ratujTybet.org » Tybet » Testament XIII Dalajlamy

Testament XIII Dalajlamy

Wszyscy wiecie, że podczas poszukiwań mojego wcielenia nie uznano za konieczne posłużyć się złotą cesarską urną. Stwierdzono, że proroctwa, ogłoszone przez wyrocznie i lamów, a także próby, jakimi mnie poddano, kiedy byłem małym dzieckiem, są dostatecznie przekonywające. Tak więc w bardzo młodym wieku zostałem uznany za prawdziwe wcielenie dalajlamy.

Zgodnie z tradycją moim wykształceniem zajęło się wielu nauczycieli duchowych, wśród nich regent Tacak Rinpocze i Jongdzyn Purczokpa Dordże Czang. Opierając się na ich radach, bez wytchnienia studiowałem istotę buddyzmu, poczynając od prostych modlitw, a na zagadnieniach najbardziej zawikłanych kończąc. Przyjęli mnie do nowicjatu, i nauczali pięciu podstawowych problemów filozofii buddyjskiej, takich jak pradźniaparamita, madhajamika, prana, abhidharma i winaja. Nauczyłem się rozważać zasadnicze treści, zawarte w tych naukach, i w ten sposób poddałem się wpływowi ich ukrytego znaczenia. W czasie studiów przeczytałem bardzo dużo sutr i tantr, a moi wspaniali nauczyciele dali mi niezliczenie wiele wskazówek i inicjacji, bezpośrednich przekazów i tajemnych nauk. Bez chwili wytchnienia, dzień po dniu, rok po roku, zagłębiałem się w tym ogromnym świecie duchowej tradycji, aż mój duch został nimi całkowicie nasycony.

Kiedy miałem osiemnaście lat, choć nie byłem jeszcze wtedy dorosły, powołano mnie do podjęcia wielkiego ciężaru spraw politycznych i duchowych kraju. Nie uważałem się za przygotowanego do objęcia tego stanowiska, ale ponieważ wszyscy religijni i polityczni przywódca, a także cesarz chiński, prosili mnie o wyrażenie zgody, zrozumiałem, że nie mam wyboru.

Od tej pory musiałem zrezygnować z moich osobistych zainteresowań i mojej wolności, aby pracować dniem i nocą dla duchowego, społecznego i politycznego dobra kraju. Odpowiedzialność za kraj nie przynosiła mi żadnych zysków i bardzo ciążyła.

W roku Drewnianego Smoka [1905] wojska brytyjskie zbliżyły się do naszych granic i zaczęły nam zagrażać. Rzeczą najprostszą byłoby ulec ich żądaniom, ale taki czyn mógłby łatwo zagrozić naszej niezależności i niepodległości. Tak więc, udałem się do Mongolii i chińskiej Mandżurii – krajów, z którymi Wielki Piąty Dalajlama nawiązał przyjazne stosunki i z którymi Tybet utrzymywał relacje – choć wiedziałem, że podróż będzie trudna i niebezpieczna.

Powitano mnie gorąco. W Pekinie zostałem bardzo uroczyście przyjęty przez cesarza i cesarzową. Powiadomiłem ich o naszej sytuacji, oni zaś okazali mi dużo zrozumienia.

Jednakże podczas mojego pobytu w Pekinie oboje umarli i na tron wstąpił cesarz Xuan Tong. Spotkałem się z nim i ruszyłem w drogę powrotną.

Kiedy byłem w drodze, chiński amban przekazał cesarzowi nieprawdziwe raporty, co spowodowało, że chińska armia ruszyła na nas ze wschodu.

Wiedząc, że to na mnie spoczywa odpowiedzialność za kraj, musiałem ponownie opuścić ojczyznę, aby walczyć o jej interesy. Po trudnej i niebezpiecznej podróży schroniłem się wraz z ministrami i wysokimi urzędnikami na świętej ziemi Indii, gdzie zwróciłem się do brytyjskiego rządu z prośbą o rozpoczęcie negocjacji z Chinami. Anglicy zrobili wszystko, o co ich prosiłem, ale Chińczycy nie chcieli ich słuchać.

W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak modlić się, aby sprawy przybrały pomyślny obrót. I nasze modlitwy zostały szybko wysłuchane, wielka jest bowiem moc prawdy, a siły karmy są niezłomne. W Chinach wybuchła wojna domowa, co całkowicie zmieniło położenie Tybetu. Chińskie wojska, stacjonujące w naszym kraju, przestały otrzymywać posiłki i zatrzymały się jak rzeka, której nurt został zatamowany. Stopniowo zmusiliśmy ich do opuszczenia zajmowanych terenów i wygnaliśmy z kraju.

W roku Wodnego Byka [1913] odzyskaliśmy kontrolę nad krajem i od tej pory rządziliśmy nim, nie ulegając zagranicznym wpływom. Nastał pokój i dobrobyt, a ludność tybetańską żyła w harmonii i radości.

Wypadki te zostały opisane w bardzo wielu dokumentach, ponadto zaś wszyscy je znacie. Dlatego od razu przejdę o rzeczy. Wspominam wam o tych sprawach tylko ze względu, abyście wiedzieli, jak je rozumiałem. Podczas tego całego czasu robiłem co mogłem, aby zachować naszą tożsamość duchową, kulturową i polityczną, i jeżeli moje wysiłki nie okażą się próżne, będę z tego zadowolony. Nie przypominam jednak o tych wydarzeniach po to, abyście okazali mi wdzięczność. Moją upragnioną nagrodą będzie silny kraj i szczęśliwy naród. Nie żądam niczego innego.

Jestem już w podeszłym wieku i pragnąłbym zrezygnować z pełnienia obowiązków duchowych i świeckich, aby resztę życia poświęcić medytacji i przygotowanie się do przyszłego żywota. W miarę upływu lat wszyscy powinniśmy to uczynić.

Niestety wydaje mi się, że odmówiono mi tego luksusu. W tej sytuacji nie mogę zawieść zaufania, którym obdarzyły mnie medytacyjne bóstwa i strażnicy dharmy. Kiedy prosiłem moich mistrzów duchowych, aby pobłogosławili podjętą przeze mnie decyzję, powiedzieli mi, żebym porzucił te plany. Ponadto większość Tybetańczyków, którzy w naszych czasach pokładają zaufanie tylko we mnie, prosiła mnie stanowczo, abym zrezygnował z wytyczonych planów i pozostał przywódcą kraju. A zatem muszę nadal pełnić moje obowiązki.

Wkrótce kończę pięćdziesiąt lat i już wkrótce nie będę mógł wam służyć. Każdy powinien zdać sobie z tego sprawę i myśleć o dniu, kiedy odejdę. Zanim moje nowe wcielenie zostanie znalezione, kraj będzie pozbawiony władcy.

Naszymi dwoma najpotężniejszymi sąsiadami są Indie i Chiny. Oba kraje dysponują silnymi armiami. Dlatego musimy utrzymywać z nimi stabilne relacje. Oprócz tego kilka mniejszych państw ma silne wojska u naszych granic. Z tego względu jest rzeczą konieczną, abyśmy i my mieli sprawną armię, złożoną z młodych, dobrze przygotowanych żołnierzy, zdolnych zapewnić bezpieczeństwo naszemu krajowi. Pięć wielkich nieszczęść ogarnęło życie na ziemi, a wojny i konflikty nieuchronnie wpisały się w losy społeczeństw. Jeżeli nie zabezpieczymy się przed wybuchem przemocy, nie będziemy mieli możliwości przeżycia.

Przede wszystkim musimy wystrzegać się barbarzyńskich komunistów, którzy stosują przemoc i niszczą wszystko, gdzie tylko przyjdą. Oni są najgorsi. Wzniecili pożar w Mongolii i unurzali w krwi większą część tego kraju. Zabronili szukać wcielenia Dziecyna Dampy, duchowego przywódcy kraju. Okradli i zniszczyli klasztory, wcielili siłą mnichów do wojska lub zabili ich na miejscu. Zniszczyli religię wszędzie tam, gdzie ją napotkali, i nawet nazwa „dharma Buddy” zniknęła po ich przemarszu. Jestem przekonany, że zaznajomiliście się z doniesieniami z Urgi [Ułan Bator] i innych prowincji.

Komuniści staną wkrótce u naszych bram. Jest tylko kwestią czasu, kiedy będziemy zmuszeni do walki z nimi, niezależnie czy ta groźba pojawi się wśród nas samych, czy tez napłynie z zagranicy.

Kiedy nadejdzie ta chwila, musimy być przygotowani do obrony, aby nasze tradycje duchowe i kulturowe nie uległy zniszczeniu na zawsze. Zarówno imiona dalajlamów i panczenlamów, jak i depozytariuszy wiary oraz chwalebnych wcieleń zostaną zapomniane. Klasztory będą grabione i obrócą się w popiół, a mnisi i mniszki wygnani lub zabici. Dzieło wszystkich duchowych królów zostanie na zawsze utracone, a wszystkie nasze instytucje, kulturalne i duchowe, staną się przedmiotem prześladowań, popadną w ruinę lub zapomnienie. Ludność utraci swoje prawa i dobra; będziemy niewolnikami naszych zdobywców, zmuszeni błądzić jak włóczędzy. Wszystkie żywe istoty czeka życie w nędzy. Czas będzie biegł powoli w niewyobrażalnym ucisku.

Dlatego teraz, kiedy żyjemy w pokoju i dobrobycie, kiedy jesteśmy zdolni do swobodnego działania, powinniśmy zrobić wszystko, aby zabezpieczyć się przed tym nieuchronnym niebezpieczeństwem. Stosujmy pokojowe metody, jeżeli okażą się wystarczające, lecz gdy nie odniosą skutku, nie wahajmy się użyć bardziej energicznych środków. Pracujmy uporczywie, dopóki jest jeszcze na to czas, abyśmy nie żałowali tego później.

W waszych rękach spoczywa przyszłość kraju. Wszystkim wam – niezależnie od tego, czy jesteście ministrami, czy prostymi urzędnikami, mnichami lub ludźmi świeckimi, nauczycielami lub uczniami, przywódcami, czy zwykłymi obywatelami – zalecam z całą mocą, abyście się zjednoczyli i w miarę waszych możliwości pracowali na rzecz wspólnego dobra. W pojedynkę nie macie żadnych szans, by uniknąć grożących wam niebezpieczeństw. Zapomnijcie o rywalizacji i własnych interesach, nie traćcie z oczu tego, co najważniejsze.

Musimy razem walczyć o wspólne dobro, szanując przy tym nauki Buddy. Jeśli będziemy tak postępować, nie ulega wątpliwości, że zwyciężymy dzięki błogosławieństwu strzegącego nas bóstwa Neczung, wyznaczonego przez Achryę (Padmasabhawę) na opiekuna dalajlamów pełniących funkcję obrońców.

Jeżeli o mnie chodzi, zrobię wszystko, co w mojej mocy, dla wspólnego dobra i pobłogosławię wszystkich, którzy uczynią to samo. Modlę się, aby ich wysiłki zostały uwieńczone powodzeniem.

Tymi, co nie będą odpowiednio działać w tej krytycznej chwili, zajmie się ich los. Jeżeli będą służalczy, widząc w takim postępowaniu tymczasowe korzyści, to po pewnym czasie niewątpliwie poniosą porażkę. Obecnie patrzą ze spokojem, jak mija czas, ale niebawem dostrzegą niekorzystne skutki swojej bezmyślności. Wtedy jednak będzie za późno, czasu nie da się cofnąć.

Wiem, że Tybet będzie żył w harmonii i dobrobycie, dopóki pozostanę przy życiu. Następnie dojdzie do wielkich cierpień i każdy poniesie konsekwencje swoich czynów, tak jak to wcześniej opisałem.

Moje osobiste doświadczenie i mój rozum nakazują mi powiedzieć wam, co niewątpliwie nastąpi.

Dokonano wielu ceremonii, abym żył jeszcze długo. Jednakże najważniejsze, co można dla mnie zrobić, to wysłuchać teraz moich uwag. Jeżeli w przeszłości popełniliśmy błędy, musimy z tego wyciągnąć wnioski i niezwłocznie zabrać się do pracy, każdy w miarę swoich możliwości.

Będę robił wszystko, aby udoskonalić nasze tradycje duchowe i kulturowe, i poświęcę całą moją energię dla zachowania stabilności politycznej Tybetu. Zachęcam wszystkich do działania i modlę się za nich. Jeżeli będziemy pracować bez wytchnienia, nasz lud zazna pokoju i radości, a nasz kraj będzie długo trwał.

Prosiliście mnie o rady. Udzieliłem ich. Zaklinam was, byście wzięli je do serca i starali się wykorzystać te, które mają największe znaczenie w waszych działaniach. Nie zapominajcie o tym, co wam powiedziałem: przyszłość jest w waszych rękach. Rzeczą szczególnie ważną jest pokonanie tego, co należy przezwyciężyć, i dokonanie tego, co należy dokonać. Nie mylcie jednego z drugim.

Z języka tybetańskiego przełożył Glenn H.Mullin
Źródło: Claude B. Levenson „Dalajlama dzieciństwo i młodość” Prószyński i S-ka, Warszawa 2000

 NetSprint