Odpowiedź Centralnej Administracji Tybetańskiej na oskarżenia ze strony rządu chińskiego
19 lipca 2008 – Część Czwarta
Od 10 marca, kiedy to rozpoczęły się pokojowe demonstracje w Tybecie, rząd chiński użył wszelkich sił państwowych mediów, aby obrzucić serią zarzutów „klikę Dalaja”. Jego Świątobliwość Dalajlamę oskarża się nie tylko o zaplanowanie ostatnich protestów w Tybecie, ale także o usiłowanie przywrócenia feudalizmu w Tybecie.
Jest to czwarta z kolei odpowiedź Centralnego Rządu Tybetańskiego (CRT) na powyższe zarzuty.
Chińskie tłumaczenie odpowiedzi dostępne będzie na stronie www.xizang-zhiye.org, natomiast wersja tybetańska znajduje się na stronie www.tibet.net/tb
Jedne Chiny, dwie komunistyczne partie
Dwie różne reakcje Chin
Kilku wysokich funkcjonariuszy chińskich skarży się, w oparciu o to co nazywają „sprzecznymi oświadczeniami” Jego Świątobliwości Dalajlamy, że zdaje się istnieć dwóch Dalajlamów. Zaskakuje nas ta sama tajemnica. Wydaje się również bowiem, że istnieją dwie różne Komunistyczne Partie Chin. Ma to być może związek z obecnymi regulacjami Chin dotyczącymi polityki „jednego kraju, dwóch systemów”. Jedna Komunistyczna Partia Chin wydaje się ciepła, wrażliwa i przejrzysta, jak to pokazały błyskawicznie podjęte przez prezydenta Hu Jintao oraz premiera Wen Jiabao działania na rzecz ofiar trzęsienia ziemi w prowincji Syczuan. Skuteczna organizacja operacji ratunkowej i pomocy humanitarnej miała ogromny wpływ na poprawę wizerunku Chin na arenie międzynarodowej.
Druga Komunistyczna Partia Chin jest skąpa, paranoiczna i uwikłana w pętli czasu Rewolucji Kulturalnej. Na przykład, żeby uporać się z protestami Tybetańczyków władze zdecydowały się prowadzić „wojnę ludu”. Dla odpowiedzialnego rządu jednego z najpotężniejszych państwa świata „prowadzenie wojny” przeciwko „własnemu ludowi” jest niezgodne z tradycją chińskiej rewolucyjnej przeszłości i z pewnością nie nadąża za cywilizowanym zachowaniem. Zauważmy, że poza błyskiem fleszy międzynarodowych mediów chińskie władze bezlitośnie i bez żadnych skrupułów rozprawiły się z uczestnikami pokojowych demonstracji. Protestujący byli bici, aresztowani, torturowani w celu wymuszania zeznań i na długo wtrącani do więzień. Podczas gdy ich koledzy gdzieś w Syczuanie desperacko próbowali ratować ludzkie życie, PLA (Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza) i PAP (Ludowa Policja Zbrojna) w tybetańskiej części prowincji bardziej interesowały się aresztowaniami protestujących Tybetańczyków, co trwa do dziś, niż ratowaniem ofiar kataklizmu.
Na czele „wojny ludu” stoi Ludowa Policja Zbrojna (LPZ), która liczy obecnie 800 000 członków. Jej głównym zadaniem jest zapewnianie bezpieczeństwa w kraju. Agenci Ludowej Policji Zbrojnej ubrani w niebieskie dresy osłaniali znicz olimpijski i byli pokazywani w retransmisjach na całym świecie. To LPZ jest organizacją, której powierzono brutalne rozprawienie się z pokojowo protestującymi Tybetańczykami. W czasie protestów Tybetańczyków, biuletyn informacyjny Ludowej Policji Zbrojnej w kwietniu wzywał do walki. Wezwanie to brzmiało: „Słychać już bębny wojny, decydująca bitwa jest już blisko. Przez wzgląd na wizerunek narodu chińskiego i honor Ludowej Policji Zbrojnej, nie zapominajmy o naszym obowiązku”.
Natomiast podczas trzęsienia ziemi Chińczykom pokazano twarz tej dobrej Komunistycznej Partii Chin. Oficjalna reakcja na tę tragedię była natychmiastowa, szczera i skuteczna. Pomimo zakazu ogłoszonego przez Departament Propagandy dotyczącego wjazdu dziennikarzy do strefy trzęsień, żadna z ekip, która go zignorowała nie została w żaden sposób ukarana. Także chińscy dziennikarze ruszyli do Chengu, by zrelacjonować katastrofę i pomoc humanitarną. W świetle tych wszystkich wydarzeń zakaz [wjazdu] anulowano. Szeregowi członkowie organizacji oraz osoby prywatne zaangażowały się, by ratować poszkodowanych i nieść pomoc humanitarną. Dzięki wysiłkom osób prywatnych udało się zebrać miliony dolarów na pomoc dla ofiar kataklizmu. W obliczu presji społecznej władze ogłosiły trzydniową żałobę upamiętniającą ofiary trzęsienia ziemi, której skala dorównywała jedynie tej po Mao Zedongu. Jak to skomentował Nicholas Kristof w swoim reportażu w New York Times z 22 maja 2008: „Komunistyczna Partia Chin tym razem potraktowała swój lud jak „obywateli, nie jak poddanych”.
Syczuan jest dla mediów dostępny. Wjazd do Tybetu jest dla dziennikarzy, nawet w obecnej sytuacji, surowo wzbroniony. W Syczuanie rząd apeluje i z podziękowaniem przyjmuje pomoc płynącą z zagranicy. W Tybecie pomimo próśb Jego Świątobliwości Dalajlamy międzynarodowe ekipy medyczne nie mogą leczyć rannych z powodu zakazu wjazdu do regionu. „Wyolbrzymianie skali reakcji na katastrofę i tym samym ograniczanie transmisji z represji w Tybecie może okazać się sprytnym posunięciem i zapobiec destabilizacji”, komentuje Philip Taubman, dziennikarz New York Times, w The Indian Express z 26 maja 2008.
Skąd ta dyskryminacja?
Źródłem dyskryminacji jest fakt, że w Tybecie władza pokazuje ludowi brzydką twarz Komunistycznej Partii Chin. Ta część Partii traktuje Tybetańczyków jak poddanych. Istnieje długa lista tego, co mogą i czego nie wolno im robić. Komunistyczna Partia Chin uważa, że Tybetańczycy nie potrafią sami myśleć. Pomimo zawziętej opozycji tybetańskiej władze kontynuują kampanię edukacji patriotycznej, która ma na celu zmusić Tybetańczyków do wierności komunistycznej partii i Chinom oraz potępienia Jego Świątobliwości Dalajlamy. Tak naprawdę władze są dalszym ciągu zdecydowane na prowadzenie nieustępliwej polityki, włączając w to przypisywanie sobie prawa do decydowania o reinkarnacji tybetańskich lamów. Wszystko to spowodowało obecny otwarty sprzeciw Tybetańczyków.
Dyskryminacja zrodziła się również z faktu, że władze, w przypadku Tybetu, zezwoliły twardogłowej części przywództwa na kształtowanie chińskiej polityki wobec Tybetu. Odnosiliśmy się do tego przy okazji naszych wcześniejszych odpowiedzi. Jak wspomnieliśmy, bezkompromisowe i bezlitosne wypowiedzi ludzi z tego kręgu są powodem do niepokoju i obaw. Wysoki rangą członek władz Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, próbując opracować bezkompromisowe sposoby rozwiązywania kryzysu w Tybecie, powiedział: „Przez lata troszczyliśmy się o naszych ludzi (szpiedzy i agenci). Teraz nadszedł czas aby dać im zajęcie” (siać zniszczenie pośród społeczności na wygnaniu).
Koniec walki klas w Chinach, ale nie w Tybecie
Walka klas w Tybecie trwa. Polega ona na tym, o czym Komunistyczna Partia Chin 27 sierpnia 1958 roku napisała w liście do władz prowincji Qinghai. List ten daje wskazówki jak radzić sobie z poważnymi powstaniami, które wybuchły pośród ludu tybetańskiego. W liście czytamy: „W społeczeństwie podzielonym na klasy, kwestia narodowości jest w gruncie rzeczy kwestią klas. Jeśli nie można rozpoznać istoty klas, nie można podjąć żadnej decyzji dotyczącej kwestii narodowości”.
W Chinach walka klas oraz socjalizm przeszły już do historii. Zgodnie z treścią sprawozdania zamieszczonego w South China Morning 19 października 2001 roku, ówczesny minister spraw zagranicznych Chin, Tang Jiaxuan, skarcił dziennikarza z Tajwanu za nazwanie Chin “komunistycznymi”. Minister spraw zagranicznych powiedział: „To jest Szanghaj, wielkie miasto na ziemi chińskiej. Jak pan śmie nazywać nas Komunistycznymi Chinami? Komunistyczne Chiny to przeszłość. Takie pojęcie już nie istnieje.” W Chinach nie istnieje także pojęcie walki klas. Rzeczywiście, aby poprawić wizerunek teorii Trzech Reprezentacji Jiang Zemina biznesmeni i przedsiębiorcy mogą zapisywać się do Komunistycznej Partii Chin.
W Tybecie walkę rządu przeciwko „klice Dalaja” nazwano walką klas, bez żadnych kompromisów, bez odwrotu i bez litości dla nikogo. Walka klas jest najwyższą formą walki. Od tej walki zależy to, czy przetrwa Komunistyczna Partia Chin. Z punktu widzenia KPC jest to walka na śmierć i życie, twojej śmierci i mojego życia.
Podobnego zdania jest Zhang Qingli, który powiedział: „Obecnie toczymy poważną, krwawą i zaciętą walkę z kliką Dalaja, walkę na śmierć i życie”. Nazwał on także Jego Świątobliwość Dalajlamę “szakalem w mnisich szatach i diabłem z ludzką twarzą i sercem bestii”.
Za tą walką na śmierć i życie przeciwko Tybetańczykom stoją nieugięci przywódcy, którzy popierają sinizację w przypadku „problemu asymilacji” mniejszości narodowych zamieszkujących Chiny, szczególnie Tybetańczyków. Przywódcy ci odpowiedzialni są również za ogłoszone w zeszłym roku przepisy, według których wszyscy inkarnowani lamowie tybetańscy muszą uzyskać zgodę Komunistycznej Partii Chin. Przywódcy uderzają tym samym w samo serce systemu wierzeń i wartości Tybetańczyków. Poglądy przywódców popiera Meng Jianzhu, minister Bezpieczeństwa Publicznego, który przebywał w Tybecie w czasie kryzysu i nadzorował zdławienie protestów, jak również Zhang Qingli, sekretarz partii Tybetańskiego Regionu Autonomicznego oraz Jampa Phuntsok, gubernator regionu.
Między przywódcami istnieje rozbieżność poglądów dotyczących tego, w jaki sposób radzić sobie z problemem Tybetu. Mark Maginer, dziennikarz Los Angeles Times, w reportażu z 5 lipca, napisał: „Także Pekin coraz częściej stosuje taktykę dobrego i złego policjanta. Na przykład w kwestii Tybetu pewne organy rządu potępiły Dalajlamę, duchowego przywódcę Tybetańczyków na wygnaniu, chociaż inne nawoływały do negocjacji”.
Chińskie media państwowe potwierdziły, że w rządzie centralnym Chin istnieją dwie szkoły myślenia na temat zajmowania się problemem Tybetu. Potwierdza to także oficjalna agencja informacyjna Chin, Xinhua, w swoim komentarzu, opublikowanym na stronie internetowej www.chinaview.cn 1 lipca 2008 pt. „Wybór Dalajlamy”. Czytamy w nim: „Jeśli Dalajlama źle oceni pomoc oferowaną mu przez Zachód i uzna, że rząd centralny ma dobre intencje, lub spróbuje szukać korzyści wykraczających poza zdrowy rozsądek, czy też po raz kolejny będzie zachęcał i podżegał swych radykalnych wyznawców do użycia przemocy, z pewnością doprowadzi Pekin do wściekłości. W takim przypadku rząd centralny będzie zmuszony dać sobie z nim spokój, raz na zawsze. Takie stanowisko reprezentuje obecnie rząd centralny”.
Jest to niezwykłe stanowisko. Podczas demonstracji studenckich na Placu Tiananmen w 1989 roku, premier Zhou Ziyang został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska ponieważ zasugerował, że pośród przywódców istnieją dwa poglądy dotyczące radzenia sobie z protestującymi studentami.
Różnice w polityce dotyczącej Tybetu na najwyższym szczeblu władzy potwierdzają również przecieki do prasy. Michael Sheridan z Sunday Times 13 lipca powiedział, że jeszcze bardziej nieugięte podejście do kwestii Tybetu widoczne było w wydanej w kwietniu i maju tajnej publikacji, Xizang Tongxun, dostępnej jedynie urzędnikom partyjnym. Przyznał, że tłumaczenia publikacji dostarczano mu do jego redakcji w Hong Kongu. W swoim artykule Michael Sheridan pisze: „Wewnętrzne dokumenty Komunistycznej Partii ujawniły, że Chiny planują program surowych represji politycznych w Tybecie, pomimo publicznej demonstracji łagodności okazywanej w celu przekonania do siebie opinii światowej przed Igrzyskami Olimpijskimi w przyszłym miesiącu”.
„Kampanię “reedukacji” przedstawiał na tajnych spotkaniach członków Komunistycznej Partii Zhang Qingli, nieugięty sekretarz partyjny Tybetu…”.
„Zhang przyznał za zamkniętymi drzwiami, że władze chińskie w Lhasie, stolicy Tybetu, zostały „osaczone” i, że anty chińska rewolta w marcu „zburzyła stabilizację społeczną”. Ostrzegł, że „ostateczne zwycięstwo” jest dalekie.
Pytamy zatem, dlaczego to twardogłowi politycy zdołali ukształtować politykę Chin wobec Tybetu, a nie ci o umiarkowanych poglądach?
Poglądy dwóch czołowych przywódców na temat kwestii Tybetu i roli Jego Świątobliwości Dalaj Lamy zdecydowani różnią się od poglądów polityków twardogłowych. Jak o tym wspomniano wcześniej, podczas wizyty w Laosie pod koniec marca chiński premier Wen Jiabao w wywiadzie dla międzynarodowych mediów powiedział: “Jeśli Dalajlama zrezygnuje z postulatu niepodległości, a przede wszystkim użyje swoich wpływów, by położyć kres przemocy w Tybecie oraz przyzna, że Tajwan i Tybet są nierozłącznymi częściami Chin, możemy na nowo podjąć z nim dialog”.
Pod koniec marca prezydent Hu Jintao w rozmowie telefonicznej z prezydentem Bushem powiedział: „Jeśli Dalajlama szczerze zrezygnuje z domagania się niepodległości Tybetu i zaprzestanie działalności separatystycznej, a przede wszystkim przestanie podżegać do niepokoju i planować zamieszki w Tybecie, które szkodzą Olimpiadzie w Pekinie, a także przyzna, że Tybet i Tajwan są nierozłącznymi częściami Chin, zgodzimy się kontynuować z nim dialog”.
W trakcie swojej wizyty w Japonii prezydent Hu Jintao powiedział, że postawa chińskiego rządu w stosunku do dialogu z wysłannikami Jego Świątobliwości Dalajlamy była szczera. Jak doniósł Reuters 7 maja 2008, prezydent Hu Jintao w rozmowie z japońskim premierem Yasuo Fukudą po szczycie państw G8 powiedział, że ostatnie rozmowy z przedstawicielami tybetańskiego przywódcy buddyjskiego na uchodźstwie były „sumienne i poważne”. Dodał, że obie strony zgodziły się utrzymywać kontakty.
W komentarzu na temat podejścia dwóch przywódców Chin do kwestii Tybetu Cao Xin, analityk polityczny, mówi: „Odpowiedź dwóch najważniejszych przywódców chińskich odzwierciedla rzeczywistość, w której buddyzm tybetański ma silny i nieustanny wpływ na Tybetańczyków. Jest to rzeczywistość, w której przemożny wpływ na Tybetańczyków ma również Dalajlama jako religijny przywódca buddyzmu tybetańskiego”.
Xin pisze: „W oparciu o powyższe realia należałoby zastanowić się nad zmianą polityki.. Po pierwsze trzeba rozróżnić większość wyznawców religii tybetańskiej od, jak to określa rząd, „kliki Dalaja”, „Ponieważ Dalajlama jest jedynym przywódcą religijnym, którego uznają tybetańscy wyznawcy, wiary i kultu Dalajlamy nie można traktować jako typowego problemu natury politycznej ani nazywać tym, co dzieli kraj. Jest to zgodne z zasadami autonomii regionalnej, musimy zatem uważać to za kwestię zasadniczą”.
Komentarz Cao Xin opublikowano 2 kwietnia w Southern Weekend, wpływowym dzienniku wydawanym w Guangdong, najdynamiczniejszej prowincji Chin.
Tragedią jest to, że przychylne poglądy przywódców Chin oraz ich wnikliwa analiza są w rzeczywistości odrzucane i zagłuszane przez ostre i niemalże histeryczne słowa potępienia wypowiadane przez Xinhua. Jeśli obrzucanie wyzwiskami ma zastępować prawdziwą politykę, wówczas Zhang Qingli zdobędzie olimpijskie złoto w tej kategorii. Jeśli Zhang Qingli i jemu podobni myślą, że zakrzykiwanie ludzi, zamiast słuchania ich obaw i zajmowania się nimi, jest właściwym sposobem mierzenia się Chin z bałaganem w Tybecie, zarówno on jak i jemu podobni nie służą ani swojemu krajowi, ani swoim zwierzchnikom. Powielanie w Tybecie polityki, która w innych państwach się nie powiodła, to po prostu sprowadzanie katastrofy.
Kwestia „separatystycznej” flagi
31 marca Xinhua opublikowała wypowiedź dziennikarza Cao Kai, w której nazywa on Dalajlamę politykiem, a nie zwykłym mnichem. Poza bezmyślnym powtarzaniem zwykłych oskarżeń, Kai pisze: „Aby uczynić status (sic!) rządu na wygnaniu bardziej wiarygodnym, Dalajlama i jego zwolennicy stworzyli „narodowy hymn tybetański” i „narodową flagę tybetańską”, które do roku 1959 nigdy nie istniały”.
Obecnie władze chińskie używają różnych określeń w stosunku do flagi Tybetu. Jest uznawana za flagę „reakcyjną” lub „separatystyczną”. Czasem określa się ją mianem “flagi tybetańskiego rządu na wygnaniu. Chińskie państwowe media nazywają ją również „flagą niepodległego Tybetu”. Czasem rząd chiński mówi o niej „flaga śnieżnego lwa”.
Jednym z osobliwych zarzutów władz chińskich w stosunku do wykorzystywania przez Tybetańczyków na wygnaniu tybetańskiej flagi, ukrytym w słowach frustracji i oburzenia, jest to, że uchodźcy tybetańscy nie zwrócili się z prośbą do władz chińskich o pozwolenie na wykorzystanie motywów na fladze: ośnieżonej góry i śnieżnego lwa. W raporcie, który ukazał się 11 kwietnia w China Daily oraz został przedrukowany na stronie internetowej Xinhuanet.com następnego dnia, napisano o wykorzystaniu ośnieżonej góry i śnieżnego lwa. „Użyli również wizerunku naszej śnieżnej góry i prawdziwego nieustraszonego lwa, by stworzyć swoją tzw. „flagę ze śnieżnym lwem”. To przebiegła taktyka mająca na celu zwodzenie dobrych ludzi”.
Historia narodowej flagi tybetańskiej
Narodowa flaga tybetańska nie jest wymysłem Tybetańczyków na wygnaniu. Stała się ona, poprzez różne jej przemiany w ciągu wieków częścią tybetańskiej tożsamości. Flaga tybetańska z ośnieżoną górą i dwoma śnieżnymi lwami istniała długo przed atakiem komunistycznych Chin na Tybet. Historia narodowej flagi tybetańskiej sięga czasów króla Songtsen Gampo w VI wieku. Różne regimenty jego wojsk posiadały swoje własne sztandary. Jeden z nich, Yu-ru To, posiadał sztandar z wizerunkiem pary lwów stojących naprzeciw siebie. Sztandar innego regimentu, Ya-Ru Ma, był sztandarem wojskowym przedstawiającym jednego śnieżnego lwa. Z kolei na sztandarze regimentu Tsang-Ru Lag widniał stojący pionowo śnieżny lew, skaczący w stronę nieba. Tradycję umieszczania śnieżnego lwa na sztandarach, również tych wojskowych armii tybetańskiej, kontynuowano przez stulecia aż do okresu, w którym Wielki Trzynasty Dalajlama ujednolicił obecną flagę. Od tego czasu jest ona standardową flagą używaną przez wszystkich Tybetańczyków.
Flaga tybetańska na arenie międzynarodowej
Wydanie magazynu National Geographic z września 1934 roku poświęciło jeden z tematów flagom różnych narodów świata. Jedną z tych, o której wspomniano była narodowa flaga tybetańska. Poniżej przedstawiamy okładki tego wydania magazynu.
Flaga Tybetu ze strzelistą górą przy której stoją dwa śnieżne lwy walczące o promienny klejnotjest jedną z najbardziej wyrazistych flag Wschodu”, napisano we wrześniowym wydaniu magazynu National Geographic w 1934 roku.
Flaga tybetańska po raz pierwszy pojawiła się na arenie międzynarodowej, o ile nam wiadomo, podczas konferencji państw azjatyckich, która odbyła się w New Delhi w 1947 roku. W liście do Mahatmy Gandhiego, Nehru, pierwszy premier niepodległych Indii, napisał: „Pan wie, że w ostatnim tygodniu marca w Delhi odbędzie się konferencja. Ta konferencja nabiera niezwykłego znaczenia i będzie rzeczywiście wydarzeniem wyjątkowym. Prawie każde państwo Azji od wschodu do zachodu i południa, łącznie z krajami arabskimi, Tybetem, Mongolią i krajami południowo-wschodniej Azji oraz Republikami Azjatyckimi Związku Sowieckiego będzie reprezentowane przez czołowe postaci.”
Uczestnictwo Tybetu w konferencji państw azjatyckich jest szeroko omawiane w nowej książce Claude Arpi pt. „Tybet: Utracona granica” (“Tibet: The Lost Frontier”). Tybet przyjął od Indii zaproszenie na konferencję. „W pierwszych dniach marca 1947 roku delegacja wyruszyła z Lhasy” pisze Claude Arpi. " Najpierw pojechali do Dromo w dolinie Chumbi, gdzie dołączył do nich posłaniec Kaszagu niosący flagę tybetańską, którą, zgodnie z prośbą, mieli wywiesić podczas konferencji.”
W książce „Tibet: The Lost Frontier” czytamy: „Sesja plenarna konferencji odbyła się w Purana Qila. Przewodniczący każdej z trzydziestu dwóch delegacji siedzieli na podwyższeniu za tabliczką z nazwą i flagą swojego kraju. Tybet miał swoją flagę z ośnieżonymi górami i dwoma śnieżnymi lwami symbolizującymi podwójne siły Dalajlamy. Za delegatami wisiała ogromna mapa Azji, na której Tybet przedstawiono jako niezależne państwo.”
Delegacja tybetańska złożona z 8 członków, której przewodził Teiji Sampho Tsewang Rigzin w towarzystwie Khenchung Lobsang Wangyal, na spotkaniu z Mahatmą Gandhi podarowała mu khata, jedwabną szarfę. Gandhi-ji podziwiając wspaniały jedwab zapytał, gdzie go wyprodukowano. Odpowiedź brzmiała, że w Chinach. Gandhi-ji doradził łagodnie członkom tybetańskiej delegacji, że Tybet powinien rozpocząć produkcję własnego jedwabiu.
Sampho Tenzin Dhondup, syn przewodniczącego delegacji tybetańskiej, pisze w swoim pamiętniku zatytułowanym „Wzburzone fale mego życia” („My Life's Turbulent Waves”): „Podczas właściwej sesji dwa miejsca na podwyższeniu zarezerwowane były dla delegatów tybetańskich z umieszczoną na froncie stołu narodową flagą tybetańską ze wszystkimi jej elementami. Wizerunek narodowej flagi tybetańskiej widoczny był również na stole dwóch ambasadorów tybetańskich. Flaga przedstawiała ośnieżoną górę z parą śnieżnych lwów stojących na wprost siebie. Natomiast na blacie leżała drewniana tabliczka z napisem „TYBET” po angielsku wykonanym grubą czcionką”.
Mahatma Gandhi na Konferencji państw azjatyckich, obok delegaci Tybetu i tybetańska flaga poniżej.
Mao i narodowa flaga tybetańska
Nawet Mao Zedong słyszał o istnieniu narodowej flagi Tybetu. W swojej wypowiedzi do parlamentarzystów zgromadzonych na IV Światowej Konwencji Parlamentarzystów w sprawie Tybetu, która odbyła się w dniach 18 – 19 listopada 2005 roku w Edynburgu, Jego Świątobliwość powiedział: „Przejdźmy teraz do narodowej flagi tybetańskiej. Myślę, że niektórzy z obecnych chińskich urzędników państwowych widząc tę flagę (wskazując na narodową flagę tybetańską) złoszczą się. Uważają ją za znak separatyzmu. Kiedyś podczas jednej z moich wizyt w Chinach przewodniczący Mao spytał mnie czy mamy narodową flagę. Z lekkim zawahaniem odpowiedziałem: „Tak”. Następnie przewodniczący Mao zachęcająco powiedział: Powinniście używać narodowej flagi tybetańskiej wraz z czerwoną flagą”.
W swojej biografii założyciela Tybetańskiej Partii Komunistycznej „Rewolucjonista Tybetański: Życie polityczne i czasy Bapy Phuntso Wangye’a”, , Goldstein porusza to wydarzenie. Oto co opisuje. „Mao zauważył, że Dalajlamę zaniepokoiło jego pytanie i natychmiast powiedział mu: To nie jest problem. Może Pan zatrzymać swoją narodową flagę.”
Tłumaczenie: AD
Redakcja. JS
