Między smokiem a słoniem
Tenzin Tsundue
Tenzin Tsundue jest bezustannie aktywnym młodym Tybetańczykiem, który po zakończeniu nauki w madraskiej uczelni na południu Indii, dzielnie stawił czoło śnieżycom i zdradliwym górom, złamał wszelkie zasady i ograniczenia, przebył Himalaje na piechotę i wkroczył do zakazanego Tybetu. W jakim celu? Aby na własne oczy zobaczyć, jak to jest pod chińską okupacją i dowiedzieć się, czy i jak mógłby pomóc w walce o wolność. Został aresztowany przez chińską straż graniczną i ostatecznie, po trzymiesięcznym schładzaniu jego rozpalonej głowy w lhaskim więzieniu, cofnięty do Indii.
Urodził się w rodzinie tybetańskich uchodźców, którzy pracowali na przygranicznych drogach wokół Manali na północy Indii, podczas chaotycznego czasu przesiedlania się uciekinierów z Tybetu we wczesnych latach siedemdziesiątych. Tenzin Tsundue jest pisarzem-aktywistą, niezwykłą mieszanką w tybetańskiej społeczności na uchodźstwie.
Opublikował tom poezji „Crossing the Border” za pieniądze uzbierane i pożyczone od szkolnych kolegów, gdy studiował w Bombaju. Jego literackie umiejętności przyniosły mu w roku 2001 pierwszą w życiu nagrodę „Outlook-Picador Award for Non-Fiction”. W tym ogólnoindyjskim konkursie publicystyki literackiej Tsundue pokonał dzięwięciuset rywali. Jego prace literackie zostały opublikowane w International PEN, The Indian PEN, The Indian Literary Panorama, The Little Magazine, Outlook, The Times of India, The Indian Express, Hindustan Times, Better Photography, The Sunday Observer, Mid-Day (Bombaj), Afternoon (Bombaj), Tibetan Review, Tibetan Bulletin, Freedom First i Gandhi Marg.
Tenzin Tsundue wstąpił do Friends of Tibet (India) w roku 1999. Od tego czas pracuje w organizacji jako jej Sekretarz Generalny. W styczniu 2002 roku zrobiło się o nim głośno na świecie, po tym, jak wdarł się po rusztowaniu na czternaste piętro Oberoi Towers w Bombaju i rozwinął narodową flagę Tybetu i baner z napisem „Free Tibet” w dół frontowej ściany hotelu w czasie, gdy przebywający wewnątrz budynku premier Chin, Zhu Rongji, wygłaszał przemówienie podczas konferencji wpływowych indyjskich przedsiębiorców. Światowe media nadały rozgłos temu wyczynowi, a funkcjonariusze indyjskiej policji pogratulowali mu w areszcie wystąpienia w obronie własnych praw.
Między smokiem a słoniem
Nie jestem bezdomny. Mój dom jest w Tybecie. Rzecz w tym, że nie widziałem go od chwili, gdy stałem się człowiekiem dorosłym. Kiedy chińscy komunistyczni żołnierze miotali się w szale po wiosce, niszcząc klasztory i zabijając każdego, kto stawiał opór, moi rodzice musieli opuścić nasz dom i uciekać przez góry. W roku 1959 wraz z Jego Świątobliwością Dalajlamą wyemigrowali do Indii.
Utraciliśmy wszystko; nasz dom, naszą wieś, tych, którzy pozostali w Tybecie i wycierpieli taki ogrom tortur i poniżenia, że wielu popełniło samobójstwo. Był to czas, gdy Chiny wzmocniły okupację i idea Tybetu gasła. Ale jedna rzecz pozostała: nadzieja. I ją odnaleźliśmy w Indiach.
Z pomocą i wsparciem Indii, nie tylko przetrwaliśmy, ale też odbudowaliśmy nasze marzenia. Dziś w Indiach jest ponad 100 tybetańskich szkół, 500 klasztorów i centrów kultury i działający według demokratycznych zasad Rząd Na Uchodźstwie. I w oparciu o tę podstawową infrastrukturę, my dziś skrycie myślimy o powrocie do naszego kraju rodzinnego, by wskrzesić nowy Tybet.
Ta szybka podróż do nowoczesnego świata, którą podjęliśmy w roku 1959, kiedy po raz pierwszy wyłoniliśmy się zza Himalajów, przywiodła nas do zderzenia z nowoczesnością. I to, czego nauczyliśmy się od nowego świata bez utraty naszych tradycyjnych i kulturowych wartości, jest dla mnie treścią wielkiej czci. Tybetańska młodzież mojej generacji, wykształcona w Indiach i poza granicami, dziś kroczy ramię w ramię z nowoczesnym światem, zarówno, gdy jest to pole przedsiębiorczości, nauki i technologii, czy też wiedzy akademickiej.
Dzisiejszy Tybet na uchodźstwie przeobraził się ze starej i izolowanej społeczności w demokratyczne, z globalnymi powiązaniami i patrzące w przyszłość społeczeństwo. To będzie najcenniejszy podarunek, jaki weźmiemy ze sobą dla naszych braci w Tybecie, kiedy wrócimy do domu. Przyszły Tybet będzie gospodarczo samowystarczalny, polegający na własnej wiedzy, umiejętnościach i zasobach: tybetański Swaraj.
Jako osoba urodzona i wychowana w Indiach, jestem w równym stopniu Hindusem, co Tybetańczykiem. Kocham wolność i duchowe otoczenie Indii. Uważam, że to właśnie czyni je tak czarującymi i wyjątkowymi.
Daremnie byłoby konkurować z Chinami, gdyż nie możemy ich zwyciężyć w gnębieniu milionów i milionów biednych robotników i rolników, których kosztem ten gospodarczy balon został nadęty. Bez należytych praw pracowniczych i wolności mediów w Chińskiej Republice Ludowej, rząd w Pekinie może robić, co chce i zawsze mu się upiecze.
W roku 1997, po otrzymaniu dyplomu Uniwersytetu w Madrasie, udałem się do Tybetu. Po raz pierwszy w życiu widziałem mój kraj rodzinny. To już nie był Tybet, o jakim opowiadali mi rodzice. Wszędzie byli Chińczycy, Chińczycy i jeszcze więcej Chińczyków. Miasta wyglądały jak te Chinatown, jakie widzimy na filmach z Jackie Chan'em.
Dowiedziałem się, że jeden miejscowy goon [bandzior, rzezimieszek, tępak] kupił sobie całą górę w celu prowadzenia prac wydobywczych. W dawnych czasach nikt nie mógł posiadać całej góry w Tybecie. Ten goon nie wiedział, co za nieskalaną ziemię kopie; jedyne co wiedział, to jak razami zmusić biednych miejscowych ludzi do nisko opłacanej pracy i jak dla szybkich pieniędzy cały urobek przetransportować do Chin. A ponieważ wszyscy urzędnicy wokół niego brali udział w procederze, więc nie było żadnych kłopotów z dokumentami. W Indiach takie interesy ciężko byłoby ukryć przed obiektywami wszechobecnych ukrytych kamer Tehelków i Aaj Taków [indyjskie służby].
Śmieszą mnie fantazje niektórych ludzi o przekształceniu Bombaju w Szanghaj. Mieszkałem w tym mieście przez pięć lat i jestem przekonany, że podjęcie takiej próby byłoby chybionym działaniem z prostego powodu: wolność, którą cieszą się w Bombaju, byłaby zbyt przygniatająca dla Szanghaju.
Jeżeli Chiny są ziejącym ogniem czerwonym smokiem, to Indie są olbrzymim słoniem. Pomiędzy nimi Tybet, jeszcze raz dążący wszelkimi siłami do wzniesienia głowy, jako zaginione państwo buforowe, jakim był.
Tekst ukazał się w The Economic Times, 02.01.2005
tłum. LP
Strona Tenzina Tsundue: www.friendsoftibet.org/tenzin
