właśnie Tybetańczycy obudzili świat na 150 dni przed Olimpiadą, chociaż już znacznie wcześniej raporty największych organizacji praw człowieka wskazywały na pogarszającą się sytuację w tej dziedzinie. W efekcie ich protestów i poświęcenia głos w sprawie łamania praw człowieka w Chinach i Tybecie zajęły głowy państw. Pod wpływem akcji solidarnościowych uznano za propagandowe i polityczne wydarzenie ceremonię otwarcia Igrzysk (jednym z pierwszych, który zapowiedział zbojkotowanie imprezy był Donald Tusk). 21 kwietnia, na trzy godziny przed zwołaną w Warszawie demonstracją przed Pałacem Prezydenckim, głos w sprawie wydarzeń w Tybecie zajął Prezydent RP Lech Kaczyński.
Wiele osób zadaje sobie pytanie: czy jechać do Tybetu. Sam Dalajlama namawia do bycia świadkami zmian, jakie zachodzą pod rządami Chin. Jeśli jedziemy – bądźmy odpowiedzialnymi turystami, skontaktujmy się z którąś z organizacji działających na rzecz Tybetu, róbmy dużo zdjęć – nie tylko krajobrazów, ale nowych budowli, wojska i policji, zniszczeń środowiska, ale przede wszystkim nie narażajmy Tybetańczyków – my wyjedziemy, a oni zostaną pod ścisłą kontrolą władz.
W corocznym Orędziu, 10 marca 2008 roku Dalajlama powiedział:
„Choć ziemiom zamieszkiwanym przez Tybetańczyków nadaje się nazwy, takie jak region autonomiczny, prefektura autonomiczna czy autonomiczny okręg, ich samorządność jest jedynie pustym słowem, w istocie nie korzystają bowiem z żadnej autonomii. Rządzą nimi ludzie, którzy nie myślą o sytuacji lokalnej, kierując się tym, co Mao Zedong określał „szowinizmem Hanów”. W związku z tym tak zwana autonomia nie przyniosła poszczególnym narodom żadnych wymiernych korzyści. Obłudna, niedostosowana do rzeczywistości polityka wyrządza niepowetowane szkody nie tylko owym nacjom, ale też sprawie jedności i stabilizacji chińskiego państwa.”
Poruszając kwestię praw człowieka, warto pamiętać o art. 1. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych:
„Wszystkie narody mają prawo do samostanowienia. Z mocy tego prawa swobodnie określają one swój status polityczny i swobodnie zapewniają swój rozwój gospodarczy, społeczny i kulturalny.”
Kwestia prawa do samostanowienia wydaje się kluczowym zagadnieniem, jeśli chodzi o przyszłe rozwiązanie konfliktu w Tybecie, znalazła się w wyżej wspominanej Rezolucji ONZ z 1961 roku. Umożliwienie Tybetańczykom decydowania o własnym losie jest wpisane w misję International Tibet Support Network – międzynarodowej koalicji zrzeszającej ponad 150 organizacji działających na rzecz Tybetu na całym świecie. Strona chińska sprytnie żongluje faktami historycznymi, aby udowodnić, że „Tybet od zawsze był częścią Chin”. Dalajlama, choć godzi się na autonomię Tybetu w granicach państwa chińskiego, nie zgadza się na fałszowanie historii.
Z pewnością wiele faktów dotyczących tybetańskiej historii może być przedmiotem dyskusji, jednak warto zapoznać się z podstawowymi argumentami obydwu stron i poszukać własnej odpowiedzi w oparciu o wiarygodne źródła, aby być gotowym do polemiki. Podstawowe informacje na ten temat można znaleźć np. na stronie: http://ratujtybet.org/Tybet/Chinskie_argumenty_propagandowe_dotyczace_Tybetu
Dialog
Kwestia rozpoczęcia dialogu czy – jak chcą inni – rzeczowych negocjacji pomiędzy Dalajlamą a przedstawicielami rządu Chin jest jednym z głównych politycznych postulatów głoszonych w kontekście rozwiązania kryzysu w Tybecie. Jest to podstawowe stanowisko Rządu Tybetańskiego, ale też Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej. Konieczność i celowość takiego działania wskazują także niektórzy chińscy intelektualiści. Niestety istnieje spora rozbieżność stanowisk pomiędzy stanowiskiem Dalajlamy i władz chińskich. Dla rządu w Pekinie istnieje kwestia Dalajlamy, jako duchowego lidera, i jego ewentualnego przyszłego powrotu do ojczyzny, gdzie w zamyśle władz miałby pełnić marionetkową funkcję i świadczyć o normalności sytuacji w tym o swobodach religijnych. Dopóki bezwarunkowo nie przyjmie tego rozwiązania, jest separatystą chcącym „podzielić macierz”, głosi hasła niepodległościowe i podżega do antychińskich działań. Jego otoczenie nazywane jest „kliką”, która ma być odpowiedzialna za wywrotowe działania w Tybecie, a on sam „wilkiem w mnisich szatach”. Dalajlama powtarza jednak, że kwestia przyszłości nie dotyczy jego osoby, tylko wszystkich Tybetańczyków. Dlatego zapowiedział zrzeczenie się wszystkich funkcji państwowych w Tybecie i poświęcenie władzy miejscowemu aparatowi – pod głównym warunkiem – zapewnienia rzeczywistej autonomii wszystkim ziemiom etnicznie tybetańskim. Na to z kolei nie ma zgody strony chińskiej, która za Tybet uznaje jedynie Tybetański Region Autonomiczny – dawny Tybet Centralny, a położone na wschodzie ziemie tybetańskie – historyczne krainy Kham i Amdo zostały włączone do sąsiednich prowincji Chin.
Drugi dysonans odnajdujemy w podejściu samych władz państw Zachodu, które zajmują stanowisko w kwestii Tybetu (bez wyjątku jako części państwa chińskiego). Nawołując do dialogu – jednocześnie pod wpływem nacisków Chin obniżają dyplomatyczną rangę stosunków z Dalajlamą. Przywódcy państw unikają oficjalnych spotkań (wyjątkiem były spotkania z Kanclerzem Austrii, Niemiec i Prezydentem USA w 2007). W większości przypadków Dalajlama przyjmowany jest jako noblista, przywódca religijny. Czemu potężne Chiny miały by poważnie rozmawiać ze zbiegłym za granicę mnichem, stojącym na czele nie uznawanego przez żadne państwo rządu emigracyjnego? Dalajlama wymieniany jest wśród najbardziej wpływowych osób na świecie i największych autorytetów moralnych. Czemu zatem głowy państw unikają publicznych spotkań z nim i jasnych deklaracji poparcia? 6 lipca 2008 roku Dalajlama obchodził 73 urodziny, jest obecnie jedynym autorytetem uznawanym przez większość Tybetańczyków. Polityka Chin wygląda jak gra na zwłokę.
W działaniu, mówieniu i pisaniu o Tybecie potrzebne jest używanie jasnego języka: rzeczowe negocjacje, posiadające cele i terminy; skończenie języka hipokryzji: przyjaźnimy się z Dalajlamą, ale tylko w obszarze dialogu międzyreligijnego. Liczne deklaracje, jakie padły w związku z wydarzeniami w marcu 2008 roku, dają podstawę do kontynuowania nacisku na rządy, aby działać na rzecz Tybetu. Powinniśmy wywierać stałą presję na polityków, aby temat ten był stałym elementem stosunków z władzami Chin. Politycy będą mieli interes w działaniu, jeśli będzie istniało szerokie poparcie dla sprawy. Liczy się artykuł w gazecie, ale także wywieszenie flagi tybetańskiej w oknie, na stronie internetowej organizacji, czy prywatnym blogu.
Jak pomóc?
Z pewnością trudno jest działać w pojedynkę, jednak każda inicjatywa jest cenna. Wydarzenia w Tybecie zainicjowały szereg indywidualnych akcji protestu lub solidarności: wezwania do bojkotu sponsorów Olimpiady, tworzenie blogów i stron internetowych. Na świecie działa wiele instytucji i organizacji wspierających tybetańską kulturę czy niosących pomoc charytatywną Tybetańczykom, istnieją także liczne organizacje podejmujące działania na rzecz politycznego wsparcia dla pokojowego rozwiązania konfliktu o Tybet. Wiele z nich prowadzi możliwość brania udziału w akcjach on-line. W swojej książce „A Problem from Hell: America and the Age of Genocide” („Problem piekła: Ameryka w wieku ludobójstwa”) Samantha Power analizuje brak reakcji rządów Stanów Zjednoczonych na kolejne dramaty rozgrywające się współcześnie na świecie. Jedną z odpowiedzi, dla czego – jest powtarzane stwierdzenie braku interesu w podejmowaniu działań na rzecz odległych i mało widocznych problemów. Media nie zastąpią głosu opinii publicznej. Każdy z nas ma swoją rolę do odegrania.
Jedną z proponowanych metod działania jest wspieranie Tybetańczyków w ich działaniach – powtarzania protestów, jeśli protestują, innych gestów i symboli oporu wobec władzy. Przez wiele lat Tybetańczycy zachowali odrębność i poczucie własnej tożsamości. Z pewnością, choć w bardzo ograniczony sposób, dowiadywać się będą o naszych działaniach. Dodatkowo – być może władze Chin spostrzegą, że jest między nami a nimi porozumienie, komunikacja i solidarność, której nie da się zagłuszyć czy zamknąć granicami. Inną metodą działania – w Polsce mało stosowaną – jest bezpośrednie zwrócenie się do swojego przedstawiciela w Parlamencie. Na kogoś oddaliśmy nasz głos – teraz czas, aby mu o tym przypomnieć. Adresy biur poselskich są ogólnie dostępne w Internecie.
Piotr Cykowski
